Cykl Efemera

Dział założony z myślą o seriach i cyklach książkowych. Tu wszystko o naszych ulubionych bohaterach i ich przygodach ukazujących się w częściach.

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Cykl Efemera

Post autor: hlukaszuk »

Cykl: Efemera
Autor: Anne Bishop

Obrazek

Sebastian - Tom I
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 400
Rok wydania: 2012
Wydawnictwo: Initium
Wymiary: 15 x 21.5 cm

Opis z okładki

„Niech twoje serce podróżuje bez bagażu, ponieważ to, co ze sobą przyniesiesz, stanie się częścią krajobrazu”. Dawno, dawno temu Efemera, zagrożona przez Zjadacza Świata, została rozbita na wiele tajemniczych i magicznych krain. Nazwano je krajobrazami. Między nimi rozciągają się mosty, które przenoszą podróżnych w miejsca, do których przynależą, zamiast tam, gdzie sami chcą się udać. Zjadacz Świata został uwięziony i zapomniano o nim, a stabilność krajobrazów Efemery utrzymuje magia Krajobrazczyń. W jednej z krain, gdzie żyją demony i panuje wieczna noc, swym mrocznym uciechom oddaje się półkrwi inkub - Sebastian. W snach wzywa go kobieta, która pragnie jedynie być bezpieczna i kochana. Sebastian pożąda jej, ale jednocześnie jest świadomy tego, że może ją zniszczyć. Tymczasem w cichych ogrodach szkoły Krajobrazczyń budzi się zło - Zjadacz Świata wydostaje się ze swojego więzienia. Jego pierwszą ofiarą może paść krajobraz Sebastiana. Ta uwodzicielska, erotyczna i niezwykle romantyczna opowieść przeznaczona jest dla tych, którzy wiedzą, po której stronie serca – jasnej czy mrocznej – kryją się namiętności.

Moja opinia

Odnosząc się do ostatniego zdania, musiałabym zgodzić się z tezą iż nie wiem po której stronie serca kryją się namiętności. Absolutnie nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Ponadto nie jest to powieść erotyczna. Uwodzicielska i romantyczna owszem, ale wymiar erotyki jak dla „grzecznych panienek”. Wykreowany świat, tj. Krajobrazy jako część Efemery nasunęły mi od razu skojarzenie z "Wizjokręgiem".

Po Czarnych Kamieniach jestem rozczarowana serią Sebastian. Może kolejne tomy będą lepsze, chodź tytuł serii temu przeczy. Sebastian – imię bohatera, który na początku niepozorny, odkrywa, że jest kimś innym niż myślał. Jego dzieciństwo związane jest z potomkami najpotężniejszych ludzi w Efemerze. Ten fakt budzi już pewnie niezbyt pochlebne skojarzenia. Jakby zadziałał jakiś fatalizm. Z jednej strony wykreowany świat jest naprawdę wspaniały, ale nurzanie się Sebastiana we własnych myślach już nie. Uważam, że jest tego za dużo. Żeby choć część wyrzucić to samej fabuły została by ¼ książki. Nie mam nic do wynurzeń ani przemyśleń bohaterów, ale tutaj stanowią one główny nurt książki, a reszta to wątek poboczny.

Drugą główną postacią serii jest Gloriana – Belladona. Najpotężniejsza Krajobrazczyni. Bohaterka powiela schemat Sebastiana, również z czasem odkrywa, że jest kimś innym niż się tylko wydaje. Jak dla mnie ma w sobie wiele z Janelle. Tak samo ma nadrzędny cel w życiu i tylko ona może ocalić Efemerę. Na szczęście Sebastian nie jest podobny do Demona. Wykreowane przez Bishop postacie są tak samo świetne jak świat. Efemera to miejsce gdzie Światło i Mrok się przenikają. Żyją w niej prości ludzi a także czarownicy i krajobrazczynie władający magią. Nie brak też mrocznych istot: demonocykli, inkubów, skubów, minotaurów, wodnych koni i różnego kalibru demonów.

Czy polecam? Sama nie wiem. Z jednej strony mi się podobało – świat i bohaterowie, a z drugiej nie – kiszenie się bohaterów, a właściwie Sebastiana we własnym sosie. Myślę jednak, że każdy fan Bishop powinien przeczytać tą pozycję, żeby wiedzieć co może wyjść spod pióra ich ukochanej autorki.
Ostatnio zmieniony 23 sie 2012, 10:54 przez hlukaszuk, łącznie zmieniany 2 razy.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

A mnie się podobało. Ale przy czytaniu książki ciągle nasuwało mi się słowo "nostalgiczne". Czy to dlatego, że ja odebrałam ja właśnie jako nostalgiczną? Bo każdy z bohaterów za czymś tęsknił. Na całe szczęście nie była to tęsknota - nie mam szans na spełnienie marzenia. Raczej - nostalgia, ale zachęcająca do wzięcia życia w swoje ręce i łapania marzeń, póki to możliwe. A jak wiadomo - niestety, nie wszystko w życiu możliwe jest.
Gloriana Belodonna - mi ta postać się z Jaenelle aż tak bardzo nie kojarzyła [spoiler]może dlatego, że nie miała za sobą aż tak traumatycznych przeżyć. Choć wyobcowana ze świata była - często tak jest z postaciami, obdarzonymi wieloma talentami lub mocą [/spoiler]
Sebastian - to takie trochę ciepłe kluchy, [spoiler]choć niby z minuty na minutę się to zmieniało, odkrywał swoje moce, ale i tak miałam wrażenie ciepłych kuch - za to sympatycznych [/spoiler]
Ciekawe jest przedstawienie postaci z mroku [spoiler]że nie sa wcale taki złe, że też mają prawo do spokojnego życia. No, a tęsknota Kpiarza za normalnością - w książkach często się tego nie spotyka[/spoiler]
Właściwie nie wiem, dlaczego tytuł książki nosi "Sebastian" - przecież jest on tylko jednym z wielu bohaterów. Czyżby następne tomy miały by być inspirowane postacią np. Lee, Kpiarza albo Gloriany?
Zgadzam się z Hlu, że erotyki nie ma tu wcale tak dużo, jakby sugerował opis - i wcale to książce na złe nie wyszło. Po prostu seks, erotyka przedstawione są jako coś codziennego - choć chyba nie takie było zamierzenie autorki.

Awatar użytkownika
Blair
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1495
Rejestracja: 26 mar 2011, 23:24

Post autor: Blair »

Powiem szczerze, że sama odebrałam tę książkę o wiele lepiej niż serię Czarnych Kamieni. Jeśli chodzi o poprzedni cykl pani Bishop, to przeczytałam tylko główną trylogię, ale jakoś świat przedstawiony mnie nie wciągnął. Przy Sebastianie było inaczej. Być może jest to skutkiem tego, że wcześniejsze, przeze mnie przeczytane, powieści były przewidywalne, pod względem fabuły, ale pierwsza część Efemery mnie zachwyciła właśnie samą Efemerą.

Poprzednia seria do gustu mi nie przypadła, ale nie można powiedzieć, że autorka nie ma talentu do tworzenia świata przedstawionego. Niezwykle spodobała mi się wizja pani Bishop, już mniej sam Zjadacz Świata czy bohaterzy.

Centrum samej powieści jest tytułowy Sebastian i to już podobało mi się mniej. Nie mam na myśli, że dana postać nie przypadła mi do gustu. Po prostu o wiele bardziej zaciekawił mnie sam wątek Glorianny Belladonny czy jej brata.
Pępkiem wszechświata był młody inkub, tak więc większość wątków toczyła się wokół uczuć i emocji bohatera czy wydarzeń powiązanych z jego przeszłością.
Nie przeszkadzało mi to aczkolwiek bywały momenty, gdy nie mogłam doczekać się wątków opowiadanych ze strony Belladonny.
Narracja jest bowiem podzielona, a czytelnik ma możliwość zapoznawania się z kilkoma równolegle prowadzonymi wątkami.
Czarownica pisze:Zgadzam się z Hlu, że erotyki nie ma tu wcale tak dużo, jakby sugerował opis - i wcale to książce na złe nie wyszło. Po prostu seks, erotyka przedstawione są jako coś codziennego - choć chyba nie takie było zamierzenie autorki.
Cóż... poleganie na nocie od wydawcy, napisanej przez osobę, która pisząc ją, polega na niewielkim streszczeniu całej książki, nie jest dobrym pomysłem. Niestety bardzo często chwyta też mnie. :-/
Książkę przeczytałam głównie dlatego, że przy Kamieniach spodobał mi się styl autorki i wcześniej wspomniany świat przedstawiony. Powieść polecam, sama sięgnę po kontynuację. Moim zdaniem Pierwszy tom cyklu o Efemerze wypadł o wiele lepiej niż trylogia Kamieni. Chociażby dlatego, że postaci w Sebastianie nie są aż tak irytujące, jak w przypadku wcześniej wspomnianej serii.

EDIT: Hlu jest odwrotnie.
Cykl wydawniczy nazywa się Efemera, a tom pierwszy - Sebastian.
-----> http://lubimyczytac.pl/ksiazka/139088/sebastian
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

EDIT: Hlu jest odwrotnie.
Cykl wydawniczy nazywa się Efemera, a tom pierwszy - Sebastian.
-----> http://lubimyczytac.pl/ksiazka/139088/sebastian
_________________
Sama tego nie wymyśliłam, tylko spisałam z okładki. Niestety książkę już odesłałam. Kto tam wie jaka jest prawda. Z drugiej stron mogłam coś pokręcić. :roll:
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2963
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Noooooooooooooooooooo, spodziewałam się więcej.
Anne Bishop ma wiele bardzo ciekawych pomysłów. Było to widać już po Czarnych Kamieniach, tutaj jeszcze to potwierdziła. Krajobrazy, krajobrazczynie, Przewodnicy, sukuby, inkuby, Gniazdo Rozpusty – to wszystko to znakomite pomysły. Jednak autorka trzyma się utartej drogi romansu – niby tu zagrożenie dla świata, potwór i źli ludzie, ale wszystko kręciło się wokół romansu. A może to i dobrze, bo nie wiem jak bym zniosła więcej fragmentów z pozostałymi wątkami – mimo że nie przepadam z reguły za romdłasidłami, tutaj wyjątkowo był to wątek, który podobał mi się najbardziej. I niekoniecznie musi to świadczyć, że był on taki cudowny, a może dowodzić braków w pozostałej części książki. Muszę też wspomnieć, i nie da się tego pominąć, o bardzo dużym podobieństwie „Sebastiana” do „Kamieni” – te same schematy, niesamowicie podobni bohaterowie. Kilka przykładów: Lynnea wychowała się w domu, gdzie była popychadłem, była nieśmiała, delikatna, ale w końcu pokazała pazurki. Czy nie przypomina to komuś Marian? Sebastian jako źródło cielesnej przyjemności – hmm, czyżby Daemon postanowił w części się objawić? Belladonna – kobieta o wielkiej mocy, silniejsza niż wszyscy dookoła, potężniejsza niż najsilniejsi tamtego świata, w którymś momencie przeszłości odrzucona – czyżby pozostałości po Jaenelle? [spoiler]Albo niszczenie wyżej wspomnianych „złych ludzi” przez Belladonnę/Jaenelle. Obie użyły swojej jakże potężnej mocy, aby ukarać złych! (Aż mam ochotę wstawić w tym miejscu opętańczy śmiech…)[/spoiler] Odchodząc od Kamieni i oceniając samego tylko „Sebastiana”, opinia może być ciut lepsza. Bohaterowie byli w porządku, całkiem ciekawi, żadne z nich arcydzieła, ale nie było źle. Akcja dość kiepska, powolna, irytująca. Gdy już się coś rozwijało, akcja nabierała tempa, bach! autorce przypominało się, że musi przenieść narrację gdzieś indziej. Wszystko praktycznie polegało na tym, że Belladonna chodziła po krajobrazach, odwiedzała różne osoby, i chodziła, chodziła, chodziła… Albo akcja przenosiła się do knujących „złych ludzi”. W takich momentach tylko czekałam, aż przeniesie się ona do Gniazda, bo mimo wszystko tylko ten wątek mnie nie wkurzał, a przynajmniej nie aż tak bardzo. Już o przewidywalności nie wspomnę, wiele rzeczy było bardzo łatwych do przewidzenia. Zabrakło mi też opisów, wszystkie praktycznie kończyły się na płci, kolorze włosów i oczu, a to i tak w niektórych tylko przypadkach. Pani Bishop ma z tym niestety problem. Jeśli chodzi o sam pomysł na świat to jest w porządku, dopóki człowiek nie zacznie się nad tym głębiej zastanawiać. Ja zaczęłam nad tym myśleć i jedyne, co umyśliłam, to fakt, że nie powinnam była tego robić. Zwyczajnie tego nie ogarniam (przynajmniej wolę tak myśleć, zamiast stwierdzić, że pomysł nie trzyma się kupy).
Ogólnie nie było tak źle jak mogłoby się wydawać. Czytało się miło, szybko i przyjemnie. W kolejnych tomach może akcja będzie lepsza, mam przynajmniej taką nadzieję, ponieważ zamierzam przeczytać następny tom.
Czarownica pisze:Czyżby następne tomy miały by być inspirowane postacią np. Lee, Kpiarza albo Gloriany?
Następny tom nazywa się Belladonna, więc może?
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
Blair
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1495
Rejestracja: 26 mar 2011, 23:24

Post autor: Blair »

Kilka informacji o tomie następnym.

Obrazek

Premiera: 1 października'12

Jak po tytule można zauważyć - ta część zostanie poświęcona Belladonnie :-P

Opis:[spoiler]Świat, w którym mosty pomiędzy magicznymi krajobrazami przenoszą każdego tam, gdzie naprawdę przynależy, a nie tam, gdzie pragnie się udać. Teraz czas na jej kontynuację…
Zjadacz Świata nadal grasuje po krajobrazach Efemery, zasiewając w umysłach jej mieszkańców strach i zwątpienie. Tymczasem Glorianna Belladonna – dotąd jedyna krajobrazczyni zdolna pokrzyżować mu plany – odkrywa, że nie jest sama. Nadzieja serca leży w belladonnie – ostrzeżenie Sebastiana w półmroku jawy snu przemknęło przez krajobrazy i dotarło do Michaela, mężczyzny, który również posiada niezwykłą moc. To on i Glorianna mogą stanowić jedyną szansę dla mieszkańców Efemery…


Hmmm... czyżby poszukiwania tru loffa dla każdego bohatera czas zacząć? :-/[/spoiler]
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton

Awatar użytkownika
AISA
Żarłoczny Ghul
Posty: 761
Rejestracja: 10 sie 2010, 18:29

Post autor: AISA »

Do lektury Sebastiana podeszłam bez jakichś szczególnych oczekiwań. Przeczytałam, nawet całkiem szybko i tak właściwie to nie wiem, co o tej książce myśleć. Z pewnością ma ona specyficzny klimat. Krajobrazy i krajobrazczynie, to jak dla mnie nowość. Każdy krajobraz odbierałam jako nowy, inny świat. Efemera to kraj różnorodny, gdzie każdy znajdzie swoje miejsce. Ciekawy pomysł połączony z klasyczną walką dobra ze złem.
Na początku lektury było jakoś zbyt spokojnie, a jak już się rozkręcało, autorka, celowo bądź nie, urywała wątek, wstawiała jakieś ochłapy innej sceny i bardzo mnie tym denerwowała. Na początku denerwowało mnie to „To”, później przywykłam. Drażniło mnie, że jeden z jakby nie patrzeć bohaterów, jest taki bezosobowy, „niematerialny”, ciężki do uchwycenia i sklasyfikowania. Inni bohaterowie ciekawi, chociaż z bohaterem 2 in 1 już się spotkałam. Ogólnie fajna lektura, lekka mimo poważnej tematyki. Myślę, że tego pierwiastka „Romans” nie było zbyt wiele, nie było przesytu, więc jak dla mnie było ok.
Nie potrafię ocenić czy seria jest lepsza, czy gorsza od Kamieni, jest po prostu inna. A losy Belladony i Sebastiana oraz ich przyjaciół zaciekawiły mnie na tyle, że z pewnością sięgnę po kolejny tom.

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2963
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Przeczytałam „Belladonnę” i, cóż, dalej twierdzę, że „Czarne Kamienie” są o wiele, wiele lepsze. Nawet nie porównując tych dwóch serii, „Efemera” wypada średnio – jedyną taką prawdziwa zaletą jest świat, który tak przy okazji jest również wadą. Nie ulega wątpliwości, że w „Efemerze” autorka stworzyła ciekawe, oryginalne, niespotykane uniwersum, które moim jednak zdaniem jest zbyt nieokreślone, zbyt płynne. Albo po prostu to tylko ja mam problemy z ogarnięciem tamtej rzeczywistości. Dopóki człowiek nie zastanawia się głębiej nad tym światem, wszystko jest w porządku, ale gdy zacznie próbować zrozumieć krajobrazy, mosty, punkty dostępowe, coś zaczyna zgrzytać. Nieraz miałam wrażenie, że autorka chyba sobie w danym momencie zaprzecza, albo zastanawiałam się, jak to w ogóle możliwe, by mogli robić to czy co innego. Nawet biorąc pod uwagę właściwości świata, część rzeczy była po prostu nielogiczna. Nie wiem, może Anne Bishop chciała stworzyć właśnie taki nieokreślony świat albo ja nie widzę rozwiązań i wyjaśnień tych moim zdaniem problematycznych fragmentów (choć o ile się nie mylę, w porównaniu z „Sebastianem” tym razem łatwiej przyszło mi przyjęcie i zaakceptowanie Efemery). Można by to spokojnie wybaczyć, gdyby inne elementy powieści były dobre. Ale nie są. Bohaterowie byli, cóż, nudni, przewidywalni, nie mieli w sobie tego czegoś, co sprawia, że postać zapada w pamięć. Akcja również nie była szczególnie wciągająca, trzymająca w napięciu czy interesująca – ot, takie przewidywalne rozmemłanie. Niby cały czas coś robili, ale praktycznie nic z tego nie było ciekawe – byli tu, byli tam, coś się działo, ale nie miało to wystarczającego wpływu na akcję, by ruszyć ją dalej.
Cóż, miałam nadzieję na więcej. Mimo wszystko kolejny tom postaram się przy okazji przeczytać, ale straciłam nadzieję na poprawę jakości.
__________

Kolejny tom nazywa się "Most marzeń" i zostanie wydany 17 kwietnia.
Okładka
Fragment
[spoiler]Opis:
Efemera to dziwna i magiczna kraina. Składa się z krajobrazów połączonych jedynie mostami, które często przenoszą ludzi w miejsca, gdzie naprawdę przynależą, zamiast w te, w które chcą się udać.
Kiedy Gloriannie Belladonnie, utrzymującej Efemerę w równowadze, zaczynają zagrażać czarownicy, jej brat Lee postanawia poświęcić się dla jej dobra. W efekcie, pozbawiony wzroku, trafia do azylu dla umysłowo chorych w Mieście Wizji – daleko od swoich rodzinnych części świata.
Tymczasem w Wizji pojawia się Mrok, którego natury nie potrafią zgłębić nawet szamani opiekujący się miastem i jego mieszkańcami. Danyal, jeden z nich, zostaje mianowany strażnikiem Azylu. Ponieważ jego serce tęskni za czymś nieznanym, intrygują go opowieści Lee o mostowych, krajobrazczyniach i czarownikach. Z pomocą Zhahar – pracownicy Azylu, która ukrywa własne mroczne sekrety – Lee stopniowo odzyskuje wzrok, jego opowieści zaś nabierają potężnej mocy, pozwalając Danyalowi i Zhahar poznać świat skrajnie odmienny od wszystkiego, co dotąd znali.
By przepędzić z Miasta Wizji niebezpieczeństwo, Danyal, Lee i Zhahar będą musieli odkryć, kim są naprawdę… i jak niebezpieczni potrafią być.[/spoiler]
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
RustyAngel
Posty: 33
Rejestracja: 13 maja 2013, 20:47

Post autor: RustyAngel »

Jeżeli chodzi o Efemerę to mam bardzo mieszane uczucia... z jednej strony niby jest OK ale to już nie to samo co Czarne Kamienie... Pierwsza część o Sebastianie była naprawdę fajna, przypomina mi on trochę Daemona i ma w sobie ten "pazur" który tak lubię w książkach pani Bishop. Zachęcona tą częścią sięgnęłam po Belladonnę i wypadło bardzo blado. Część trzecią kupiłam i teraz leży na półce i czeka na swoją kolej. Mam nadzieję, że autorka po poprzednim niezbyt udanym tomie powróci do formy...

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Jak przeczytałaś, to jesteś na wygranej pozycji. ja nie czytałam, ale zastanawiam się jak będzie. Bo właściwie zakończenie Belladonny sugerowałoby, że to powinna być dylogia.
Z drugiej strony - autorka przypadła mi do gustu Czarnymi kamieniami i teraz wszystkie jej dzieła mnie interesują i mam nadzieje, że dorównają poziomowi Kamieni.

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2963
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Przeczytałam „Most marzeń” i trzeba przyznać, że ten tom był lepszy od poprzedniego, czyli „Belladonny”. Podejrzewam, że poprzednia część nie przypadła mi do gustu przede wszystkim z powodu Glorianny – nie lubię jej, denerwuje mnie i nie ma w sobie uroku, jest dość nieludzka. W „Moście marzeń” nie jest tak istotna, nie pojawia się tak często – i właśnie fragmenty, gdzie jej było najmniej, mnie najbardziej się podobały, a potem gdy zaczęła znów być ważną postacią, mnie zaczynało się od razu ciut gorzej czytać. „Most marzeń” mi się podobał nie tylko z powodu mniejszego udziału Belladonny, ale nie tylko dlatego – powodem jest również świetny pomysł z triadami – jeszcze się nie spotkałam z czymś takim; mam na myśli z czymś dokładnie takim, bo podobne rzeczy już się przewijały – dwie osoby w jednym ciele, albo zwierzę i osoba w jednym ciele – ale rasy istot (ludzi?), w których trójka rodzeństwa dzieli jedno ciało, ale ma przy tym indywidualny wygląd… tego jeszcze nie widziałam. To sprawiło, że gdzieś tak do połowy, może trochę dalej było naprawdę dobrze, czytałam bardzo szybko, nie czułam zupełnie upływających stron – krótko pisząc, książka mnie wciągnęła. Potem jednak zaczęły się małe schodki – właśnie za sprawą Belladonny.

Skoro już jesteśmy przy bohaterach, to jak na mój gust są oni strasznie przeładowani emocjami, są nierealistyczni, są często wyidealizowani albo wręcz przeciwnie – tu postacie są albo białe, albo czarne. Jakieś szarości? Brak, chyba że liczyć jako szarość wewnętrzną walkę Glorianny między bielą a czernią, która to jest dość mocno akcentowana. Są jeszcze bohaterowie niezdecydowani, po której stronie stanąć, ale autorka tak nimi manewruje, by ostatecznie byli on raczej jednoznacznie odbierani przez czytelnika.

Już to pewnie pisałam, ale wyraźnie widać w Efemerze schematy z Czarnych Kamieni – chociażby dwoista natura Glorianny Belladonny, to samo było przecież z Jaenelle/Czarownicą, albo też wspierająca się familia (przywodząca mi na myśl mafię) , która również występuje w obu seriach. Jednak pomimo podobnych schematów książki nie są tak samo dobre. Jedna, jak i druga zawiera naprawdę ciekawe pomysły, niekiedy surrealistyczne, ale dopiero postacie zaczynają sprawiać, że serie różnią się poziomem – pomimo podobieństwa we wzorcach bohaterów, nie są oni tak samo interesujący i przykuwający uwagę. W Efemerze są bardziej mdli, zlewają się ze sobą, mają mniej wyróżniające się charaktery.

Powtórzę się, bo na pewno pisałam to w tym i w poprzednich komentarzach – Efemera jest znacząco słabsza od Czarnych Kamieni, chociaż obiektywnie patrząc, nie jest wcale taka zła, ale po przeczytaniu Kamieni człowiek oczekuje wiele i niestety tylko się zawodzi.

Ale wracając do samego „Mostu marzeń” – sama historia mi się podobała, tak jak i pomysł na jej rozpoczęcie i na pierwsze kroki, chociaż męczy mnie jest ta schematyczność. Po okładce od razu wiadomo, że to romans, a znając poprzednie tomy, od razu wiadomo czyj romans zostanie tu przedstawiony. Oraz jak się skończy. Niestety autorka jest pod tym względem bardzo przewidywalna. Nawet gdy były jakieś szanse na na inne potoczenie się akcji, autorka zaraz to ukrócała – chyba po to, żeby czytelnik nie miał wątpliwości kto i z kim. Ja osobiście wolałabym tu więcej niepewności, a nie takie oczywiste rozwiązania, no ale to cecha pani Bishop – schematy, w otoczce z interesujących pomysłów, ale dalej schematy.

Krótko pisząc, „Most marzeń” jest lepszy od „Belladonny”, gdyż nie ma tu aż tyle samej Glorianny, nie ma tak wiele jej snucia się i nurzania w mrokach duszy. Sam główny bohater tego tomu, którego w poprzednich tomach czytelnik już miał okazję poznać, jest mniej więcej taki jak wcześniej – dość bezpłciowy – aczkolwiek mimo wszystko ciekawy – niby coś tam jest, jakaś iskierka, ale jest to raczej wyraz buntu, niż szczególnie rozbudowana silna osobowość, autorka zakrywa to kłębem emocji. Z drugiej strony może zbyt surowo go oceniam. Jednak pomysł z triadami zdecydowanie podbija moją opinię o kilka punkcików i chociaż został ostatecznie jakoś stłamszony, niewykorzystany, może w jakiś inny sposób pominięty i nie pozwolono mu się rozwinąć (czuję potencjał, nie widzę zadowalającego efektu), to przez większą część powieści cieszył oko. Tak czy inaczej czyta się przyjemnie, jak to zwykle bywa z książkami Bishop, chociaż można by się spodziewać więcej (tudzież mniej Belladonny :-) ). Można spokojnie przeczytać.
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
RustyAngel
Posty: 33
Rejestracja: 13 maja 2013, 20:47

Post autor: RustyAngel »

Musze się zgodzić z Sophie. Belladonna zabiła drugi tom. Zaskakujące jest to, że tomy oparte na bohaterach męskich są naprawdę niezłe choć brakuje im naprawdę dużo do Czarnych Kamieni. A ostatnio z tej samej serii w moje chciwe łapki wpadło też opowiadanie zatytułowane Głos. Historia w nim opisana bardzo fajnie wyjaśnia skąd u Kobrah wziął się lęk przed mężczyznami i nawiązuje też do rodziny Szamana. Dla mnie jednak znacznie ciekawsze w tej niewielkiej skądinąd książce jest fragment powieści "Pisane szkarłatem" na który ostrzę już sobie pazurki... mam nadzieję, że seria Inni dorówna Czarnym Kamieniom.

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2963
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Również przeczytałam opowiadanie „Głos”. Stanowi ono prequel trzeciego tomu „Efemery”, czyli „Mostu marzeń” – mimo że jego akcja dzieje się przed wydarzeniami opisanymi w historii Lee, myślę, że lepiej przeczytać „Głos” już po zapoznaniu się z „Mostem…”, gdyż niewiedza pozwoli łatwiej wczuć się w pozycje bohaterów prowadzących narrację, którzy to nie są świadomi, co dokładnie kiedyś miało miejsce, co się stało z Kobrah. Dopiero po zapoznaniu z wszystkimi trzema tomami można spokojnie uzupełnić luki. Ale to tylko moja sugestia i nic się nie stanie, gdy przeczyta się „Głos” w dowolnym innym momencie – nawet przed całą serią, chociaż można wtedy nie zrozumieć całkowicie tego specyficznego świata, którym jest Efemera. Samo opowiadanie jest strasznie, strasznie smutne. I wbrew przewidywaniom nie jest tak bardzo schematyczne, jak sama seria „Efemera” – znaczy jest schematyczne, ale w inny sposób, wykorzystuje inne schematy. Otóż „Głos” kładzie naciska na inne elementy – np. w powieściach z cyklu „Efemera” wielka miłość była bardzo istotnym elementem, natomiast w opowiadaniu jest ona jedynie wspomniana, można by nawet nie zwrócić na nią uwagi. To niezwykłe, ponieważ Anne Bishop, w „Efemerze” przede wszystkim, zawsze kojarzyłam z dużym znaczeniem związków i problemów miłosnych w przedstawianej historii. W „Głosie” natomiast tego nie ma – są za to poruszane tematy znęcania się, zrzucania na innych własnego smutku, udawania, że nie widzi się problemu i że wszystko jest dobrze, obarczania całym złem jednej osoby, by samemu być szczęśliwym, a także temat okrucieństwa, zemsty i szaleństwa. To dalej jest Bishop, czuć to po delikatnej narracji, tym specyficznym sposobie pisania, lekkim i takim innym – nie wiem, czy ktokolwiek rozumie, co mam na myśli, czy może tylko ja wyczuwam ten styl Anne Bishop, tudzież wydaje mi się że wyczuwam. :-) Tak czy inaczej warto przeczytać, chyba nawet podobało mi się bardziej niż którykolwiek z tomów serii – a opowiadań z reguły nie trawię, więc to musi coś znaczyć. Polecam. :-)
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

A mi się nie chce teraz roztrząsać co było dobre, co było złe - po prostu napiszę, że po lekturze byłam całkiem zadowolona. Książki przypadły mi do gustu, choć to nie Kamienie, niestety.
Ogólnie, i tak lubię Bishop i jak cos innego jej wyjdzie, to też przeczytam.

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

RustyAngel pisze:A ostatnio z tej samej serii w moje chciwe łapki wpadło też opowiadanie zatytułowane Głos. Historia w nim opisana bardzo fajnie wyjaśnia skąd u Kobrah wziął się lęk przed mężczyznami i nawiązuje też do rodziny Szamana.
Sophie pisze:Również przeczytałam opowiadanie „Głos”. Stanowi ono prequel trzeciego tomu „Efemery”, czyli „Mostu marzeń” – mimo że jego akcja dzieje się przed wydarzeniami opisanymi w historii Lee, myślę, że lepiej przeczytać „Głos” już po zapoznaniu się z „Mostem…”, gdyż niewiedza pozwoli łatwiej wczuć się w pozycje bohaterów prowadzących narrację, którzy to nie są świadomi, co dokładnie kiedyś miało miejsce, co się stało z Kobrah. Dopiero po zapoznaniu z wszystkimi trzema tomami można spokojnie uzupełnić luki. Ale to tylko moja sugestia i nic się nie stanie, gdy przeczyta się „Głos” w dowolnym innym momencie – nawet przed całą serią, chociaż można wtedy nie zrozumieć całkowicie tego specyficznego świata, którym jest Efemera. Samo opowiadanie jest strasznie, strasznie smutne.
Liczyłam na coś dłuższego, ale okazało się, że połowa cieniutkiej książeczki to początek Pisane szkarłatem, które już czytałam. W związku z powyższym opowiadanko pozostawiło niedosyt. Podobało mi się, ale żeby nie padło w nim słowo Efemera nie zgadłabym, że dotyczy tego świata. Do tej pory przeczytałam tylko I tom serii. Biblioteka miała zakupić, wiec wszystko możliwe, że wkrótce nadrobię zaległości.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Serie, sagi i cykle”