Seria o Szamance od Umarlaków

Dział założony z myślą o seriach i cyklach książkowych. Tu wszystko o naszych ulubionych bohaterach i ich przygodach ukazujących się w częściach.

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2622
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

Ja Idę lubię. W sensie to taka normalna dziewczyna mimo szamańskich odchyłów. Nie żadna herod-baba co każdemu tyłki kopie, nie jest też ciamciaramcia rozmemłaną niewiastą w opresji. Robi to co sama uważa za słuszne i na tyle na ile sił jej starczy. Jeśli nie starczy, to ma przyjaciół którzy jej pomogą. Ida jest spoko, swoja dziewucha.

Do Kruchego mam sentyment ponieważ dzielimy zainteresowania. Każdy ma swoje priorytety - naszym jest jedzenie :D

No i Tekla. Tekla jest osom.

Fabularnie też mi się podobało. Wiecie, mi tam wbrew pozorom wcale nie zależy żeby coś było bardzo skomplikowane i mega-giga zaskakujące. Mi fabułę trzeba podać w strawnej formie, chcę żeby powieść miała swój klimat i Zarówno Szamanka jak i Demon to mają. Lubię te książki, są takie... swojskie.
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Nie wiem czemu, ale kiedy 2 lata temu ukazała się Szamanka odniosłam wrażenie, że to taka sobie książka. Zupełnie przeciętna. Kiedy zaś zrobiło się głośno o Demonie Luster postanowiłam nadrobić zaległości. Jakież było moje zdumienie kiedy od pierwszych stron okazało się, że książka napisana jest wspaniałym językiem, z dużą dawką humory trafiającego w mój gust. Sama Ida również mi się spodobała. Chyba dzięki dystansowi do własnej postaci i czającemu się Pechowi. Nie można też zapomnieć o tym, że umiejętność medium od razu nasuwa skojarzenia z filmem "Szósty zmysł", co potwierdza pod koniec książki nadkomisarz Adam Poniedziałek. :mrgreen: Ida ujęła mnie tym iż nie jest żadnym herosem, a zwykłą dziewczyną z pewnym darem, którego do końca nie akceptuje. Za to ma Gryzaka. Jest słodki. Chwała autorce, że powołała go do życia. Fabuła również mi się podobała. Kocówka była zaskoczeniem (kto kogo wykończył). Najlepsze jednak w Szamane były dialogi z udziałem Tekli. Mówienie do Idy w trzeciej osobie nadawało książce specyficzny klimat. Trudno to opisać. Co innego gdyby Tekla strofowała Idę w pierwszej osobie. Byłoby to naturalne, a tak... tworzyła się między nimi specyficzna więź. Książka nie jest jakimś tam arcydziełem, po przeczytaniu którego zapiera dech i krzyczy się łał, ale pozostawia po sobie lekki smaczek swojskości i naturalności. Nic nie wydawało się sztuczne i przesadzone. Tak jakby ten magiczny świat był tuż tuz za oknem, a ja nic o nim nie wiedziałam. Raduchowska otworzyła okno i mogłam tam zajrzeć. Nie pokazała mi całego świata, który mógłby przytłoczyć mnogością detali, lecz jedynie mały wycinek. Nie krzyczę łał, ale chcę więcej.
Ostatnio zmieniony 28 sty 2014, 11:20 przez hlukaszuk, łącznie zmieniany 1 raz.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
destrakszyn
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Posty: 974
Rejestracja: 07 sie 2010, 10:46

Post autor: destrakszyn »

Ja byłam trochę do tyłu i właściwie to wczoraj po raz pierwszy się zapoznałam z Szamanką, a dzisiaj połknęłam Demona. I kurczę, dobrze zrobiłam, kupując w ciemno (no, prawie w ciemno, zaufałam waszemu raczej entuzjastycznemu podejściu :-) ), chociaż dawno obiecałam sobie tego nie robić. Nie żałuję.

Na początku obawiałam się, że Ida okaże się jedną z tych postaci, których szczerze nienawidzę - pokornie przyjmujących los, chociaż wszystko wewnątrz nich się buntuje. Jakaż była moja ulga, gdy Ida wypięła się na działania rodziców i spieprzyła, gdzie pieprz rośnie. [spoiler]Fakt, niedługo cieszyła się samodzielnym, studenckim życiem, ale jej wizytę u ciotki uważam za jak najbardziej słuszną i podyktowaną zdrowym rozsądkiem - lepiej schować dumę do kieszeni, niż zwariować, bo wlecze się za tobą tłum duchów i drąca mordę harpia. Byłabym rozczarowana, gdyby Ida dłużej się opierała, bo zaczynało robić się naprawdę niebezpiecznie, a dziewczyna nie miała powodu, żeby odmawiać oferowanej pomocy. Oczywiście poza jej pragnieniem "normalnego życia". [/spoiler] Rany, ja uwielbiam tę dziewczynę! :-D Ta jej niechęć do praktykowania swojego zawodu jest tak realna, namacalna i widoczna w każdym jej działaniu, że mogę tylko piać z zachwytu. Jasne, lepiej byłoby się z tym pogodzić jak najprędzej, skoro dowiedziała się, że dar nigdy nie da o sobie zapomnieć, i właśnie tego oczekiwałam. Ale ów upór Idy nie opuszczał i w pewnym momencie poczułam, że naprawdę lubię tę dziewczynę. Mimo że jej marzenia rozsypywały się w proch, bo nigdy nie miała prawa ich mieć, nie miała prawa wyboru niemagicznego życia, to nadal nie była w stanie tego zaakceptować i walczyła jak lwica o resztki pragnień. A walczyła jednak z rozpaczą i raczej brakiem wiary na powodzenie; buntownicza i zadziorna, ale czuć było ten fałsz, tę rezygnację, z której mogła nawet nie zdawać sobie sprawy. Iduchna ląduje wysoko w moim rankingu. :) (I tylko niewymownie irytowało mnie, kiedy nawijała sobie pasemko włosów. Nie jestem w stanie opisać, jak bardzo mnie ten gest drażni. Niechże skupie rękaw, grzebie stopą w podłodze, nawet przygryza wargę, cokolwiek, byle nie to nawijanie!).

Żałuję, że jej relacja z rodzicami nie została szerzej zaprezentowana. Demon luster był świetną okazją, by ich wpleść i zmienić charaktery - [spoiler] Ida w zasadzie na łożu śmierci przez swoją naukę jako medium. Rodzice mogliby się tu śmiało obwiniać, że gdyby nie zgłaszali sprzeciwu wobec studiów, gdyby nie naciskali na kształcenie Idy u ciotki, nic by się nie stało. Oczywiście nie ma to sensu, bo Ida musiała dla zachowania piątej klepki rozpocząć szkolenie, ale ludzie wmawiają sobie różne rzeczy, gdy ich bliscy są w niebezpieczeństwie. Ale! mogliby się obwiniać, że nie przyłożyli się lepiej do wpojenia Idzie zasad magicznego świata, bo przecież gdyby wiedziała, na co się pisze, wiążąc nieśmiertelną przysięgę bez żadnej furtki, wolałaby sobie jakąś zostawić i sprawy by nie było.[/spoiler]

Chrupki - nie, zaraz, Kruchy! :-) jest fantastyczny, uwielbiam gościa. Rzeczywiście kojarzy mi się z kimś, kto urwał się z kapeli rockowej i chyba z nudów oraz chęci obicia paru mord zapisał się do jednostek specjalnych. Albo przynajmniej sprawia takie wrażenie (nie wykluczając, że to celowy zabieg). Złośliwy i logiczny, inteligentny i opanowany; czuję, że szczerze bym go polubiła, gdyby istniał poza kartami książki i mielibyśmy okazję się spotkać. A nawiązując do pomyłki na początku akapitu (autentycznej!), Tekla też okazała się postacią, do której poczułam głęboką sympatię. Początkowo coś mi zgrzytało, ale im dłużej przebywała "na ekranie" tym więcej ciepłych uczuć do niej miałam. Twarda babka z tak osobliwą manierą, że nie byłam w stanie się uchronić przed siłą jej uroku osobistego. :-) Szkoda, że więcej postaci nie zostało wyraźniej zaprezentowanych; poza duszkami w pierwszej oraz Rudą w drugiej nie było w zasadzie mowy o postaciach drugoplanowych, ino o epizodycznych o niewykorzystanym potencjale. Szkoda, szkoda. Wroński miał być raczej przez czytelników nielubiany, ale ja w sumie nie mam do niego żadnych uczuć, ani ciepłych, ani zimnych; może gdyby pojawiał się częściej (nawet nie fizycznie, a rzucając bohaterom coraz to nowe kłody bynajmniej nie na ratunek), zyskałby sobie moją szczerą niechęć, a tak odebrałam go raczej obojętnie. Tak samo z Lewandowską zresztą, zapowiadał się taki cudowny zatruwacz życia.

Podstawowe założenie Szamanki jakoś szczególnie oryginalne nie jest, ale bawiłam się świetnie, zwłaszcza że autorce jednak udało mnie się kilkakrotnie zaskoczyć ciekawymi rozwiązaniami i tłumaczeniami. :-) Ale gdybym nie miała pod ręką Demona, chyba inaczej ta książka zapisałaby się w moim umyśle (zabawna i ciekawa, ale bez rewelacji), bo przeskok był spory - klimat Demona jest zupełnie inny, mroczniejszy, poważniejszy. Ta powieść przez trzy lata od wydania pierwszej części dojrzała. I bardzo mi się to podoba. Nad głową Idy wisi miecz Damoklesa i wszystko z każdą stroną robi się coraz bardziej nerwowe, zwłaszcza, gdy śledztwo stoi w miejscu. Lubię, lubię. :-) I lubię, że choć Ida ma w garściach sporo przydatnych informacji, nadal nie może wiele konkretnego zdziałać, a jej zmartwienie jest wyraźnie wyczuwalne. Niby sprawa jasna i prosta, ale to tylko pozory. [spoiler]Nie spodziewałam się takiego przebiegu zdarzeń, że Karewicz jest w sumie ofiarą - swojego bólu po stracie ukochanej. Sądziłam, że okaże się długo ukrywającym się psychopatą, a dostałam skrzywdzonego przez los człowieka, który z rozpaczy uciekł się do nieodpowiednich środków i postradał przez nie wspomnienia i poczytalność. To naprawdę smutna postać. [/spoiler]

I kuuuurde, to prawda, że dylogia? Taka informacja tkwi w informacjach o autorce na samym końcu... Ja chcę więcej przecież no! [spoiler] Bardzo chętnie dowiedziałabym się, w jakim kierunku poszła znajomość Idy i Kruchego :roll: ale sprawy prowadzone w ich wykonaniu byłyby nawet bardziej fascynujące. Ida jako jedyny egzemplarz szamanki od umarlaków w Firmie na pewno dostawałby coś ekstra od szefostwa, zwłaszcza że ten stołek zajęła Zofia. :-P [/spoiler]

EDIT:
Ach, no i w końcu zapomniałam, co chciałam jeszcze napisać! Pech. [spoiler]Jak pierwszy raz w Szamance o nim przeczytałam, a potem napotykałam na kolejne personifikacje, gęba mi się śmiała. Fantastyczny pomysł! :-D Aczkolwiek poczułam się odrobinę rozczarowana, kiedy Pech nabrał określonego kształtu i okazał się pomniejszym demonem od stłuczonego lustra. Liczyłam na taki wielki Pech, WIELKI PECH, niemal siłę wyższą, która upodobała sobie Idę na ofiarę, znaczy się podopiecznego. :-P

I dodam, że notatka Pechu była dla mnie początkowo niezrozumiała, zwłaszcza ostatnie słówko sprawiło mi trudność - "Peh". Nie byłam w stanie zrozumieć, o co chodzi - to jakieś prychnięcie, coś jak połączenie "phi" i "meh"? :roll: [/spoiler]
Obrazek

Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Minęły dwa tygodnie, jak przeczytałam Szamanknę, a i Demon luster już za mną.
destrakszyn pisze:EDIT:
Ach, no i w końcu zapomniałam, co chciałam jeszcze napisać! Pech.
[spoiler]Jak pierwszy raz w Szamance o nim przeczytałam, a potem napotykałam na kolejne personifikacje, gęba mi się śmiała. Fantastyczny pomysł! :-D Aczkolwiek poczułam się odrobinę rozczarowana, kiedy Pech nabrał określonego kształtu i okazał się pomniejszym demonem od stłuczonego lustra. Liczyłam na taki wielki Pech, WIELKI PECH, niemal siłę wyższą, która upodobała sobie Idę na ofiarę, znaczy się podopiecznego. :-P

I dodam, że notatka Pechu była dla mnie początkowo niezrozumiała, zwłaszcza ostatnie słówko sprawiło mi trudność - "Peh". Nie byłam w stanie zrozumieć, o co chodzi - to jakieś prychnięcie, coś jak połączenie "phi" i "meh"? :roll:[/spoiler]
[spoiler]To tylko taka profesa jak ty mogła tego nie zrozumieć, bo ignoranci języka polskiego tacy jak ja nie mieli z tym problemów. :mrgreen:
Ponadto mi się spodobało, że Pech był tylko pomniejszym demonem, a może aż pomniejszym demonem, a nie zwyczajnym ludzkim pechem.[/spoiler]

Jak wspomniałam wcześniej Pech to jeden z moich ulubieńców, smakowity dodatek do dania głównego.
destrakszyn pisze: kuuuurde, to prawda, że dylogia? Taka informacja tkwi w informacjach o autorce na samym końcu... Ja chcę więcej przecież no!
Też przeczytałam, że dylogia. Z jednej strony szkoda, z drugiej to już by była inna historia.
destrakszyn pisze:Chrupki - nie, zaraz, Kruchy! :-)
Zapomniałaś o Łamliwym. :mrgreen: To samo dotyczy Gryzaka - Koszmarka.

W ogóle Raduchowska ma wspaniały talent do rzeczowników, nie uważacie. Książka jest nimi przesycona. Teraz mi raczej uciekły z głowy, został nieliczne: "żywy inaczej, który ma problemy z pamięcią", "student bez poprawki jest jak szamanka bez umarlaków".
destrakszyn pisze:Kruchy (...)czuję, że szczerze bym go polubiła, gdyby istniał poza kartami książki i mielibyśmy okazję się spotkać.
Nic straconego. Przecież jego pierwowzór istnieje w rzeczywistości. Jest wymieniony na pierwszej stronie. Musisz pomolestować autorkę o namiar na niego. :-P
destrakszyn pisze:Podstawowe założenie Szamanki jakoś szczególnie oryginalne nie jest, ale bawiłam się świetnie, zwłaszcza że autorce jednak udało mnie się kilkakrotnie zaskoczyć ciekawymi rozwiązaniami i tłumaczeniami. :-) Ale gdybym nie miała pod ręką Demona, chyba inaczej ta książka zapisałaby się w moim umyśle (zabawna i ciekawa, ale bez rewelacji), bo przeskok był spory - klimat Demona jest zupełnie inny, mroczniejszy, poważniejszy. Ta powieść przez trzy lata od wydania pierwszej części dojrzała. I bardzo mi się to podoba
Już tyle raz przekonałam się, że grunt to nastawienie. Jak pisałam wcześniej, Szamanka to książka napisana wspaniałym językiem, z dużą dawką humory trafiającego w mój gust i wcale nie gorsza od Demona. Przedtem, widziałam jedynie duże podobieństwo do "Szóstego zmysłu". To i słowo szamanka tak zaćmiły mój umysł, że nie dostrzegłam oczywistej oczywistości. Dopiero gdy w Demonie padły słowa Ponury Żniwiarz, olśniło mnie. Potem kiedy Ida odwiedziła z Rudą kostnicę, żeby przejrzeć wspomnienia denata nasunęły mi się skojarzenia z Grobową Wiedźmą. Wtedy dopiero dostrzegłam rozmach pomysłu, jego korzenie. Jak głupi tytuł może zwieść i zaszufladkować. Cieszę się, że udało mi się spojrzeć na dylogię z szerszej perspektywy, a to podnosi jej wartość w moich oczach. Nie jest już tylko literaturą rozrywkową, ale ma mocne korzenie we współczesnej urban fantasy. Wspaniale wpisuje się w określenie z "Chodząc nędznymi ulicami", że uf to bękart horroru i opowiadania detektywistycznego, i to nie byle jakiego.
Jedyne do czego można się przyczepić to do motywu, którym kierował się psychiatra. Jego motyw powinien być bardziej psycho i bardziej egoistyczny, wynikający tylko i wyłącznie ze spaczonej psychy psychiatry. Jego dom świadczył o tym, ale nie jego słowa.[spoiler]Powinien przebić Kusiciela, który okazał się tylko pogrążonym w rozpaczy facetem. Np. być w chory sposób zakochany w żonie klienta i to mógłby być motyw, aby tak pokierować Kusicielem żeby zrobił to co zrobił. Maniakalna miłość, obsesja.[/spoiler]
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
wiedźma z bagna
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1301
Rejestracja: 13 sie 2010, 14:40

Post autor: wiedźma z bagna »

Hlu a mnie tak naprawdę pierwsze co przyszło na myśl w związku z rzeką śmierci i zaświatami był cykl o Abhorsenie. No wypisz wymaluj Sabriel wyprawiająca dusze w Zaświaty.
A psychoterapeuta - ja cały czas liczę, że wyjdzie z niego jakaś wielka psychiczna glista. Wszak autorka obiecała opowiadanie o Demonie :twisted:
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Kiedy czytałam Szamankę nie widziałam jej jako film, ale kiedy czytałam Demona w oczach stała mi Sala samobójców. Kiedy Ida wychodziła z ciała, czy przywoływała wiatr zamiast fabularnego obrazu widziałam animowany (czy jak to tam się teraz to fachowo nazywa). Najbardziej zaczęło to się rzucać mi w oczy kiedy rysowała, a kiedy przeszła przez lustro, zobaczyłam to bardzo wyraźnie. Jakby autorka sobie tego nie wymyśliła, ale najpierw sama zobaczyła i potem bardzo dokładnie to opisała. Obraz nie był fabularny, ale animowany (trójwymiarowy) jak w Sali samobójców. Przerażający, mroczny, (wyrysować można wszystko) świat horroru i raczkujący potworek-niemowlak, kobieta-drzewo z mnóstwem pępowin. Ekran spowija mrok, światło pada tylko od kobiety, przechodząc w żółć, pomarańcz, czerwień i czerń. Stoi mi to w oczach. Wrywa w mózg. Chciałbym to narysować. Mieliście takie odczucia.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
destrakszyn
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Posty: 974
Rejestracja: 07 sie 2010, 10:46

Post autor: destrakszyn »

[spoiler]
hlukaszuk pisze:Kiedy czytałam Szamankę nie widziałam jej jako film, ale kiedy czytałam Demona w oczach stała mi Sala samobójców. Kiedy Ida wychodziła z ciała, czy przywoływała wiatr zamiast fabularnego obrazu widziałam animowany (czy jak to tam się teraz to fachowo nazywa). Najbardziej zaczęło to się rzucać mi w oczy kiedy rysowała, a kiedy przeszła przez lustro, zobaczyłam to bardzo wyraźnie. Jakby autorka sobie tego nie wymyśliła, ale najpierw sama zobaczyła i potem bardzo dokładnie to opisała. Obraz nie był fabularny, ale animowany (trójwymiarowy) jak w Sali samobójców. Przerażający, mroczny, (wyrysować można wszystko) świat horroru i raczkujący potworek-niemowlak, kobieta-drzewo z mnóstwem pępowin. Ekran spowija mrok, światło pada tylko od kobiety, przechodząc w żółć, pomarańcz, czerwień i czerń. Stoi mi to w oczach. Wrywa w mózg. Chciałbym to narysować. Mieliście takie odczucia.
Sali samobójców nie widziałam. Ja w ogóle mało filmów oglądam, więc nie miałam żadnych konkretnych skojarzeń; po prostu przyszło mi do głowy, że podobna sceneria mogłaby się znakomicie nadawać do jakiegoś thrillera albo klimatycznego horroru. Chociaż były jęki i krzyki i demony się pałętały po okolicy, to ja odbierałam to jako niezwyczajnie ciche, zamarłe miejsce. [/spoiler]

I jeszcze co to terapeuty. [spoiler]Dla mnie jego postać i motywy, jakimi się kierował, są mocno naciągane, też ich nie kupuję. Coś mi nie leży ta konstrukcja. Zastanawiam się, czy nie byłoby lepiej, gdyby nie byłoby wokół niego żadnej otoczki szaleństwa czy obrzydlistwa. [/spoiler]
Obrazek

Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.

Awatar użytkownika
wiedźma z bagna
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1301
Rejestracja: 13 sie 2010, 14:40

Post autor: wiedźma z bagna »

Eeee nie są naciągane. Jeśli facet ma porządną zwichę na tle manii wyższości i cierpi męki niedocenienia własnego talentu, to przez lata pilnowania Karewicza i wspomagania go oraz terapeutyzowania innych ludzi, kiedy ta władza realnie mu się w grabki dostawała, a ciągle żył w cieniu, to mu się tak mogło pięknie pod kopułą popitolić, że sam miód. W dodatku wcale nie musiało to rzutować ani na egzystencję ogólnie, ani na splątanie w mowie piśmie i wyznaniu czy czym tam jeszcze.
Aleee... wszystko zależy co autorka z tym uczyni. Może wyjść gniot, a może wyjść piękne studium psychopatii.
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???

ODPOWIEDZ

Wróć do „Serie, sagi i cykle”