Strona 2 z 2

: 05 paź 2011, 19:53
autor: Oksa
Widzicie, właśnie pomijając samą akcję, fabułę czy dialogi uważam, że autorka trafiła idealnie z konstrukcją świata. A przynajmniej do mojego organu sercowego :-P Spotkałam się już z bardziej skomplikowanymi i ciekawszymi koncepcjami, a jednak Rubieże i jej mieszkańcy mnie urzekli, jak dawno mi się nie zdarzyło. Naprawdę sama nie wiem czemu. Jakiś taki dziwny rodzaj przywiązania chyba do surowego miejsca, rządzącego się własnymi prawami. U Kate mam wrażenie, że bardziej przywiązałam się do samych bohaterów, zaś tu o dziwo do miejsca... Trudno jest mi to wytłumaczyć. Ale pewnie też z tego powodu nie jest mi szkoda, że każda część jest z innymi bohaterami. Byle toczyła się w tym samym świecie ;-)

: 05 paź 2011, 20:30
autor: Kometa
Oksa ja wiem o co ci chodzi. Mnie Rubież właśnie kojarzy się z takim zapomnianym miejsce, to taki prawdziwy koniec świata, gdzie diabeł mówi dobranoc, gdzie w Borze czają się różne niezwykłości, gdzie za sąsiadów ma się guślarzy i wiedźmy, prowincja gdzie trzeba się liczyć z zagrożeniem.

I w sumie, biorąc pod uwagę fakt że każda książka ma być o innych bohaterach, Ilona prawidłowo nastawiła się (świadomie bądź nie) na wykreowanie świata do którego przywiąże czytelnika. Bo jeśli kochasz Rubież to pokochasz każdą kolejną książkę z serii, niezależnie o kim będzie,

: 10 paź 2011, 09:20
autor: Majster
Ogólnie książkę czytało mi się miło i przyjemnie. Najbardziej podobała mi się koncepcja rubieży, swoistej granicy pomiędzy dwoma cywilizacjami opartymi na dwóch przeciwstawnych siłach : magi i technologi. Od czasów gwiezdnych wojem podobają mi się takie mieszanki, moim zdaniem zawsze mają duży potencjał. Właśnie konstrukcja świata w którym rozgrywa się akcja książki, przemyślana i spójna podobała mi się najbardziej. Stąd tytuł Na krawędzi trafnie oddaje zawartość tomu. A co do samej zawartości, to po fajnym początku i rozwinięciu, fabuła mocno skręca w drugiej połowie w stronę typowego romansidła, powieść powinna zmienić tytuł na "Książe z bajki", bo główny bohater, najpierw ciekawy i trochę tajemniczy staje się chodzącym ideałem. Odrzucają mnie tacy sztuczni i plastikowi bohaterowie, to tym bardziej przykre, bo początkowo mógł on budzić pewne sympatie i nadzieje. Akcja staje się przewidywalna i schematyczna, traci świeżość, a końcówka trąca już harlekinem. Obszerniej jest to opisane w wątku postaci erl Declan Rielu Martely Camarine więc nie będę się więcej rozpisywał, sam tylko zastanawiam skąd ten zamysł u autora? Uważam, że taki zakręt fabuły bardzo zaszkodził powieści, jest ona moim zdaniem znacząco gorsza od serii z Kate. Pozostaje nadzieja, że następne tomy będą leprze.

: 10 paź 2011, 10:55
autor: Oksa
Według mnie, niestety ale w każdej części będziemy musieli liczyć się z podążaniem w kierunku "żyli długo i szczęśliwie". No chyba, że w którejś części trafi się bohaterom niefartownie życie "długo i nieszczęśliwie". Po opisach kolejnych tomów widać, że koncepcja jest bardzo zbliżona do paranormal romance, a jednak jak dla mnie śmiało można powiedzieć, że książka wykracza poza typowy PR. W sumie zaczynam rozumieć problemy z jednoznacznym zaklasyfikowaniem tych książek :)

W kolejnych tomach liczę jednak na mniej słitaśne zakończenie (o którym pisałam w temacie Spoiler), no i trochę lepiej zarysowaną postać męską.

A o samej Rubieży... już się nazachwycałam wcześniej, więc nie będę się znowu roztkliwiać :-P

: 11 paź 2011, 09:49
autor: wiedźma z bagna
Łiii tam... Uważam, że wasze nadzieje są bardziej niż płonne. To będą powieści fantastyczne o zabarwieniu romansowym i tyle. Nie liczyłabym na inne opcje. Optymizmem napawa fakt, że o drugiej części krążą opinie jakoby była lepsza niż 1. Bo też i William jest barwniejszą postacią, a o heroinie dramatu ja przynajmniej nie wiem jeszcze nic. Natomiast, tak czy siak, bedzie tam głęboko osadzony wątek romansowy. Co więcej, ponieważ cały musi się zawrzeć w jednym tomie, to i jego tempo i intensywność będzą wzmożone.

: 11 paź 2011, 10:01
autor: Oksa
O tym też pisałam - taka raczej jest koncepcja. Po prostu byłabym wielce uszczęśliwiona zakończeniem w nieco innym tonie... no niech sobie tam będzie szczęśliwie, a po co mi się martwić po tej lekturze. Tylko takie mniej hmm przecukrzone? No da chyba radę, prawda :-P

: 11 paź 2011, 13:20
autor: Czarownica
To pewnie dlatego, że miłość i seks podobno sprzedają się najlepiej. Ale. chociaż książka oczywiście jest gorsza od tych o Kate, to i tak jest o niebo lepsza od wielu innych. I czyta sie ją z dużą przyjemnością.

: 11 paź 2011, 15:54
autor: wiedźma z bagna
Przez Was i Wasze dywagacje literacko-charakterologiczne, jestem zmuszona zmienić swoją ocenę o książce - na niższą. Zawsze jak z Wami rozmawiam o książce wychodzi ostatecznie na to, że nie ma się czym tak znowu zachwycać. Wniosek jest jeden - nadmierna analiza lektury jej szkodzi. A czytało mi się tak miło...

: 11 paź 2011, 16:36
autor: Oksa
A widzisz ja mam tak: widzę błędy, a już w ogóle po tego typu rozmowach, ale jeśli po wszystkim czuję się nadal zadowolona, że przeczytałam książkę i mam nadzieję na więcej, to pal licho opinie. Sprawia przyjemność? Sprawia. Także nie ma bata, sięgam po jeszcze ;-)
To pewnie dlatego, że miłość i seks podobno sprzedają się najlepiej.
A mi się wydaje, że Andrews zwyczajnie lubi uszczęśliwiać swoich bohaterów i miała ochotę właśnie tego typu serię popełnić. I chwała jej za to, ja tam się dobrze przy niej bawiłam, koniec kropka 8-)

: 31 paź 2011, 07:09
autor: hlukaszuk
Czekałam na tę książkę z utęsknieniem od roku. Pierwszy rozdział bardzo mi się spodobał a Rubież zachwyciła. Ale jak doszło do momentu "o moja wybranko przybyłem cię poślubić, daj mi trzy zadania a pokarze ci że jestem cię godny" to poczułam wielkie rozczarowanie. Akcja co prawda fajna ciągle trzyma w napięciu. I jeszcze ta bajka może i by była do zaakceptowania gdyby nie zakończenie. Te zakończenie nie pasuje do tak świetnie zapowiadającego się początku. Koniec wskazuje, że początek powinien brzmieć. Za górami za lasami na krawędzi dwóch światów żyła sobie piękna dziewczyna o szlachetnym sercu. [spoiler]A tak czytelnik zostaje wprowadzony w błąd. Żeby uratować tę książkę zakończenie powinno być takie, że Rose nie jedzie z Declanem do jego kraju. I czytelnik może sobie dopisać resztę. Wróci po nią czy nie. A William powinien zginąć (w końcu byłby jakiś dramatyzm). To była by dobra fabuła. A tak. Wybaczcie ale scena kiedy królowa maluje ściany wałkiem. To po prostu nie zakończenie a lukrowany tort. A tekst, że chcą zobaczyć potrójny "coś" Rose i nekromantę, a Jacku nic - mija się z celem. Rodzina Declana wychodzi na taką słodka, że aż mdli a przecież żeby Declan miał brata zmieńca to wiadomo co by się z nim stało.[/spoiler] Dlatego uważam, że zakończenie zepsuło wszystko. A to zakończenie powinno smakować najlepiej pozostawiając niedosyt a nie mdłości.