Pan Lodowego Ogrodu

Dział założony z myślą o seriach i cyklach książkowych. Tu wszystko o naszych ulubionych bohaterach i ich przygodach ukazujących się w częściach.

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

[center]Obrazek Obrazek
[/center]
Zanim przeczytałam ostatnią część postanowiłam zrobić sobie powtórkę wszystkich pozostałych części. Poprzednio czytałam jedynkę i dwójkę razem a trójkę po długim czasie. Moja pamięć zakodowała, że trójka była gorsza od jedynki. Nic bardziej mylnego. Czytając wszystkie 4 tomy jednym ciągiem nie zauważyłam, aby któryś był lepszy czy gorszy. Wszystkie były tak samo ekscytujące. Może część pierwsza i druga zawierała większą dawkę humoru niż pozostałe. Zauważyłam jeszcze jedną lukę w pamięci. Po przeczytaniu poprzednio 3 tomów w ogóle zapomniałam o wątku Kirenena, a przecież stanowi pół książki i jest fascynujący. Widziałam tylko Vuko i Vuko. Nie wiem dlaczego tak było i czy po dwóch latach znowu o nim zapomnę. Mam nadzieję, że nie. Zakończenie powieści, (Grzędowicz wzbrania się przed cyklem) jest prawdziwym majstersztykiem. Jeden epilog jest dla Cesarza, jeden dla Vuko i oba są rewelacyjne. Nic dodać nic ująć. Niby jest furtka, ale wolałabym, żeby każdy w głowie dopowiedział sobie resztę niż ujrzeć kontynuację na papierze.
Czwarty tom jest bardzo obszerny, cegła to za mało powiedziane. Początek i koniec bardzo trudno trzyma się w ręku. Skoro to powieść, przy ponownym wydaniu powinni trochę odjąć z czwórki i włożyć do trójki. Ze względów czysto praktycznych. Ciekawe ile trzeba będzie czekać na wydanie 3 poprawione. Przez te kwiatki nie kupiłam całej serii. Miałam taki zamiar, ale zrezygnowałam. Poczekam. Ważne, że przeczytałam. Jedyna rzecz jaka mnie rozczarowała to taka, że przyjaciele Drakkainena przeżyli. Nie lubię gdy wszyscy cało wychodzą z opresji. Przydało by się kogoś uśmiercić. W pewnym momencie autor stworzył taką namiastkę, ale zaraz się rozwiała. W wątku Filara jest inaczej od samego początku i to jest jego największa zaleta, ale może autor chciał podkreślić, że w wątku tym nie było Czyniącego więc trudno było ocalić wszystkich. Nie będę opisywać fabuły, świata ani bohaterów i ich zachowań. Moim zdaniem wszystko w powieści jest na swoim miejscu, dopracowane do ostatniego szczegółu. Nie mam do czego się przyczepić. Po prostu ideał. Tak jak Wiedźmin Sapkowskiego.
Ostatnio zmieniony 31 gru 2012, 13:12 przez hlukaszuk, łącznie zmieniany 2 razy.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
destrakszyn
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Posty: 974
Rejestracja: 07 sie 2010, 10:46

Post autor: destrakszyn »

Moja ekscytacja już opadła, zatem może i ja wypowiem się nieco szerzej. :-)

Przyznam, że i mnie w pamięci trochę rozmył się wątek Filara, w poprzednich częściach niespecjalnie zwracałam nań uwagę i to jest kolejny powód, dlaczego czuję potrzebę ponownego przeczytania wszystkich tomów. W PLO4 niespodziewanie poczułam ogromną fascynację jego losami, ba!, wściekłam się niewysłowienie, kiedy jego opowieść została przerwana przez rozdział poświęcony Drakkainenowi. Plułam (i pluję) sobie w brodę, że wcześniej tak olewałam jego podwórko. Ale nie martwcie się, naprawię to.

Początkowo z pewnym niepokojem śledziłam kolejne wydarzenia, ponieważ... bohaterom zaczęło się układać. W zasadzie za co by się nie zabrali, po pokonaniu mniejszych czy większych przeszkód, osiągali sukces. Wszystko pięknie, za różowo... Potem jednak palnęłam się w głowę - pod tym względem podeszłam do PLO4 jak do oddzielnej książki cyklu, nie części jednej, spójnej powieści. Zaś kiedy patrzeć nań w taki sposób... No cóż, męczyli się i szarpali z życiem przez trzy ponad 500-stronicowe tomy, kiedyś wreszcie musi zacząć się układać.

Zakończenie bardzo mi się podobało. Takie niejednoznaczne, pozostawiające wiele miejsca na domysły czytelnika. [spoiler]Nie wątpię, że Vuko udało się wrócić; nawet gdyby utracił zdolności Czyniącego, to ma jeszcze tę swoją nieskończoną determinację. :-) Ale mimo wszystko niepewność co do jego losu jest, ponieważ nie został ostatecznie, czarno na białym rozstrzygnięty.

Zastanawiam się, czy na Ziemi w jego towarzystwie technika przestawała działać. W końcu nadal jest Czyniącym. Poza tym sprawa tej całej magii została bardzo przyjemnie wyjaśniona - żadne tam faktyczne nadnaturalne moce, tylko siła umysłu, zdolna sterować wektorami.

Aha, i jeszcze bardzo ucieszyło mnie, że martwy śnieg nie pozbawił ludzi pamięci o Vuko. :-) [/spoiler]
Ostatnio zmieniony 08 lut 2013, 20:51 przez destrakszyn, łącznie zmieniany 1 raz.
Obrazek

Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

Ja właśnie skończyłam czytać pierwszy tom, więc jestem tak daleko za wszystkimi w fabule, że absolutnie nie czytam Waszych komentarzy, coby nie zepsuć sobie przyjemności i czegoś niezaspojlerować.

Cóż mogę napisać. Jedynie dołączyć do peanów na cześć tego cyklu. Aczkolwiek zobaczymy, jak się wszystko potoczy dalej. Główny bohater, Vuko, jest taki jak lubię. Sarkastyczny, lubi sobie pomarudzić, odważny i z kręgosłupem moralnym, ale nie narzucającym się w żaden mdły sposób. Uwielbiałam momenty, kiedy wpadał w delikatną histerię i rzucał tekstami od rzeczy :-P

Jak na razie najbardziej ciekawi mnie narracja Vuko (właśnie skąd podwójna forma - pierwsza i trzecioosobowa?), ale wcale nie gorsze okazały się też losy księcia Amritraju.

Książkę czyta się bardzo lekko, bo i styl autora jest przyjemnie przystępny. Fabuła jest odpowiednio tajemnicza, ciekawa i mroczna - tak jak lubię. Powstające truposze czy wyłaniające się z mgły dziwadła to moja mekka, trafił ten Grzędowicz idealnie w moją aktualną potrzebę na dany rodzaj literatury :-P Chociaż w dość wczesnym momencie muszę przyznać, że zaczęłam podejrzewać głównego sprawcę dziwadeł na Północy, jeszcze nie jestem pewna o co kaman z tą całą Podziemną Boginią, ale mam swoje podejrzenia.

Przed PLO czytałam Pustynną Włócznię Bretta i to było jak doświadczenie nieba oraz ziemi. A teraz zabieram się za kolejny tom :)

EDIT

No i w końcu stanęłam przed 4 tomem PLO, w sumie teraz dopiero rozumiem to całe rozgorączkowanie tą serią. Zakończyć tom w taki sposób na tyle lat... Tortura :-)

Przeplatające się nawzajem opowieści Filara oraz Vuko były równie interesujące, ale muszę przyznać, że w 2 tomie szczególnie upodobałam sobie narrację Filara. Każda część kończyła się w takim momencie, że miałam ochotę przelecieć dalej i zobaczyć co się stało. Na szczęście byłam twarda ;-) W 3 tomie już się to wszystko wyrównało.

Mam nadzieję, że w ostatniej części nie zostanę pozbawiona wejścia w myśli Filara, bo naprawdę się do nich przywiązałam.
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Ja przed przeczytanie tom 4 , ostrzeżona przez Was, zrobiłam sobie powtórkę z poprzednich części.
I chyba mi to pomogło, choć okazało się, że dużo pamiętam i właściwie powtórka nie była potrzebna. Ale co tam, książka dobra - mogę czytać.
Nie jestem aż taka entuzjastką PLO jak większość tutaj, ale lubię ten cykl. I dlatego cieszę się, że wreszcie poznałam zakończenie, no bo ile można żyć w niepewności :-).
Tym bardziej, że akcja naprawdę ani razu mnie nie znudziła, trzymała mnie w napięciu i nie mogłam się domyśleć, co będzie dalej.
A i to dalej (czyli zakończenie) tez pozostawiło mi pole dla wyobraźni.
Dobrze przynajmniej, że przy tym razem ludzie doceniają książkę i nie muszę mówić "cudze chwalicie...." .
Górą polska fantastyka.

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

Skończone. I aż żal. Wspaniały cykl, trzymający w napięciu, z cudownie wykreowanym światem oraz realnymi postaciami. Nie potrafię powiedzieć, który z dwójki czołowych bohaterów bardziej przypadł mi do gustu. Zarówno Vuko, jak i Filar, mieli w sobie coś takiego, co wzbudzało we mnie podziw oraz sympatię. Na pewno świetnie się uzupełniali. Ostatni tom popłynął mi pomimo objętości bardzo szybko, tak jak jego poprzednicy. Cieszyłam się, że w końcu zaczęło się coś układać, że szala w końcu zaczęła przechylać się na stronę Vuko oraz Filara. Jak pisała des, to nie tylko tom 4, ale cała spójna historia wcześniejszych niepowodzeń, niewiedzy, błąkania się pośród jakichś mglistych przepowiedni i zupełnie odmiennych zwyczajów. Tak się zżyłam z bohaterami, również pobocznymi, że bardzo chciałam, żeby jednak coś dobrego przytrafiło im się w tej wojnie.

Zakończenie bardzo mi się podobało, trochę słodko-gorzkie, ale jednak z jakimś ładunkiem nadziei na coś innego.

Niezmiennie najbardziej podoba mi się pierwszy tom. Tam jeszcze nie było wiadomo do końca, o co chodzi, a ta cała zimna mgła i dziwaczne stwory tworzyły lubiany przez mnie klimacik grozy. Tyle jeśli chodzi o wątek Vuko, bo jeśli chodzi o Filara to zdecydowany prym wiedzie cały drugi tom oraz połowa trzeciego. Nie dało się oderwać od czytania.
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2994
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Właśnie skończyłam czytać tom czwarty i jest bardzo usatysfakcjonowana, chociaż z początku nie byłam pewna, czy Czwórka podoła, ale zakończenie na szczęście nie zawiodło. „Pan Lodowego Ogrodu” jest ŚWIETNY, o!
Jarosław Grzędowicz miał świetne pomysły, tak na świat, postacie, przedmioty, jak i wydarzenia. Zaskakujące, ciekawe, niezwykłe, nieprzewidywalne. Jestem pod wielkim wrażeniem. Spotkałam stosunkowo niewiele książek, które byłyby tak realistyczne, mimo iż są tak fantastyczne. Nie mam tu na myśli realizmu wydarzeń samych w sobie, ale sposób opisu, który sprawia, że powieść naprawdę żyje, staje się autentyczna. Nie wiem, czy mnie rozumiecie. Tak czy inaczej autor stworzył wspaniały świat oraz realistycznych, interesujących i genialnych bohaterów. Cudo!
Musze przyznać, że książkę czytałam dość długo, nawet zważywszy na pokaźną ilość stron, a przez to już przez ostatnie dni byłam nieco zmęczona Ogrodem. Nie chodzi o to, że nie mogłam wejść w akcję albo o to, że historia była nudna. Prawda, że z początku akcja była raczej dość, nazwijmy to, powolna, czy może raczej nie wnosząca aż tak wiele do powieści, chociaż to też nie jest do końca prawda. Dobra, cofam to, stańmy na tym, że wielokrotnie byłam zbyt zmęczona, by czytać, a przez to cierpiał mój odbiór Pana Lodowego Ogrodu. Tak czy inaczej akcja była świetna, ciekawa i wciągająca. Szczególnie zakończenie. I jeśli mowa o zakończeniu, to nie zgadzam się na takie. Nie twierdzę, że mi się nie podobało, bo to nieprawda, ale żądam więcej! Taki los zakończeń otwartych, nie do końca sprecyzowanych, dających możliwość dopisania sobie dowolnego ciągu dalszego. W tym przypadku przewiduję, że nie będzie mi ono dawało spokoju przez jakiś czas. Naprawdę nie potrzebuję nowej powieści o dalszych wydarzeniach, zadowolę się kilkoma zdaniami opisującymi, co było dalej. Czy to naprawdę tak wiele?
W poprzednich tomach Filar nie przypadł mi do gustu, czy może raczej w zestawieniu z Vuko wypadł słabiej, a przez to fragmenty Filara czytałam byle szybciej dotrzeć do Drakkeinena. Tym razem jednak już tak nie było – z przyjemnością czytałam oba punkty widzenia i nie jestem pewna, czy dałabym radę określić, który z bohaterów bardziej mi się podobał. Obaj byli interesujący i brali udział w ciekawych, czasem wstrząsających, wydarzeniach.
Z poprzednich tomów niestety nie pamiętałam niemal nic, więc miałam problem ze zrozumieniem wielu rzeczy, które pojawiły się w części czwartej, ale nawet mimo to mi się podobało. Gdyby pamięć mnie tak bardzo nie zawodziła, to prawdopodobnie podobałoby mi się jeszcze bardziej. Chociaż zauważyłam kilka spraw, które być może mogą być błędami, ale z racji tego, że z poprzednich tomów niewiele pamiętam, nie mogę być tego pewna, a zatem nic nie będę wypisywać.
Zastanawia mnie jedno: na fanpage’u Fabryki ludzie tak strasznie narzekali na literówki, a ja, szczerze mówiąc, nie zauważyłam ich aż tak wiele. Może z kilkanaście, ale zważywszy na to, że książka ma ponad osiemset pięćdziesiąt stron, jest to wartość jak najbardziej mieszcząca się w normach i akceptowalnych granicach. Fakt, jak na Fabrykę jest o dziwna sytuacja, gdyż to wydawnictwo z reguły robi mało takich błędów, ale nie ma sensu czepiać się tego tylko po to, żeby się uczepić. Rozumiem – przekręcone strony są czymś, o co można wytknąć (a tym bardziej i przede wszystkim brak przeprosin), ale nie tak trudno odnaleźć się w kolejności tych stron – raptem jedna strona przeskoczyła nie na swoje miejsce. Jak dla mnie jest to pewna manifestacja frustracji czytelników na Fabrykę – usilne czepianie się na zasadzie „byle się czego czepić, byle dogryźć”.
Krótko pisząc, „Pan Lodowego Ogrodu” jest wspaniały i kropka. Muszę wkrótce znaleźć chwilę na przeczytanie całego cyklu od początku – chętnie wrócę do Midgaardu. Polecam! :-D
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

Sophie pisze:Zastanawia mnie jedno: na fanpage’u Fabryki ludzie tak strasznie narzekali na literówki, a ja, szczerze mówiąc, nie zauważyłam ich aż tak wiele. Może z kilkanaście, ale zważywszy na to, że książka ma ponad osiemset pięćdziesiąt stron, jest to wartość jak najbardziej mieszcząca się w normach i akceptowalnych granicach.
Po przeczytaniu całości doszłam do tego samego wniosku. Dodam tylko, że ja mam wersję ebook (mobi) i tam nie ma nawet przestawionych stron. Jasne, ostał się byk ortograficzny, a i parę literówek czy trochę pokręconych zdań, ale gdyby nie to całe zamieszanie, to nawet nie poświęciłabym temu jakiejś większej uwagi.
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
Panthera
Starszy Asystent Balsamisty
Posty: 288
Rejestracja: 28 lis 2009, 08:56

Post autor: Panthera »

Ebooki podobno były właśnie poprawione już. Tylko wersja drukowana miała zawierać mega dużo błędów i inne problemy ze stronami, które miały problemy z nie niemożnością określenia się, którą chcą być a którą jedna są ;)
“There is always some madness in love. But there is also always some reason in madness.”

Awatar użytkownika
WereWolf
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1745
Rejestracja: 25 paź 2009, 20:04

Post autor: WereWolf »

PLO 4 wreszcie przeczytane. Od czasu, kiedy skończyłam czytać 3 tom Pana Lodowego Ogrodu wiosna minęłyby 3 lata. Długo Grzędowicz kazał czekać na zakończenie, oj długo.
Do lektury ostatniego tomu zasiadłam niestety bez przypominania wydarzeń z tomów poprzednich. A te, nie ma co ukrywać, rozwiały się w mej pamięci, zwłaszcza jeśli chodzi o detale. Ale, że me własnych zbiorach PLO jeszcze nie posiadam, a gdybym chciała czekać na egzemplarze z biblioteki, to pewnie zeszłoby się do przyszłego roku, jak i nie dłużej. Tak więc, nie mając innego wyboru, podgryzana przez ciekawość i poganiana przez takiego jednego Kota, zaczęłam czytać tom 4.
Początkowo muszę przyznać lektura szła mi dość opornie, może ze względu na podły nastrój, a może na pogodę. Tego nie wiem. Niby w książce cały czas coś się działo, ale odczuwałam to jako zbędne, tak naprawdę rozwleczone, niewiele wnoszące do fabuły. Dopiero gdzieś tak od połowy PLO 4 „zassało”.
Na szczęście ma pamięć, co do ogólnego zarysu fabuły poprzednich tomów, pozwoliła mi się w miarę bezproblemowo odnaleźć w akcji części ostatniej. Niektóre fakty rzeczywiście umknęły i bez przeczytania od początku (kiedyś) się nie obejdzie, ale nie było tak źle, jak myślałam, iż będzie.
Dla mnie osobiście, od pierwszego tomu, ciekawsza była historia Filara oraz wydarzenia widziane jego oczyma. Pewnie, dlatego że były bardziej… hmm… baśniowe? Pozbawione tej technologicznej otoczki i nowoczesności, jakie niósł ze sobą Vuko, gdyż osobiście nie jestem fanką SF. Ale z czasem, gdy Ulf stracił swoje ziemskie skille, a do głosu zaczęła przebijać się „magia” to i jego losy zaczęły być interesujące.
To czego nie można odmówić Grzędowiczowi, to umiejętność kreowania świata i postaci. Wszystko jest przedstawione z najdrobniejszym szczególikiem, namacalne i, mimo że to przecież fantastyka, wydaje się tak bardzo prawdziwe. Czytając miałam odczucie jakby to wszystko, co opisuje autor naprawdę gdzieś istniało, jakby Lodowy Ogród miał swoje prawdziwe miejsce na mapie świata i można się było do niego wybrać na wycieczkę. Postacie przez niego stworzone, zarówno te główne, jak i dalszoplanowe, są równie naturalne, przez wszystkie tomy przeszły znaczne zmiany. Maja swoje wady i zalety, słabości i mocne strony.
Czarty tom to na szczęście zgrabne zamknięcie całości, nie odbiegające poziomem – czego można by się obawiać – od poprzednich tomów. Walka między Czyniącymi zza Morza Gwiazd się rozstrzyga (muszę przyznać, że ta końcowa potyczka, cały rozdział z nią, wywołały mój uśmiech, ot, taki efekt humoru Vuka, a raczej autora), Nosiciel Losu wreszcie spotyka to, co mu przeznaczone – niektórych przychodzi mu pożegnać na zawsze, a innych niespodziewanie powitać.
Samo zakończenie pozostawia Czytelnikom pole do zabawy, choć sama nie mogę się zdecydować, czy wołałabym „żyli długo i szczęśliwie”, czy też „żyli krótko i nieszczęśliwie”.
Jest na tyle otwarte, że kto wie, może któregoś dnia dowiemy się, jak sam Grzędowicz widziałby dalsze dzieje Vuka, Filara i reszty Nocnych Wędrowców.
Co do wydania samego, to rzeczywiście ma pomylone strony, ale też, po przeczytaniu, nie rozumiem tej nagonki na literówki. Ok, było ich trochę, ale nie była to jakaś zatrważająca ilość, jak na 860 stron powieści.
Tak więc podobało mi się, Grzędowicz nie zawiódł mych oczekiwań, i trochę smutno, że to już koniec. Po tych wszystkich latach czekania i całej zabawy z tym związanej. Ale jak to napisał inny polski fantasta w swym cyklu - Va'esse deireádh aep eigean. Tak więc czekam na to, co nowego autor nam zaproponuje.


Na sam koniec - hlu i des siadają na karnego jeżyka za nieoznaczanie spoilerów. Macie szczęście, ze Wasze posty przeczytałam już po skończeniu lektury. Inaczej bardzo bym się zdenerwowała.
Obrazek

Awatar użytkownika
Blair
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1505
Rejestracja: 26 mar 2011, 23:24

Post autor: Blair »

Oficjalnie mogę ogłosić, że i ja przeczytałam. :-)
Miesiąc później, niż było w zamierzeniu, ale po tych wszystkich komentarzach, że warto przeczytać jeszcze raz poprzednie tomy, skorzystałam z okazji i namówiłam brata, żeby egzemplarze, które wypożyczył z biblioteki, przetrzymał trochę dłużej. :)

Zabawa przy czytaniu była świetna, chociaż PLO4 zaczęło mnie tak bardzo, bardzo interesować dopiero pod sam koniec. Jak napisała wyżej Were:
WereWolf pisze: Niby w książce cały czas coś się działo, ale odczuwałam to jako zbędne, tak naprawdę rozwleczone, niewiele wnoszące do fabuły.
Całość jednak przedstawia się epicko. Książka warta czekania, chociaż z mojej strony był to tylko rok (jedna jesień 8-) ).

I taka refleksja na koniec:

[spoiler] Wydaje mi się dosyć zabawne, że autor na ponad 900 stronach tłumaczył wszystkie niewyjaśnione i zagmatwane sprawy, które potworzyły się przez trzy tomy, żeby w ostatnim rozdziale zostawić sobie tak dużą furtkę. Być może będzie kontynuacje, może nie (autor mówi, że nie, ale kto go tam wie :-P ).[/spoiler]Zakończenie powala, zastanawia, a przede wszystkim pozwala czytelnikowi dopisać własny kawałek.
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

WereWolf pisze:Wszystko jest przedstawione z najdrobniejszym szczególikiem, namacalne i, mimo że to przecież fantastyka, wydaje się tak bardzo prawdziwe.
Wszystko jest dopracowane. Grzędowicz opowiadał w jednym z wywiadów, że jak pisał o drzwiach zamkniętych na skobel, które Vuko ma wyważyć, to jeździł do skansenów, żeby zobaczyć na własne oczy jak działa taki mechanizm. Trochę mnie to dziwi, przecież Grzędowicz to nie dwudziestolatek. Na wieś na wakacje nie jeździł? Chaty sprzed wojny nie widział? :mrgreen: Trudno ocenić, ale jeśli nie widział, a żeby opisać jeździł specjalnie, chwała mu za to.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Serie, sagi i cykle”