Cykl Protektorat parasola

Dział założony z myślą o seriach i cyklach książkowych. Tu wszystko o naszych ulubionych bohaterach i ich przygodach ukazujących się w częściach.

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Co prawda nie zaczyna się zdania od a, ale... A nie mówiłam. Ta część wzbudza najwięcej kontrowersji i to w pozytywnym tego słowa znaczeniu. To co się tam wyrabia bije wszystko co było dotąd na głowę. I tak jak Des napisała, na przemian wzbudza różne emocje. Ma wszystko to co dobra książka mieć powinna. Tajemnice wyskakiwały jak diabeł z pudełka, a każda biła następną o głowę. Mnie najbardziej zaintrygowała ta:


[spoiler]Padło tam wyjaśnienie właściwości duszy. Kto ma większą szansę na przejście przemiany, i że przeciwieństwa się przyciągają.[/spoiler]

Dobrze, że wydawnictwo w miarę szybko wydaje kolejne części, bo już nie mogę się doczekać opisu nowych cech dzieciofelera.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
AISA
Żarłoczny Ghul
Posty: 761
Rejestracja: 10 sie 2010, 18:29

Post autor: AISA »

Jednym ciągiem przeczytałam trzy tomy. Na początku pierwszego tomu jakoś nie pasował mi styl pisania. Takie połączenie epoki maszyn parowych, tekstu stylizowanego na powieść historyczną (a może raczej romans historyczny) i dość współczesnych wypowiedzi bohaterów, bardzo się ze sobą gryzło. Skąd autorce przyszło używanie niektórych słów, wolę się nawet nie zastanawiać. Jednak w miarę przerzucania kolejnych kartek, wrażenie to znikło, chyba za sprawą humoru i całkiem ciekawych perypetii głównej bohaterki. Po skończeniu lektury pierwszego tomu zaciekawiona dalszymi losami bezdusznej Alexi, płynnie zabrałam się za drugi tom. Moim zdaniem jest to najlepsza część (biorąc pod uwagę te przeczytane przeze mnie). Od samego początku coś się dzieje. I chyba dotarła do mnie koncepcja autorki, a przynajmniej tak mi się wydaje... Cykl ten jest jakby obnażeniem konwencjonalnego romansu historycznego i zasad zachowania rządzących w czasie rewolucji przemysłowej, a jednocześnie pokazaniem go w sposób humorystyczny i nowoczesny. Jeśli w dwóch pierwszych tomach można było doszukać się elementów romansu (no może nie takiego typowego, a bardzo delikatnego) i podchodów zainteresowanych, to w trzecim tomie autorka zdecydowanie ograniczyła rolę tego elementu na rzecz rozwoju akcji. W tym tomie czekają czytelnika kolejne zaskakujące informacje i zapowiedź kolejnych ciekawych przygód bohaterki.
Jak dla mnie szybka i przyjemna lektura. Zgrabne połączenie powieści historycznej i świata paranormalnego z całą gamą wilkołaków, wampirów, duchów i ... „dzieciofelerów”. Jest to pierwsza przeczytana przeze mnie książka z rodzaju steampunk, ale z pewnością nie ostatnia ;) Chyba każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie.

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

hlukaszuk pisze:Jestem świeżo po przeczytaniu Bezwzględnej. Ogłaszam wszem i wobec, że jest to najlepsza część jaka wyszła po polsku. Poprzednie trzy się do niej nie umywają.
Ogłaszam wszem i wobec, że się zgadzam ;-)
Najpierw co do watahy Kingair:
[spoiler]Cholera, też się nie spodziewałam tego po Lyallu, a już na pewno nie związku z Alessandrem. Kiedy już wyszło to na jaw o wiele łatwiej było mi już uwierzyć w to, że Channing o wszystkim wiedział. Chociaż o tak zorganizowany świetnie plan akurat bym go już nie posądzała :-P
Ewidentnie Alexia ma chętkę na spiknięcie profesora Lyall z Biffym :) Akeldama mnie w tym względzie trochę wkurzał, bo zamiast pomóc chłopakowi w odnalezieniu się w nowej sytuacji, on czerpał swoistą przyjemność z tego, że Biffy wciąż uważał dom Akeldamy za swój dom również. Dlatego też cieszyłam się, że Alexia stanowczo i bez rozczulania się przekazała obydwu panom, co o tym sądzi.[/spoiler]
Muszę przyznać, że mnóstwo osób mnie w tej części wkurzało. I to tak dogłębnie, że nie mogłam już znieść kolejnych obelg w kierunku Alexii i wilkołaków ze strony takiej tępej Felicity albo wyniosłej hrabiny Nadasdy. Dlatego też między innymi ta książka tak przyciąga czytelnika. Przywiązuje się on do naprawdę świetnych postaci i nienawidzi ich wrogów. Cała seria wywołuje całą gamę emocji i myślę, że o to właśnie chodzi.
Ale przejdźmy dalej. Madame Lefoux. Baby nie polubiłam od samego początku, a teraz bynajmniej nie zmieniłam zdania.
[spoiler]Racja była po jej stronie - rozumiem to doskonale. Ale jej działania doprowadziły do bardzo poważnych konsekwencji, których negatywna strona skupiła się głównie niestety na watasze Woolsey. Kara, którą otrzymała była całkiem adekwatna i świetnie przemyślana, a jednak miałam ochotę wniknąć w skórę Alexii i naprawdę pojeździć na wyrzutach sumienia Madame.
Jedyną osobą, która na tym całym rozgardiaszu skorzystała to Akeldama, który wykorzystał okazję po mistrzowsku. Trudno mu się też dziwić - czemu miałby ofiarować swój dom królowej? A jednak nikt, podkręślę że z wampirów, nie poczuł się zobowiązany uprzedzić Alexii o ewentualnym skutku jej zaproszenia.[/spoiler]
Wampiry. Nienawidzę hrabiny Nadasdy tak mocno, że najlepiej by było dla mnie, gdyby zdechła. To ma być królowa? Ta namiastka wampira? To nieokrzesane i obrzydliwie bezczelne babsko? Argh. Serio, o wiele większym szacunkiem darzę jej przybocznych. Lord Ambrose, który ewidentnie nie cierpi Alexii i najchętniej by ją uciszył na wieki wieków amen, ma w sobie również pewną dozę elegancji oraz sporo sprytu i inteligencji. No i jest niesamowicie lojalny. Podobnie mniej wrogi, a przynajmniej bezpośrednio, książę Hematolu, który umiejętnością wtapiania się w tłum przypomina mi trochę profesora Lyall.
[spoiler]Ta jej maniera, zachowanie, opryskliwość względem Alexii oraz absolutny brak wdzięczności - to wszystko tak odrzuca, że przebywanie w jej towarzystwie musi człowieka kulturalnego, inteligentnego i umiejącego docenić przeciwnika męczyć. Czarę goryczy przelało jej zachowanie po "przejęciu" zamku Woolsey oraz wyrzucenie stamtąd Alexii z dzieckiem. Wrrr. Ależ mi było szkoda watahy :-([/spoiler]
A teraz wielki finał, czyli zakończenie :)
[spoiler]Czy można powiedzieć, że mała Prudence jest zwyczajnym człowiekiem, czyli nie jest w żadnym stopniu bezduszna, natomiast po dotknięciu istoty nadprzyrodzonej zyskuje jej wszystkie hmm przymioty? To ci dopiero ambaras.[/spoiler]
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
destrakszyn
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Posty: 974
Rejestracja: 07 sie 2010, 10:46

Post autor: destrakszyn »

[spoiler]
Oksa pisze:Cholera, też się nie spodziewałam tego po Lyallu, a już na pewno nie związku z Alessandrem. Kiedy już wyszło to na jaw o wiele łatwiej było mi już uwierzyć w to, że Channing o wszystkim wiedział. Chociaż o tak zorganizowany świetnie plan akurat bym go już nie posądzała :-P
O tak... chociaż ja raczej nie spodziewałam się czegoś takiego ze względu na charakter i zachowania profesora, wydawał mi się raczej taką poczciwą duszą, sprytną po prawdzie, ale nie bezwzględną - bo czyż takie nie było jego działanie? Jakby nie patrzeć, zniszczył relacje naprawdę zgranych ludzi i ponadto osłabił ich niemożliwie jako watahę. Swoją drogą, jestem ciekawa, jak Conall to przyjmie... Na dobrą sprawę człowiek, którego teraz uważa za swojego przyjaciela, go zdradził. Nie byłabym zaskoczona, gdyby wataha Woolsey, teraz już londyńska ( :evil: ) się rozpadła, ale mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Może Conall zrozumie motywy Lyalla.[/spoiler]
Hrabinę Nadasdy wypadałoby spalić. :evil: Mam nadzieję, że ją zabiją (i to jak najszybciej!), nawet sama mogę się przyłączyć.
Obrazek

Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.

Awatar użytkownika
kara663
Trzy Ćwierci Do Śmierci
Posty: 457
Rejestracja: 30 maja 2010, 01:03

Post autor: kara663 »

Masz mój kołek! <parodiuje Władcę pierścieni>

[spoiler]Ja także nie spodziewałam się czegoś takiego po Lyallu, ale jak przeczytałam co ten alfa mu robił to jakoś nie potrafiłam się na niego gniewać :-( Jego związek z ojcem Alexii był co prawda zaskakujący, ale przyzwyczaiłam się już do tego, że Carriger ma niezwykłe pomysły :-P Przy okazji również dowiedzieliśmy się dość sporo o tajemniczym Panu Tarabottim 8-)[/spoiler]
- Wyglądasz, jakby palił ci się dom &#8211; zaobserwowała Rene.
- Po prostu myślę o tym, że kiedy Wszechświat decyduje dać ci w zęby, to nigdy nie
poprzestaje na tym &#8211; kopie cię jeszcze kilka razy w żebra i zrzuca ci błoto na głowę.
- Jeżeli masz szczęście to jest to błoto.

Awatar użytkownika
destrakszyn
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Posty: 974
Rejestracja: 07 sie 2010, 10:46

Post autor: destrakszyn »

[spoiler]
kara663 pisze:Ja także nie spodziewałam się czegoś takiego po Lyallu, ale jak przeczytałam co ten alfa mu robił to jakoś nie potrafiłam się na niego gniewać :-(
U mnie podobnie. I nie tylko jemu, całej watasze i Alessandro też. Ale nie sądzę, że Conall będzie tak miękki, współczujący czy potrafiący zrozumieć sytuację jak my czy choćby Alexia, w końcu przez tę intrygę wiele lat żył w przekonaniu, że Kingair, jego przyjaciele! go zdradzili bez większego powodu w zasadzie... Pewnie jako pierwszego winowajcę stawiał siebie, że nie zorientował się w porę itp. Nie będę zaskoczona, jeśli się wścieknie, ba, może nawet profesora znienawidzi, ten w końcu robił jego rodzinę, a takie rzeczy trudno wybaczyć.

Dość sporo? Wciąż za mało! 8-) [/spoiler]
Obrazek

Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2622
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

Skończyłam!

Aleee było super! Wiecie nie mogłam się oderwać, do pracy zaspałam.

Uwielbiam Channinga! Mogłabym go jeść łyżkami xD I choć w tej części pojawiał się rzadko to uśmiałam się z jego wystąpień.

[spoiler]Alexia: A pan tu czego?
Channing: Biffy zaginął!
Alexia: Tak, tak, spóźnił się pan. Zjawił się po sąsiedzku, pobił z lordem Akeldamą, a teraz Conall zamkną go w piwnicy z winem.
Channing: Trzymacie oszalałego wilkołaka w piwnicy z winem?
Alexia: Ma pan pomysł na lepsze miejsce?
Channing: A wino?

Alexia: Nie czas wydorośleć?
Channing: Na miły Bóg, nie!

Jest niemożliwy i Alexia w jego towarzystwie przechodzi samą siebie. Naprawdę lubię tę relację... niechęć Alexi do Channinga przynosi mi wiele radości.

To tak z rzeczy prozaicznych które mi się podobały, odbębniłam na wstępie i mogę teraz przejść do spraw poważnych.

Ale się porobiło. Ta część wydaje mi się bardziej przesycona emocjami niż poprzednie. Co do Lyalla, szczerze, nie rozumiem czemu nikt o nim nie pomyślał. Kiedy tylko Alexia dowiedziała się, że agentem z Londynu był pracownik BURu a Akeldama zasugerował kogoś z watahy od razu pomyślałam o profesorze. Przeszło mi przez myśl, że właśnie ze względu na swoją inteligencję, przenikliwość i niepozorność idealnie by pasował do spiskowca. Nie wiedziałam tylko po co miałby to robić. Cóż kiedy podano rozwiązanie byłam owszem zaskoczona, ale samym powodem a nie osobą. I z jednej strony byłam zadowolona, a z drugiej zła. Zadowolona bo pokazano inną &#8211; moim zdaniem dosyć ciekawą - twarz Lyalla. To jak zrobił użytek ze swojej inteligencji i umiejętności planowania. Zła byłam bo od razu rozpoczął się proces jego wybielania, jaki to on był biedny i maltretowany i jak desperacko chwycił się takiego, a nie innego rozwiązania. To znaczy &#8211; ja się ciesze że jednak nie okazał się kwadratową mendą, bo naprawdę go lubię, ale to takie wydało mi się pospolite i ostatecznie uwłaczającym mu braniem na litość &#8211; byłem małym maltretowanym wilczkiem, co miałem zrobić? Może gdyby chodziło o kogoś na innej pozycji ale beta? Gdzieś mi uleciało przez to postrzeganie go jako silną osobę i nie dlatego że go męczono, lecz dlatego że doprowadziło to do takiej desperacji i knucia. Wydawało mi się że ktoś na pozycji bety powinien wykazać się większą stanowczością i siła przebicia i znaleźć mniej śliskie rozwiązanie.
Choć nie da się ukryć, że plan był genialny i powód logiczny.

Nie daje mi tylko spokoju jedna rzecz. Wataha Kingair nie wiedział z kim się kontaktuje? Z kim spiskuje? Gdyby wiedziała chyba powiedziała Conallowi &#8211; w końcu mógłby być to czynnik który go przekona do zostania. Oczywiście mogli nie wiedzieć, to się mogło dziać korespondencyjnie, a Lyall nie musiałby ujawniać swojej tożsamości, jednak coś mi tu zgrzyta. Mam uczucie że jakiś ważny szczegół, który mi umyka, został w tej sprawie niedopowiedziany.

Co do samych wilków z Kingair. Wszyscy mówią o tym co zrobił Lyall jakby to była tylko jego wina, że doprowadził do rozpadu watahy, ale do jasnej cholery! Gdyby te cymbały ( zaczynam uwielbiać to słówko, zwłaszcza kiedy Alexia używa je pod adresem męża) nie chciały knuć za plecami Maccona to by nie knuły. Lyall tylko podsuną im pomysł, koncepcje, ale gdyby nie było w nich chęci popełnienia haniebnych czynów to nic by się nie wydarzyło. To prędzej czy później tak właśnie by się skończyło, nawet bez udziału profesora. Przecież Lyall nie przystawił nikomu pistoletu do skroni. Prawda jest taka, że wilki z Kingair nie lubiły Wiktorii i w końcu zrobiłby coś głupiego. Lyall tylko wykorzystał tę niechęć i obrócił przeciwko nim. A tu nagle się robi z niego czarny charakter, a potem się go wybiela krzywdą i traumą, zupełnie jakby przemocą ich zmusił do zdrady, tylko po to żeby ratować swój obolały tyłek.

Co do jego inklinacji do panów to podejrzewał go o nie od samego początku serii, jednak udział w tym wszystkim ojca Alexii nieco mnie ogłuszył. Mam wrażenie, że tych wszystkich zbiegów okoliczności i dziwacznych tajemnic profesora robi się cokolwiek za dużo. I dlaczego nigdy nie miałby wspomnieć Alexi że znał jej ojca? (nie mówię o zdradzeniu formy zażyłości, jednak sam fakt mógłby stwierdzić. Chyba ze coś mi umknęło) Dlaczego nikt o tym nie wspomniał lady Maccon, skoro wychodzi na to, że było to powszechnie wiadome (Channing mówi o tym tak jakby wataha wiedziała z kim i na jakich warunkach spotyka się profesor). Irracjonalne też wydaje mi się uparte milczenie Floote. Rozumiem, że nie chce rozgłaszać rewelacji o swoim panu na prawo i lewo, ale kiedy jego brzemienna córka naraża się na rozmaite niebezpieczeństwa byleby się czegoś dowiedzieć i to nie dla własnej ciekawości a w ważnej sprawie, to chyba wypadałby jednak coś wyjaśnić dla jej własnego bezpieczeństwa.
I to samo z Conallem. Czemuż do diabła nie chciał jej przybliżyć sprawy z Kingair tylko się migał jak idiota, podczas gdy ona się gimnastykowała i narażała? Zamiast samemu do tego usiąść, jako osoba najbardziej zainteresowana, wyciągnąć akta i przedyskutować sprawę z żoną on zachowywał się jak panienka zdradzona przez chłopaka, podczas gdy Alexia naprawdę nadstawiała karku.

Co do całej afery z wampirami &#8211; Madame chyba ździebko pojebało. Ja rozumiem, że chciała odzyskać dziecko, ale demolowanie miasta i miotanie ogniem w swoją brzemienną przyjaciółkę wdaje mi się przegięciem i to wcale nie lekkim. Mam wrażenie, że rozmiar tej afery był niewspółmierny do jej przyczyny.

Nie wiem co odbiło Alexii żeby zapraszać wampiry do siebie. Przecież było WIELOKROTNIE i to w jej obecności powtarzane, że królowa może się przenieść tylko raz i tam zostać. Że jak się zatrzyma to umarł w butach. I co, jej się wydawało że zaraz po jednym ruszeniu zorganizuje kolejne, podczas gdy tyle ją kosztowało zorganizowanie tego, że nie była wstanie nawet gdy oktomaton ciskał w nią i jej podopiecznych kołkami i chiał usmażyć, zrównując jej dom z ziemią? A Alexia nagle jest zdziwiona że wampiry zostają? Przecież to było OCZYWISTE! Jak tylko padła ta propozycja od razu załapałam się za głowę i krzyknęłam "co ty do diabła robisz kobieto?!" To już chyba lepiej byłoby zabrać ich do domu w Londynie &#8211; przecież Madame ich ostatecznie znalazła i to nie dlatego że jechali do Alexii, a dlatego, że wyszli na otwarta przestrzeń. Gdyby Alexia od razu zabrała ich do sąsiedniego domu od Akeldamy, sądzę że Lefoux do głowy by nie przyszło, że wampiry bawią u Alexii.

Felicity mnie zaskoczyła i w sumie ubawiła. To kretynka, trochę mnie martwi że aż tak tendencyjna, ale kto by ją podejrzewał o zadawanie się z wampirami?

Lubię lorda Ambrose i księcia Hematoul, chyba jedyne wampiry w serii, które zasługują na miano 'tru'.

Wątek z Biffym zaczyna mnie drażnić. Nic dziwnego że chłopak się maże skoro się z nim tak cackają. I nie rozumiem czemu wszyscy zachowują się tak, jakby nie mógł się już spotykać z Akeldamą? Skoro tego chce to co właściwie stoi na przeszkodzie? Przecież do diabła Maccon chce temu wampirowi oddać swoje własne dziecko, a jednego &#8211; w dodatku miernego &#8211; wilka mu załuje? Zwłaszcza, że Biffy powinien należeć do niego? Wilkołaki powinny pomóc w jego "wychowaniu" ale jak tak za sobą piszczą to niechże on zostanie u tego Akeldamy. Ja nie wiem, robią z igły widły, naprawdę. Czy naprawdę jedynym powodem dla którego nie mogą tego zrobić to różnice rasowe?

[/spoiler]
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Kometo, to dzięki temu wszystkiemu co napisałaś ta część jest taka wspaniała. Generuje masę uczuć.
Kometa pisze: [spoiler]Wątek z Biffym zaczyna mnie drażnić. Nic dziwnego że chłopak się maże skoro się z nim tak cackają. I nie rozumiem czemu wszyscy zachowują się tak, jakby nie mógł się już spotykać z Akeldamą? Skoro tego chce to co właściwie stoi na przeszkodzie? Przecież do diabła Maccon chce temu wampirowi oddać swoje własne dziecko, a jednego &#8211; w dodatku miernego &#8211; wilka mu załuje? Zwłaszcza, że Biffy powinien należeć do niego? Wilkołaki powinny pomóc w jego "wychowaniu" ale jak tak za sobą piszczą to niechże on zostanie u tego Akeldamy. Ja nie wiem, robią z igły widły, naprawdę. Czy naprawdę jedynym powodem dla którego nie mogą tego zrobić to różnice rasowe? [/spoiler]
[spoiler] Może to coś zakodowanego podświadomie, tak jak w sadze Zmierzch, odwieczni wrogowie, odrażający zapach. Do tej pory nigdy się nie zdarzyło, co autorka ciągle podkreśla, żeby wilkołaki "podebrały" trutnia. Myślę, że ma to coś z więzią jaka łączy nowego członka z watachą czy ulem. Taki delikwent jest rozdarty pomiędzy "dwoma panami" nie jest w stanie prawidłowo funkcjonować, co widać na załączonym obrazku. Dalej czuje więź z Acaldemą, ale ma też nową z Alfą. To zakłóca jego metabolizm, nie może podlegać im obu, wiec na razie jest poza. Myślę, że kiedy nawiąże prawidłową więź ze swoim Alfą, jego z wiązek z Acaldemą może mieć rację bytu, ale nie wcześniej.[/spoiler]
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

[spoiler]
Kometa pisze:Co do samych wilków z Kingair. Wszyscy mówią o tym co zrobił Lyall jakby to była tylko jego wina, że doprowadził do rozpadu watahy, ale do jasnej cholery! Gdyby te cymbały ( zaczynam uwielbiać to słówko, zwłaszcza kiedy Alexia używa je pod adresem męża) nie chciały knuć za plecami Maccona to by nie knuły. Lyall tylko podsuną im pomysł, koncepcje, ale gdyby nie było w nich chęci popełnienia haniebnych czynów to nic by się nie wydarzyło. To prędzej czy później tak właśnie by się skończyło, nawet bez udziału profesora.
Dokładnie. Ale jeszcze bardziej znaczące jest to, że to dzięki profesorowi ten zamach nie doszedł do skutku, bo wiadomo, że był pozorowany. Kingair i tak by tego dokonało i nie wiadomo, czy nawet by im się nie udało. Albo byłby to kompletny niewypał i tylko by wpadli. Conall mógłby ucierpieć na tym o wiele gorzej, bo niby jak by udowodnił, że nie miał pojęcia o tak szeroko zakrojonym planie wśród całej watahy? Nie usprawiedliwiam Lyalla, a jednak z praktycznego punktu widzenia i wilk był syty, i owca cała. Kingair dostało zamach, Conall zerwał więzi z watahą bardzo prawdopodobne że i tak skazaną na wyrok, Woolsey dostało dobrego alfę, a królowa pozostała żywa i nieświadoma ataku wilkołaków.
Kometa pisze:Oczywiście mogli nie wiedzieć, to się mogło dziać korespondencyjnie, a Lyall nie musiałby ujawniać swojej tożsamości, jednak coś mi tu zgrzyta.
Lyall mógł się zasłonić pośrednikami i nigdy nie spotykać się osobiście. A jednak Kingair wiedziało, że agent był ktoś z BURu. Coś tu zgrzyta.

Coś jest nie tak z tą przeszłością Alessandra. Na pewno polował na nadprzyrodzonych i całkiem nieźle sobie w tym radził. Nie bardzo pamiętam, czy to poprzedni alfa Woolsey go zabił? Gdyby tak było, to egoistycznie rzecz ujmując, mogłoby to być gwoździem do trumny alfy i ostateczną decyzją Lyalla o spisku.
Ich związek mnie zaskoczył, ale też poczułam takie "hmm, okazuje się, że każdy uczestniczył we wzajemnej przeszłości i tylko nasza bohaterka miota się, nieświadoma tych powiązań".

Co do Biffego, to nadal irytuje mnie w tym względzie Alkeldama, ale zgadzam się z hlu - on nie jest stabilny. Wątpię, żeby bez osiągnięcia kontroli przy pomocy własnego alfy, miałoby mu pomóc zacieśnienie więzi z wampirem.[/spoiler]

Więcej Channinga! :mrgreen:
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Przeczytałam tom czwarty. I się nie rozczarowałam. Niby ogólnie już wcześniej wiedziałam o czym jest, ale książki w reku , nic nie przebije.
Musze przyznać, że z tomu na tom robi się coraz ciekawiej i podnosi się poziom. A rzadko tak bywa w przypadku cykli. Zazwyczaj poziom się obniża.

Nie będę się tutaj rozwodzić nad fabułą i różnymi ciekawostkami, bo większość już poruszyliście, ale swoje pięć groszy jednak dodam.
[spoiler]Po pierwsze - hrabina.
Może jej nienawidzicie, ale ile to smaczku nadaje książce. Poza tym, ja się jej tak nie dziwię. Co to za przyjemność mieć dług wdzięczności wobec kogoś, kto stanowi śmiertelne zagrożenie. A co do arogancji, chciwości i niewdzięczności to żyjąc tyle lat, mogła w sobie te cechy nieźle rozwinąć - pomogły jej przetrwać ;-)
Po drugie - Madame. Jak na tak niby mądra osobę, wykazała się nie lada głupotą. A przy okazji zraziła do siebie osoby, które mogły jej pomóc. I właściwie to chciałabym wiedzieć, dla kogo ona tak naprawdę pracuje. Bo cos nie wierzę, że tylko dla siebie (nie licząc sporu z wampirami).
Po trzecie - oddanie przez Alexię Zamku, wynikało po prostu z jej niewiedzy, a wina leżała właściwie po stronie jej przyjaciół i współpracowników, którzy nie uświadomili jej, jak działa przesiedlenie wampirów.
Natomiast o przeszłości ojca Aleksii dowiemy się chyba więcej z tomu piątego. O zdolnościach jej córki też. Jak na razie zapowiada się interesująco [/spoiler]

A tak naprawdę, to ja nie cierpię Felicity. Podła, głupia dziewucha.

Awatar użytkownika
wiedźma z bagna
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1301
Rejestracja: 13 sie 2010, 14:40

Post autor: wiedźma z bagna »

Ale Felicity jest ciekawa. Taka mała, podła gnida, której się wydaje, że jest kimś więcej niż jest. Dodaje pikanterii do całej scenerii.
Hrabina Nadasdy - mi nie leży. Nie ze względu na charakter czy chamstwo, ale babsko jest emocjonalnie niezrównoważone trochę. Z jednej strony niby królowa niuansu i podstępu, a potem podskakuje jak pasikonik.
Postępowanie profesorka mi się nie podobało. Tzn. cały plan i owszem ciekawy, jeno ta obłuda... Coś mi tu zgrzyta w kodeksie honorowym. Mam nadzieję, że Alexia znajdzie rozwiązanie sytuacji zamiast bawić się w oszukiwanie męża.
ALe całość podobała mi sie niezmiernie 8-)
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???

Awatar użytkownika
kara663
Trzy Ćwierci Do Śmierci
Posty: 457
Rejestracja: 30 maja 2010, 01:03

Post autor: kara663 »

wiedźma z bagna pisze:Postępowanie profesorka mi się nie podobało. Tzn. cały plan i owszem ciekawy, jeno ta obłuda... Coś mi tu zgrzyta w kodeksie honorowym.
[spoiler]Bez przesady wiedźmo, w końcu ten Alfa nie dość, że jego krzywdził przez dłuższy czas, to jeszcze zabił mu ukochanego. Chyba nawet najbardziej uczciwego człowieka (wilka?) by to złamało ;-)[/spoiler]

A co do oszukiwania męża, to Alexia zawsze znajdzie jakieś rozwiązanie 8-)
- Wyglądasz, jakby palił ci się dom &#8211; zaobserwowała Rene.
- Po prostu myślę o tym, że kiedy Wszechświat decyduje dać ci w zęby, to nigdy nie
poprzestaje na tym &#8211; kopie cię jeszcze kilka razy w żebra i zrzuca ci błoto na głowę.
- Jeżeli masz szczęście to jest to błoto.

Awatar użytkownika
wiedźma z bagna
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1301
Rejestracja: 13 sie 2010, 14:40

Post autor: wiedźma z bagna »

Ja się nawet nie czepiam samego czynu i pobudek. Ja się czepiam czasu trwania intrygi. Jakoś wizja obopólnego zaufania w obliczu takiej postawy budzi moje głębokie wątpliwości. Korzyści z inicjatywy profesorka są, jakby to rzec, przynajmniej obopólne, jeśli nie więcejpólne, ale zgrzyt zostaje.
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

wiedźma z bagna pisze:Jakoś wizja obopólnego zaufania w obliczu takiej postawy budzi moje głębokie wątpliwości. Korzyści z inicjatywy profesorka są, jakby to rzec, przynajmniej obopólne, jeśli nie więcejpólne, ale zgrzyt zostaje.
Do zgrzytu to dopiero może dojść, jeśli Alfa się o tym dowie. Myślę, że do tego nie dojdzie, bo zgrzyt to mało powiedziane. Mimo korzyści jakie odniosło stado doktorek nie mógłby nadal być Betą. To była jednak zdrada. Mimo okoliczności łagodzących, istnieje obawa, że doktorek mógłby znowu to zrobić, jeśli uznałby, że dobro watachy tego wymaga lub z innego powodu. Taka osoba nie może być Betą dla Alfy. Jaka kara czekałaby doktorka? Trudno przewidzieć. Wykluczenie ze stada (skazanie na samotność), czy tylko pozbawienie stanowiska? Zaufanie to jedno, a to że obecny Alfa musiał porzucić swoją watachę, z czym się do tej pory jeszcze nie pogodził i nie pogodzi, to drugie. To bardzo ciekawy i skomplikowany problem. Ciekawe czy ujrzy światło dzienne.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
wiedźma z bagna
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1301
Rejestracja: 13 sie 2010, 14:40

Post autor: wiedźma z bagna »

Szczerze mówiąc, to ja sobie nie wyobrażam, żeby ten problem pozostał utajniony. A już stanowczo sobie nie życzę, żeby go utajniała Alexia przed własnym mężem. To byłoby już totalne przegięcie. Poza tym manipulowanie Alfą to chyba nie jest najmądrzejszy pomysł świata, chyba że chce się zająć jego miejsce i liczy sie na jego dekapitację. W innym przypadku sądzę, że należy liczyc się z kosztami.
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???

ODPOWIEDZ

Wróć do „Serie, sagi i cykle”