Seria Burton & Swinbourne

Dział założony z myślą o seriach i cyklach książkowych. Tu wszystko o naszych ulubionych bohaterach i ich przygodach ukazujących się w częściach.

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Oksa pisze:W tyle gatunków tam ingerowali, ale - poprawcie mnie, jeśli źle zapamiętałam - takie konie zostawili w spokoju.
No nie wiem, nie wiem. Kojarzą mi się i jakieś ogiery modyfikowane.

A wiadomość rzeczywiście rewelacyjna, bo okładka przecież już jest. :mrgreen:
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
destrakszyn
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Posty: 974
Rejestracja: 07 sie 2010, 10:46

Post autor: destrakszyn »

Wydaje mi się, że wynika to z charakterystyki epoki, bo o ile dobrze kojarzę wszelkie protesty przeciwko znęcaniu się nad zwierzętami zaczęły się o wiele później. W tyle gatunków tam ingerowali, ale - poprawcie mnie, jeśli źle zapamiętałam - takie konie zostawili w spokoju. To również moim zdaniem wynika ze szczególnego rodzaju szacunku, podziwu dla tych zwierząt obecne prawie we wszystkich epokach
Kiedy hlu o tym napisała, mnie także nagle tego zabrakło. Taka epoka, racja, ale trzeba pamiętać, że jest zarazem tak bardzo inna od tej, którą my znamy. Wydaje mi się, że protesty przeciwko złemu traktowaniu zwierząt zaczęły się, gdy ludzie zorientowali się, że to na nich (zwierzętach) są przeprowadzane różne eksperymenty chemiczne, biologiczne i tak dalej. Dziwne zatem, że nie było reakcji na coś takiego. Sądzę, że autor zwyczajnie nawet nie wziął tego pod uwagę.

A co do tych koni - pamiętam wielkie konie na ulicach Londynu. Oksa, wydaje mi się, ze patrzysz raczej przez pryzmat obecnych czasów, typowo arystokratycznym spojrzeniem. :-P Nie zapominaj, że dla większości ludzi koń to było zwyczajne zwierzę; do pługa, do dorożki, na koninę. Na podziwianie tylko bogaci mogli sobie pozwolić.
Obrazek

Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Zdumiewająca sprawa Nakręcanego Człowieka

Obrazek

Wydawnictwo:Fabryka słów
Ilość stron:520
Rok wydania: 2012

Opis z okładki:

Jest rok 1862, choć akurat to nie 1862 powinien być ...
Czas został zmieniony, a królewski agent Sir Richard Francis Burton, jest jednym z niewielu ludzi, którzy wiedzą co tak naprawdę się wydarzyło.
Na Trafalgar Square zostaje znaleziony tajemniczy wykonany z mosiądzu Nakręcany Człowiek. Jaki jest jego związek ze sprawą skradzionej kolekcji czarnych diamentów, o których mówi się, że są fragmentami lemuriańskiego Oka Nagi - meteorytu, który w pradawnych czasach uderzył w Ziemię.
Jaką zagadkę skrywa przeklęta posiadłość rodu Tichborne i kto szczuje mieszkańców Londynu tajemniczymi i przerażającymi parowymi upiorami?
Od nawiedzonych dworów po domy dla obłąkanych, od Ameryki Południowej po Australię, od morskich bezmiarów po duszne pradawne labirynty - wszędzie tam sir Richard Burton ściga swoich mrocznych adwersarzy i walczy z własnymi demonami. Na swojej ścieżce spotka słynnego filozofa Herberta Spencera, genialnego inżyniera Brunela, wspaniałą "Damę z lampą" - Florence Nightingale, a nawet Charlesa Doyle`a (ojca Sir Arthura).
Czy królewski agent i jego wierny druh, poeta Algernon Swinburne pokrzyżują plany spisku, który zagraża nie tylko Imperium Brytyjskiemu, ale może doprowadzić także do międzynarodowego konfliktu, jakiego świat do tej pory nie zaznał?
Czym lub kim jest i jaki sekret skrywa Nakręcany Człowiek?

Źródło: http://selkar.pl/zdumiewaj-x105-ca-spra ... 142-owieka

W związku z egzemplarzem recenzenckim zamieściłam opis z księgarni, gdyż nie wiem co znajduje się na oryginalnym egzemplarzu.

Moja opinia

Z niecierpliwością czekałam na kolejny tom cyklu Burton i Swinburne’a. Alternatywne rzeczywistości zawsze bardzo mnie pociągały. Nigdzie nie da się tak namieszać jak w przyszłości wykorzystując do tego podróże w czasie. Powstało na ten temat wiele filmów i książek. Wszystkie ona jednak kończą się zawsze tak samo, tj. głównemu bohaterowi udaje się odwrócić bieg wydarzeń i rzeczywistość wraca do punku A. W przypadku Skaczącego Jacka tak nie było. Dzięki temu jeszcze bardziej nie mogłam doczekać się Nakręconego człowieka, którego spotykamy od razu i który wzbudza powszechne zainteresowanie. Niestety potem zostaje odłożony do lamusa. To mnie trochę rozczarowało. Tytuł książki wskazywał, że zostanie głównym sprawcą wydarzeń (tak było w przypadku Skaczącego Jacka), tutaj jednak tak się nie stało. Powiem tylko tyle … myliłam się. Nakręcony człowiek odegra swą rolę i to będzie rola kluczowa. Po drugiej części cyklu oczekiwałam sprawy mającej wiele wspólnego z podróżami w czasie, zmianą przeszłości. 400 stron w ogóle do tej kwestii nie nawiązywało. Owszem fabuła była bardzo ciekawa. Przed królewskim agentem ponownie postawiono zadanie do wykonania, ale nie było już tak dla mnie zajmujące jak sprawa Jaka. Ponownie okazało się, że nic bardziej mylnego. Wszystko kręci się koło alternatywnej rzeczywistości. Znów mamy ingerencję z przyszłości w przeszłość. Środki do celu są tylko inne, a raczej odmienne. Mamy do czynienia nie z techniką (skafander do podróży w czasie) lecz z paranormalnością (okultyzmem, ektoplazmą, przejmowaniem kontroli umysłów). Obie metody mają jednak wspólny mianownik. Czarne diamenty. Nie może też zabraknąć Eugeników i Hulaków, i ich potwornych wynalazków. Pomysł niestandardowego powrotu do wątku Skaczącego Jaka naprawdę mnie zaskoczył. Byłam pod dużym wrażeniem, jak z niczego nie zapowiadającej akcji autor zmienił akcję mającą swe korzenie w przyszłości. Metody ingerencji z przyszłości w przeszłość okazały się różne, ale każda stała się zaczątkiem katastrofy, która nadchodzi wielkimi krokami. Z niecierpliwością będę czekać na 3 tom. Zastanawiam się tylko nad jednym, czy autor dąży do tego samego celu jak wszyscy jego poprzednicy poruszając temat „podróży w czasie”? Czy Burtonowi i Swinburnejowi uda się to wszystko odkręcić na koniec tej historii, która mogła powstać tylko w „chorym” umyśle autora? Kto lub co czeka na Burtona u źródeł Nilu, tam gdzie wszystko miało swój początek?
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Krew, krew, zabójstwa, ludzkie mięso - nie spodziewałam się aż takich okropieństw w drugim tomie. Jak dla mnie, podchodzi on prawie pod horror. no, ale oczywiście nie tylko makabra jest w książce. Akcja zaskakuje, denerwuje, nie wypuszcza ze swoich szponów i nie nudzi. Prawdę mówiąc, bardziej mnie zainteresowała ta książka, niż pierwszy tom. może akcja za bardzo momentami przeskakiwała z miejsca na miejsce, ale pięknie się wszystko w końcu ze sobą zgodziło. I niby tajemnice zostały rozwiązane - ale oczywiście, nie wszystkie, więc teraz czekam na 3 tom - co będzie dalej? Mam jednak nadzieje, że trochę mniej makabry.

Awatar użytkownika
Anne
Żarłoczny Ghul
Posty: 781
Rejestracja: 30 paź 2009, 00:07

Post autor: Anne »

W niektórym momentach podczas czytania aż szczęka mi opadała i zastanawiałam się co autor bierze, że wymyśla takie rzeczy. Osobiście lubię takie zaskoczenia i wprowadzanie tych makabrycznych elementów do historii więc nie będę na to marudzić. Faktycznie tom drugi jest lepszy od poprzedniego (moim zdaniem) ponieważ potrafił jeszcze bardziej zszokować czytelnika. Co więcej podobało mi się, że autor kontynuuje wątki które zaczął w pierwszym tomie i to czasami te które mogły nam umknąć podczas czytania.
Teraz pozostaje tylko czekać na trzecią część. Na pewno przeczytam ponieważ świat Hoddera jak najbardziej mnie wciągnął i jestem cholernie (za przeproszeniem) ciekawa co jeszcze wpadnie temu szalonemu autorowi do głowy.
Nie wiem co on bierze ale nieźle kopie i chcę to samo :)
Nothing is true. Everything is permitted.

Awatar użytkownika
destrakszyn
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Posty: 974
Rejestracja: 07 sie 2010, 10:46

Post autor: destrakszyn »

Szczerze? Mnie tak owa makabra - bo inaczej nazwać się tego nie da - niezmiernie się podobała. I to nie dlatego, że lubię w książkach brutalność, krew i flaki, ale dlatego, że to doskonale pasuje mi do tego zmienionego świata.

Pójście złą drogą cywilizacyjną nie mogło się nie odbić na ludzkiej psychice, zatem nic dziwnego, że niektórzy zyskali jakieś nieznane umiejętności i wykorzystali je w złych celach. Dla mnie wszystkie te działania głównych złych oraz podatność klasy pracującej na owe "sugestie" są tylko dowodem na dziki obłęd, chorobę toczącą rzeczywistość Burtona, która - jak śmiem mniemać - prędzej czy później doprowadzi Anglię do upadku. I nie tylko Anglię. (Swoją drogą, ciekawe, czy i jak działania Skaczącego Jacka wpłynęły na resztę globu. Z tego, co pamiętam, dotychczas Hodder wspomniał jedynie o Stanach Zjednoczonych, a i tak wziął pod uwagę raczej działania polityczne niż ludzi, wynalazki, poziom życia).

Te ostatnie pięćdziesiąt stron było czystą esencją niepokojącego, chorego Londynu. To miasto było brudne od zawsze, ale kiedy przelatywałam przez ostatnie strony, we własnych myślach nie widziałam ciemnych uliczek pokrytych zwyczajnym brudem - to było skażenie, spaczenie. Tkwiło w ludziach i ulicach, i tylko pojedyncze latarnie - takie jak Burton czy Spencer - rozjaśniały ten mrok.

Zresztą, po mojej recenzji można łatwo wywnioskować, jak ogromne wrażenie wywarł na mnie tom drugi i jak bardzo nie mogę doczekać się trzeciego. :)
Obrazek

Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.

Awatar użytkownika
wiedźma z bagna
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1297
Rejestracja: 13 sie 2010, 14:40

Post autor: wiedźma z bagna »

Nie będę oryginalna - podobało mi się. Ludzie, jak to ludzie, zawsze potrafią wszystko spartaczyć. Każdą szansę przekuć na porażkę, bo tym dla mnie były niektóre superekstra wynalazki (jak w realu). Mniej mnie może poruszyła owa brutalność, o której piszecie, a bardziej wszechobecna atmosfera nerwowości, niepokoju. Jakby wszystkich, w tym i czytelnika, coś potwornie uwierało w ... Czytając czułam się cokolwiek podminowana. Ale, co Wam rzeknę, nie podobało mnie się, co zrobili Spencerowi, o!
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2864
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

A ja mam mieszane uczucia - z jednej strony podobały mi się pomysły i nastrój oraz sposób, w jaki autor zmieniał naszą historię oraz wyjaśniał zmiany i konsekwencje, a także cała ta potężna machina złożona z przyczyn i skutków, a z drugiej przez tę książkę nie mogłam przebrnąć, miejscami była dla mnie nużąca, a i znalazłam kilka rzeczy, które zgrzytały [chociażby to, że Rasputin był szpiegiem niemieckim i wywierał wpływ na Aleksandrę Fiodorowną, a ona z kolei wpływała na Mikołaja II (przynajmniej według mojej historyczki, która jednak dobrze zna temat, ponieważ o ile dobrze pamiętam, pisała z tego pracę doktorską), co delikatnie kłóci się z przedstawieniem Rasputina przez Hoddera, ewentualnie to ja coś źle zrozumiałam]. Odniosłam też wrażenie zbytniej łatwości i zbieżności zdarzeń, szczególnie w końcowych momentach, a także chaotyczności, która to jednak może również wynikać z mojego niewyspania.
Jestem jednak bardzo ciekawa kolejnych tomów, dalszego rozwoju sytuacji, następnych problemów Burtona i Wielkiej Brytanii, a także najprawdopodobniej całego świata, więc z pewnością przy pierwszej okazji przeczytam "Expedition to the Mountains of the Moon".
wiedźma z bagna pisze: Ale, co Wam rzeknę, nie podobało mnie się, co zrobili Spencerowi, o!
I mnie takoż.
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

destrakszyn pisze:A co do tych koni - pamiętam wielkie konie na ulicach Londynu. Oksa, wydaje mi się, ze patrzysz raczej przez pryzmat obecnych czasów, typowo arystokratycznym spojrzeniem. :-P Nie zapominaj, że dla większości ludzi koń to było zwyczajne zwierzę; do pługa, do dorożki, na koninę. Na podziwianie tylko bogaci mogli sobie pozwolić.
Myślę, że możesz mieć rację. Bo dajmy na to prosty przykład z naszej polskiej wsi - czy ktoś się przejmuje tym, że trzeba zakopać albo utopić cały worek ze szczeniakami czy kociętami? Siła wyższa. A kto tam będzie zawracał sobie głowę jakąś kastracją. Wiem, że koń to nie to samo, inna rola w życiu człowieka i przydatność, ale coś w tym jest.

Sięgnęłam po tom drugi i po prostu wiedziałam, że będzie dobry. Głupio coś takiego zakładać z góry, ale ledwo przeczytałam z 10 stron, a tam już akcja prze do przodu i nie pozwala oderwać się od książki. I ten cudowny styl autora! Zapewne nie bez zasługi ze strony tłumacza, ale efektem końcowym i tak jest to, że nie ominęłam ani jednego słówka, tylko wczytywałam się dokładnie w każde zdanie. W ogóle tę część czytało mi się o wiele lepiej z wielu powodów. Opisy techniczne machin już nie doskwierały i nie wybijały z rytmu, bo z większością z nich mieliśmy już zwyczajnie do czynienia w pierwszej części. Powraca sporo znanych bohaterów, dzięki czemu jeszcze bardziej się do nich przyzwyczaiłam oraz zżyłam na tyle, żeby obawiać się o ich losy w końcowych rozdziałach powieści.

Czy ja pisałam, że denerwuje mnie Algernon Swinburne? Nie wiem, o czym ja wtedy myślałam. A może to dlatego, że w dwójce jego postać świeci jeszcze barwniej? Stanowi on wspaniałą przeciwwagę dla Burtona, człowieka sprawiającego wrażenie jakoby znał się chyba na wszystkim, gwałtownego i poważnego. Wprowadza humor i rozładowuje emocje swoimi złośliwymi albo lekkimi komentarzami, a także niejednokrotnie pomaga Burtonowi spojrzeć na sprawy z większym dystansem. Świetny towarzysz :-)

Bardzo się cieszę, że wydarzenia przedstawione tutaj są jedną z konsekwencji wybryków Skaczącego Jacka. Wychodzi na to, że żadna ingerencja w czasie, a już w ogóle z tak egoistycznych pobudek, nie może wyjść na dobre, ba!, może się nawet przyczynić do szerokich zmian obejmujących niema cały świat. Na razie krążymy po Europie, kto jednak wie, dokąd nas zaprowadzi kolejny tom (prócz Afryki ;-) ).

Makabra w ogóle mi nie przeszkadzała. To dzięki niej - oraz nie tylko, bo stopniowemu zagęszczaniu się zamieszek również - odczułam jeszcze bardziej atmosferę całej tej trudnej sytuacji. Hodder naprawdę sugestywnie oddał klimat wydarzeń, nerwowość wyczuwało się na każdym kroku oraz w zachowaniu bardzo wielu postaci, nawet tych, które zachowały zdrowe zmysły.
wiedźma z bagna pisze:Ale, co Wam rzeknę, nie podobało mnie się, co zrobili Spencerowi, o!
Phi, nie podobało. Ja się mało co nie popłakałam! :-/
[spoiler]Cieszę się jednak, że udało się zachować jego świadomość w nakręcanym człowieku, ale głównie dlatego, że on sam zdawał się również z tym pogodzić oraz odnajdywać pozytywy tej sytuacji. Naprawdę jest to człowiek umiejący przystosować się do zmian w taki sposób, aby przetrwać :-)[/spoiler]
Anne pisze:Nie wiem co on bierze ale nieźle kopie i chcę to samo :)
A ja jestem tym specyfikiem przerażona :-P
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Wyprawa w Góry Księżycowe

Obrazek

Autor: Mark Hodder
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 578
Data premiery: 30-08-2013

Opis z okładki:

KOLEJNA POWIEŚĆ ZDOBYWCY NAGRODY IM. PHILIPA K. DICKA 2010 r.
Jest rok 1863, ale nie ten, który być powinien. Czas bardzo zboczył z kursu i mają miejsce wydarzenia, które doprowadzą do niszczycielskiej wojny światowej. Premier lord Palmerston uważa, że posiadając wszystkie trzy Oczy Naga będzie w stanie wpłynąć na przebieg zdarzeń i uniknąć wielkiej wojny. Już ma w swoich rękach dwa kamienie, ale trzeci musi dla niego zdobyć sir Richard Francis Burton. Dla agenta królewskiego jest to szansa na powrót w Góry Księżycowe, gdzie mógłby podjąć drugą próbę odnalezienia źródeł Nilu. Szyki miesza mu rywal John Hanning Speke, a eskalacja konfliktu może doprowadzić do wojny, której próbuje zapobiec Palmerston! Zaplątany w sieć przyczyn, skutków i nieuchronności Burton nie zdaje sobie nawet sprawy, o jak wysoką stawkę toczy się gra. Ostateczne starcie nastąpi w Londynie, gdzie w roku 1840 Burton musi stanąć oko w oko z człowiekiem odpowiedzialnym za zamieszanie w czasie – Skaczącym Jackiem!
SIR RICHARD FRANCIS BURTON – Podróżnik, poliglota, uczony i agent królewski, czy też może marionetka na usługach sił, których nie jest nawet w stanie pojąć?
ALGERNON CHARLES SWINBURNE – Słynny poeta o ognistej czuprynie, poszukiwacz wrażeń i wyznawca markiza de Sade'a; ból sprawia mu przyjemność, a brandy doprowadza do ruiny!
Trzeci tom przygód Burtona i Swinburne'a stanowi zwieńczenie cyklu, który rozpoczął się Dziwną sprawą Skaczącego Jacka i Zdumiewającą sprawą Nakręcanego Człowieka.

Moja opinia

Cóż tu od początku do końca chodziło o podróże w czasie. Skaczący Jack ją zaczął, a Burton musiał skończyć. Najlepsze z tego jest to, że niepozorny z pozoru Herbert Spenser miał w tym swój udział. Był dla mnie totalnym zaskoczeniem, mimo, że w pewnym momencie autor podsunął nam podpowiedź, która była intrygująca, ale została zbagatelizowana, nie tylko zresztą przez mnie. Izabel Arundell jest totalnym zaskoczeniem, a zarazem trochę nierealną angielką, bo czyż dama nie powinna jeździć na koniu po damsku, a nie jak Indianin kierować koniem za pomocą nóg? Mam wrażenie, że autora trochę poniosło i zaczął mi przypominać trochę Karola Maya. Co wprawia w zachwyt dziesięciolatkę, raczej nie będzie… trzydziestolatki. Zresztą to jedyna rzecz, która mi szwankowała. We wcześniejszych tomach tak nie było.
Trójka jest całkowicie inna od reszty. Ma inny klimat. Trochę przypomina mi przygody Tomka Wilmowskiego. Jednak coś mi się do końca nie zgadza w wyprawie do Afryki. Mamy rok 1963. Akcja zaczyna się dokładnie w miejscu gdzie skończył się II tom. W świecie Burtona i Swinburne'a Afryka została mocno spenetrowana przez białego człowieka. Jego widok nie jest dla tubylców czymś nowym. Mam wrażenie, że relacje między członkami wyprawy a tubylcami są lekko sztuczne. Brakuje im troszeczkę realizmu, ociupinkę. Druga rzecz, która również nie przypadła mi do gustu to nawiązanie do kopalni Mori Tolkena czy Kopalni Króla Salomona. Rozważny Trounce sprawdza głębokość studni za pomocą kamienia, wypisz wymaluj hobbit, a Swinburne'a jeszcze żartuje z tej sytuacji, jakby znał dzieło mistrza. To było pojechanie po bandzie.

Akcja w Górach Księżycowych dzieje się dwutorowo. Część dotyczy roku 1863, a druga lat 1914-1918. Łącznikiem jest oczywiście Burton. Od pierwszych stron książki autor od razu uświadamia to czytelnikowi, żeby nie było wątpliwości, a potem to już tylko dąży się do jednego, żeby dowiedzieć się jak do tego doszło. Makabra i zbrodnia zostały zastąpione w tym tomie barbarzyństwem, którego dopuszczono się pod pretekstem tej czy innej ideologii lub takiej czy innej polityki socjalnej. Trudno przejść nad tym do porządku dziennego.

Książka poniekąd kończy się słowami jakie wypowiada Burton: „Tu się zaczyna. I tu się kończy. Nie źródło, a kolejna część cyklu.” To samo sedno, a zarazem przenośnia.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2864
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Wreszcie skończyłam trzecią część – nie cierpię tego, że tak wolno idzie mi czytanie. :-?

W porównaniu z poprzednimi tomami, ten był chyba nieco słabszy - wolałam jednak akcję umiejscowioną w Wielkiej Brytanii, gdyż afrykańskie przygody jakoś mnie nie porwały - akcja mnie nie wciągnęła, a bohater nieco irytował. Poza tym zupełnie nie podobało mi się zakończenie wydarzeń z Afryki – zresztą cała sprawa z Naga nie mogłaby zostać zaliczona do moich ulubionych. Brytyjskie zakończenie było już ciekawsze i też kończy się, jak kończy - naprawdę świetnie kończy ten cykl, ironia autora. O bohaterach już się chyba wcześniej wypowiadałam, teraz tylko wspomnę o tym, że drażniła mnie doskonałość Burtona – wszystko wiedział, z wszystkimi potrafił się dogadać, potrafił zrobić wszystko, nawet mówić z pamięci jakiś utwór, jednocześnie czytając list – multitasking pełną parą. A w dodatku ma równie doskonałego psa tropiącego, którego nawet nie szkolił. Przeszkadzały mi też zbyt abstrakcyjne pomysły – brandy na drzewach, przejmowanie władzy nad ciałem kogoś innego, gadający kwiatek to nieco za dużo. A przy okazji niektórych wydarzeń czułam się niemal tak, jakby autor nie miał już do końca pomysłów i starał się tylko wybrnąć z sytuacji, nawet kosztem realności.
Tak czy inaczej, czyta się dość szybko, całkiem przyjemnie, niekiedy bywa nudno, ale przeważnie można mimo wszystko znaleźć coś ciekawego. Ogólnie jednak warto.
hlukaszuk pisze:Był dla mnie totalnym zaskoczeniem, mimo, że w pewnym momencie autor podsunął nam podpowiedź, która była intrygująca, ale została zbagatelizowana, nie tylko zresztą przez mnie
Cóż, nie przeze mnie, wiedziałam, że on w jakiś sposób się do tego przyłoży w zakończeniu. Wolałabym, gdyby tej podpowiedzi zatem nie było.
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

ODPOWIEDZ

Wróć do „Serie, sagi i cykle”