Gavran Forum
Forum wielbicieli fantastyki.

Fanwork Zone - [txt] - Szmaragdowa Tablica - Kometa

Czarownica - 2011-01-02, 18:05

Dzi?kuje.
Im wi?cej czytam, tym wi?cej chc?. Mam nadzieje, ?e Malwina zmieni zdanie i jednak trarfi? na nocny seans. Ciekawe co si? sta?o z Adrianem - wiem, ?e to tajemnica i rozstrzygnie si? pó?niej, ale ju? si? zastanawiam.

wiedźma z bagna - 2011-01-02, 18:43

A tu jeszcze 6 stycznia ....
Wilkołak? I cała zgraja elementalistów? Razem zusammen do kupy w Sylwestra tak? Brzmi wybuchowo...

Kometa - 2011-01-02, 22:05

Szczerze mówi?c tak by?am nastawiona na jakie? okropne lub ?rednio okropne rzeczy, ?e kiedy zobaczy?am Adriana b?ogo ?pi?cego na kanapie w salonie, zwyczajnie zd?bia?am. To dlatego musia?am martwi? si? i wchodzi? przez okno? Bo on spa?, zalany do tego stopnia, ?e nie s?ysza? jak si? dobijamy?

Klecha przezornie si? nad nim nachyli? jakby sprawdza? czy na pewno ?yje, ale ja s?ysza?am jego oddech i czu?am tak?e smród whisky, której resztka poniewiera?a si? w butelce przy ?ó?ku. Wzi??am j? w dwa palce i obejrza?am etykiet?. Czarny Johnny Walker. Jedyny trunek, który mu tak naprawd? smakowa? i nie by? przez niego traktowany jak zwyk?y otumaniacz. Albo co? ?wi?towa?, albo naprawd? mu wódka w ko?cu zbrzyd?a.

- Mam ochot? mu wyla? na g?upi ?eb wiadro lodowatej wody – o?wiadczy?am m?ciwie.

- Nie kr?puj si? – przyzwoli? mi Klecha ?askawie i szturchn? Adriana w rami? do?? brutalnie. - Ale nie jestem pewien czy to zadzia?a. Jest kompletnie nieprzytomny.

Rozejrza?am si? po mieszkaniu, które osi?gn??o szczyt zaniedbania. Gruba warstwa piachu chrz??ci?a mi pod butami, kurz sprawi?, ?e czarne meble wydawa?y si? by? szare, wsz?dzie wala?y si? butelki po ró?nych trunkach, kilka opakowa? po fast foodach, troch? ubra?, a na pufie niedaleko kanapy zgromadzi? ca?kiem poka?n? aptek? sk?adaj?c? si? g?ównie z ?rodków nasennych. Nic dziwnego ?e teraz nie mo?na go by?o obudzi?. Modli?am si? tylko ?eby niczego nie przedawkowa?.

- Mo?e powinni?my jednak zadzwoni? po lekarza – powiedzia?am, w napi?ciu przegl?daj?c leki.

- Ma ko?skie zdrowie – odpowiedzia? mi Klecha, ale mimo to przy?o?y? mu d?o? do czo?a, a drug? wykona? jaki? skomplikowany gest. - Nic mu nie b?dzie. To jak, budzimy go?

- Nie. - Zdj??am z siebie kurtk? i rzuci?am byle gdzie. Temu miejscu to i tak to ju? nie zrobi ?adnej ró?nicy. - Najpierw zrobimy zakupy i ugotujemy mu co? normalnego do jedzenia. Potem zamierzam doprowadzi? to miejsce do porz?dku. Na ko?cu jego.

- Wpad?a? w rewolucyjny nastrój? - Ksi?dza ewidentnie bawi?a moja postawa.

- O nawet nie wiesz jak bardzo - stwierdzi?am bojowo i podwin??am r?kawy. Potrzebowa?am si? na czym? wy?y?.

Klecha zobowi?za? si? pój?? po zakupy sam i nie chcia? przyj?? ode mnie pieni?dzy. Ograniczy?am si? wi?c do spisania listy produktów, które b?d? potrzebne do przyrz?dzenia Jedynej Jadalnej Rzeczy Jak? Potrafi?am Zrobi?. Nale?ników. Dodatkowo dopisa?am takie produkty jak chleb, w?dlina, czy warzywa i owoce. No i d?em. Do nale?ników oczywi?cie.

Po jego wyj?ciu od razu wzi??am szturmem kuchnie. Stwierdzi?am jednak, ?e uchylanie okna, nawet w tak? pogod?, nie by?o a? tak z?ym pomys?em, bo w mieszkaniu panowa? okropny zaduch.
Obejrza?am krytycznie stert? brudnych naczy? w zlewie i zaple?nia?e resztki w garnkach na kuchni. Mój Bo?e, czemu w?a?ciwie chcia?am to robi?? Przecie? nienawidz? sprz?ta?!

Bo si? ba?am. Nie chcia?am go budzi?, bo ba?am si? rozmowy jak? mia?abym z nim przeprowadzi?. Du?o ?atwiej by?o posprz?ta? ten chlew i si? czym? na chwil? zaj?? ni? znowu stan?? z nim twarz? w twarz. By?am takim okropnym, ma?ym tchórzem. Ale nie by?am pewna czy potrafi?abym znie?? to jeszcze raz. Je?li znów powiedzia?by mi "nie bo nie" chyba bym go zabi?a. Albo siebie. Albo wszystko jedno.

Z?apa?am za pierwsz? lepsz? butelk?, która mia?a jeszcze jak?? zawarto?? i wzi??am porz?dnego ?yka. Wi?niówka? S?odyczy mu si? zachcia?o?
Z premedytacj? wyla?am reszt? do zlewu.
Nast?pna. Czysta. Nie moja bajka. Do zlewu.
Nast?pna. Znowu czysta i to Wyborowa. Prawie pe?na. Chyba musia? przeoczy?. Do zlewu.
Dalej. Kilka browarów, jaki? l?ejszy wieczór sobie urz?dzi?. Zlew.
Seria pustych butelek. W jednej szafce znalaz?am wielkie worki na zw?oki. No prawie jak te na zw?oki. Jednym porz?dnym zamachem umie?ci?am wszystkie butelki w worku. Wpad?y tam z g?o?nym brz?kiem, ale przesta?am si? przejmowa? ha?asami i tym ?e ba?am si? pobudki Adriana. Ogarn?? mnie jaki? amok, oblecia?am ca?e mieszkanie nastawiona na likwidacj? butelek. Te które mia?y jeszcze jak?? zawarto?? bezlito?nie unieszkodliwia?am w zlewie. W napadzie porz?dkowej furii wywali?am te? wszystkie lekarstwa jakie wpad?y mi do r?ki. A wpad?o ich du?o.
W??czy?am sobie radio i przy akompaniamencie rockowych brzmie? lata?am po mieszkaniu jak op?tana sprz?taczka. Nie wiem co mnie podkusi?o na rozmra?anie lodówki, w której znalaz?am stary pasztet, zapiecz?towany paprykarz, kilka piw i gór? lodu, który w?a?nie mia? zamiar z niej wyj??. Wyrzuci?am pasztet, wyla?am piwo, paprykarzowi da?am spokój i zostawi?am zarówno lodówk? jak i zamra?alnik otwarte na o?cie?. Znalaz?am kilka szmat, cze?? z nich rzuci?am na pod?og? przy lodówce, reszt? zachowa?a sobie do mycia blatów, pod?ogi i ?cierania kurzy. Wreszcie podwin??am r?kawy wy?ej i zabra?am si? za zmywanie, co by?o drog? przez m?k?. Tych naczy? w ogóle nie ubywa?o. Wr?cz przeciwnie, gdzie si? nie obejrza?am natyka?am si? na nowe, by?o ich coraz wi?cej, ukrytych w rozmaitych zakamarkach i mia?am wra?enie, ?e ju? nawet Syzyf si? ze mnie ?mieje.

Z radia pop?yn??y d?wi?ki hitu ostatnich kilku miesi?cy, a ja mechanicznie szorowa?am ot?uszczon? patelnie.

On a bridge across the Severn on a saturday night
Susie meets the man of her dreams.


Jak to si? w ogóle sta?o, ?e u niego sprz?tam? Musia?am do reszty upa?? na g?ow?. A przyrzeka?am sobie, ?e nigdy nie b?d? robi? wokó? ?adnego ch?opa! ?adnego sprz?tania za niego, gotowania mu, ani robienia mu prania!
Ach! Pranie!

He says that he got in trouble
and if she doesn't mind
he doesn't want the company.


Wesz?am do ?azienki zgarniaj?c po drodze ?achy, które wala?y si? po pod?odze. Bez ceregieli wrzuci?am wszystko do pralki, nie rozdrabniaj?c si? na kolory. Jak ufarbuj? to trudno. Proszku nasypa?am na oko. Có? mnie obchodzi?y takie bzdurne szczegó?y?

But there's something in the air
They share a look in silence
and everything is understood


Nie powinnam tego robi?. Ani w ogóle tu przychodzi?. Nie zas?u?y? na to. I najpewniej tak?e tego nie chcia?. Dlaczego to mnie ma zale?e??

Susie grabs her man
and puts a grip on his hand
as the rain puts a tear in his eye.


Prosz?, tak dobrze wiem czego nie powinnam. A jednak tu jestem i szoruj? jego pieprzony blat. Robi? mu cholerne pranie. Zmywam. Martwi? si? o niego. Ku chwale ojczyzny, ty beznadziejnie naiwna dziewczyno.
Dlaczego nie potrafi? sobie odpu?ci??

She says don't let go
Never give up,
it's such a wonderful life


Przerwa?am metodyczne szorowanie i obci??am wzrokiem radioodbiornik. Zdaje si?, ?e stanie si? dzi? moj? pierwsz? ofiar?.

- Pieprzysz facet – warkn??am na wykonawc? piosenki, ale on uparcie powtarza? swoje.

Don't let go
Never give up,
it's such a wonderful life


Powa?nie si? zastanowi?am czy mówienie do radia i uwa?anie, ?e ono perfidnie si? z ciebie naigrawa jest ju? objawem choroby psychicznej.

Driving through the city to the Temple Station,
Cries into the leather seat
And Susie knows the baby was a family man,
But the world has got him down on his knees


Póki co to mnie rzuci?o na kolana i to ja by?am bliska p?aczu. Usiad?am u stóp kuchennej szafki nagle okropnie zm?czona nie tylko sprz?taniem. Marzy?am o odrobinie spokoju. O przekl?tym poczuciu równowagi, bezpiecze?stwa, stabilno?ci. To oznacza?o ?e by?o ze mn? naprawd? ?le. Zawsze my?la?am ?e nie jestem tak? osob?. ?e mnie to nie spodka, ?e gwi?d?e na to i ?e umiem sobie sama ?wietnie radzi?. ?e nie potrzebny mi ?aden przekl?ty samiec ?eby czu? si? potrzebn? i dowarto?ciowan?.

So she throws him at the wall
and kisses burn like fire,
And suddenly he starts to believe
He takes her in his arms and he doesn't know why,
But it thinks that he begins to see


Dobry Bo?e, kiedy on zd??y? zrobi? mi takie pranie mózgu? Potrzebuj? lekarza, dobrego psychiatry.
Egzorcysty!

- Co ty tu do cholery robisz dziewczynko? - rozleg?o si? od strony przedpokoju.

Podnios?am wzrok w tamtym kierunku, a moja szczeka znalaz?a si? gdzie? w okolicy pod?ogi. Do której wcale nie mia?a tak daleko bior?c pod uwag? fakt, ?e na niej kl?cza?am.
W progu, mi?dzy kuchni? a przedpokojem, sta? Adrian. Wygl?da? jak kupa gówna w pomi?tym ubraniu, z tygodniowym zarostem, potargany i o oczach czerwonych jak u królika. A dla mnie to nadal by? najwspanialszy widok na ?wiecie.
Tak, stanowczo egzorcysta, na psychiatr? jest ju? za pó?no.

Don't let go
Never give up,
it's such a wonderful life


- Sprz?tam – odpowiedzia?am po prostu, co by?o nie lada wyczynem. Dawno nie mia?am tak sucho w gardle.

- Naprawd? nie wypi?em a? tyle ?eby mie? delirium – powiedzia? powoli, chwytaj?c si? za nasad? nosa. - Ale udziel mi prosz? bardziej rozbudowanych informacji, ?eby mnie przekona? ?e nie jeste? halucynacj?.

No prosz?, wygl?damy jak menel, a dalej tryskamy elokwencj?.

- Mog? ci? strzeli? w pysk na dowód, ?e jestem jak najbardziej materialna. - Wsta?am z pod?ogi rozgl?daj?c si? za mokr? ?cier?, na wypadek gdyby si? zgodzi? na strzelanie w pysk.

- Nie trzeba, halucynacja by?a by dla mnie milsza – mrukn?? rozcieraj?c teraz skronie. Ciekawe sk?d ta pewno??. - Jak tu wesz?a??

Bez s?owa wskaza?am na okno. Zmarszczy? brwi i przyjrza? si? najpierw powyginanej kracie, a potem przeniós? nieodgadnione spojrzenie na mnie.

- Powa?nie? - Nie wierzy? mi.

Wzruszy?am ramionami. Chyba w?a?nie wychodzi?am na desperatk?, ale by?o mi juz wszystko jedno.

- Ponawiam pytanie: Co. Tu. Robisz? - Tym razem to ju? zabrzmia?o bardzo stanowczo.

- Ponawiam odpowied?: Sprz?tam. - Podnios?am r?kawic?. - I uprzedzam kolejne pytanie: Bo jest chlew. I jeszcze troch?, a zgin??by? marnie w tym brudzie. Uprzedzam te? nast?pne pytania: Nie koniecznie przysz?am tu z zamiarem w?amania si?, ale do cholery nie dawa?e? ?adnych znaków ?ycia i...

Urwa?am gwa?townie, bo ?adna wersja dalszego ci?gu nie chcia?a przej?? mi przez gard?o. Jednak jeszcze nie by?o mi tak do ko?ca wszystko jedno. I tak ju? wysz?am na zdesperowan? natr?tk?, nie chcia?am si? pogr??a?.

- I...? - ponagli?, widz?c ?e nie kwapi? si? kontynuowa?.

- I... najwy?sza pora ?eby? poszed? do ?azienki i doprowadzi? si? do porz?dku. - zarz?dzi?am stanowczo. - Nie zwyk?am dyskutowa? z menelami.

Przez chwile wygl?da? jakby chcia? mi co? na to o?wiadczenie odpowiedzie? i to co? niekoniecznie mi?ego, ale zaniecha?. Mierz?c mnie podejrzliwym wzrokiem powoli si? odwróci? i uda? w stron? ?azienki.
Wypu?ci?am gwa?townie powietrze z p?uc. Uda?o si?. Oddali?am godzin? zero jeszcze o kilka chwil.

- Hej, dziewczynko – Nagle znów pojawi? si? w kuchennych drzwiach, a ja o ma?o nie podskoczy?am. - ?adna fryzura.

Po tym stwierdzeniu na dobre uda? si? do ?azienki, a ja zastanawia?am si? o co mu do cholery chodzi. Przecie? uczesa?am si? jak zwykle. Zaj??o mi chwil? nim zrozumia?am, ?e nie spotkali?my si? po tym jak Amelia mnie obci??a. Ostatni raz widzia? mnie przed wyjazdem, kiedy mia?am jeszcze d?ugie w?osy.

Czarownica - 2011-01-02, 22:19

Pisz, pisz Kometa. Ale najlepiej, nast?pnym razem jego zap?d? do sprz?tania. :-)
Fajny fragment. Dzi?kuj?.

Loleczka - 2011-01-03, 17:56

Pisz, pisz, pisz! O mamusiu, ju? si? nie mog? doczeka? ca?o?ci xD
B?dzie fantastyczna. Uwielbiam twoich bohaterów. Tylko niech nast?pnym razem to Adrian sprz?ta :-D

Kometa - 2011-01-03, 19:57

Loleczka napisał/a:
Pisz, pisz, pisz! O mamusiu, ju? si? nie mog? doczeka? ca?o?ci xD
B?dzie fantastyczna. Uwielbiam twoich bohaterów.


No mi?o mi to czyta?, ale za ka?dym razem czuj? ze podnosicie mi tym poprzeczk? zbyt wysoko i w ko?cu was rozczaruj?.

Loleczka napisał/a:
Tylko niech nast?pnym razem to Adrian sprz?ta


Czepn??y?cie si? tego sprz?tania xD Judycie to by?o potrzebne do roz?adowania emocji, ja te? tak mam ze kiedy mnie co? w ko?cu ze?li to ?api? si? za sprz?tanie ?eby roz?adowa? furi?. A tu po??czone jest to z po?ytecznym, bo mieszkanie jeszcze troch? a zaros?oby brudem.

dorota7677 napisał/a:
Ale najlepiej, nast?pnym razem jego zap?d? do sprz?tania.


Nie b?dzie nast?pnego razu...

wiedźma z bagna - 2011-01-03, 20:08

I bardzo dobrze, że nie będzie... nie trawię alkoholików na poziomie organicznym.
Zamiłowanie do "złych" chłopców tego gatunku u mnie nie obejmuje.
Kometa - Ty się nie certol -Ty pisz....

Kometa - 2011-01-03, 20:19

wied?ma z bagna napisał/a:
I bardzo dobrze, ze nie b?dzie... nie trawi? alkoholików na poziomie organicznym.


Ja te? nie, ale wiecie co...

wied?ma z bagna napisał/a:
Zami?owanie do "z?ych" ch?opców tego gatunku u mnie nie obejmuje.


W?a?nie to by?o to co mnie pchn??o w tym kierunku. Och, ka?da by chcia?a z?ego ch?opca, tylko ka?da ma jakie? takie wypaczone wyobra?enie o nich. A to cz?sto s? naprawd? powa?ne problemy, dlatego postanowi?am ci?gn?c ten w?tek w ramach bunt. Nie zawsze jest ró?owo i w kwiatki. Boje si? tylko spieprzy? ten w?tek, bo nie chce go sp?yci?, ale te? nie mog? zbytnio nurkowa? w temat alkoholizmu bo to nie tego typu opowie??. Nie chc? ca?ej swojej energii pakowa? w to i uciec od tematu przygodowo-fantastycznego oraz zdo?owa? czytelnika. Nie wiem czy wiecie jak trudno jest tu znale?? zdrow? równowag? ;( I tak mam wra?enie ?e przesadzi?am bo to i bez tego jego na?ogu jest trudne, a ja dok?adam i dok?adam i...

Jejciu, jako? tak niesk?adnie si? wyra?am... Czy wy rozumiecie o co mi chodzi? <czy kto? mnie rozumie?! :-( z cyklu dylematy (jeszcze) m?odego pisarza>

AISA - 2011-01-03, 23:31

Kometa dzi?ki, bardzo dobrze si? czyta te twoje opowiadanie/ Czekam na nast?pne fragmenty...

Kometa napisał/a:
Jejciu, jako? tak niesk?adnie si? wyra?am... Czy wy rozumiecie o co mi chodzi? <czy kto? mnie rozumie?! :-( z cyklu dylematy (jeszcze) m?odego pisarza>


No ba, pewnie ?e rozumiemy. Ja osobi?cie uwa?am, ?e bardzo dobrze wychodzi Ci utrzymywanie tej równowagi. o której piszesz (cho? pewnie ?atwe to ro nie jest). Ja w Ciebie wierz?, poradzisz sobie z tym ?wietnie, z reszt? tak jak do tej pory :mrgreen:
I nie ?ebym pogania?a, ale... pisz dziewczyno, pisz ;-)

A je?li chodzi o ten fragment:
"Koniec wieków ?rednich
Gdzie? w Europie "
to mi si? bardzo podoba? i bardzo mnie ciekawi co tam si? dzia?o dalej... Ale tak mi si? zdaje, ?e jakby ten w?tek poci?gn?? to mog?aby powsta? osobna powie?? ...

wiedźma z bagna - 2011-01-04, 10:19

Kometa napisał/a:
Nie wiem czy wiecie jak trudno jest tu znaleźć zdrową równowagę ;( I tak mam wrażenie, że przesadziłam, bo to i bez tego jego nałogu jest trudne, a ja dokładam i dokładam i...

Czy wy rozumiecie o co mi chodzi? <czy ktoś mnie rozumie?! z cyklu dylematy (jeszcze) młodego pisarza>

Bardzo dobrze, że masz dylematy - jakbyś zaczęła za bardzo spłycać, to Ci powiem ;-) (no wiesz - wiedźma z bagna krytykantus nałogowus). Tak naprawdę wszystko zależy od tego, co dalej z tym zrobisz i jak dalej rozwiniesz ten wątek. Cudowne ozdrowienie i pozbycie się nałogu - niemożliwe. Relacje z alkoholikiem - trudne. Ciekawa jestem jak załatwisz sprawę. Wierzę w Ciebie 8-)

Kometa - 2011-01-04, 16:10

wied?ma z bagna napisał/a:
Cudowne ozdrowienie i pozbycie si? na?ogu - niemo?liwe.


To ju? wykluczy?am na wst?pie. Pakowa?am si? w to z pe?n? ?wiadomo?ci?, ?e alkoholikiem jest si? ca ca?e ?ycie.

wied?ma z bagna napisał/a:
Relacje z alkoholikiem - trudne.


I widzisz tu jest pies pogrzebany. Ca?a esencja tego polega na tym ?e Judyta tego nie rozumie. Jest m?od? osob?, która pierwszy raz si? zakocha?a, hormony szalej? i ona tak naprawd? nie zdaje sobie sprawy jak to mo?e by? dla niej trudne. Jej si? wydaje ?e wystarczy si? nim zaj??, troch? go popilnowa?, wspiera? jak przysta?o na bratni? dusz? i on cudownie z tego wyjdzie. Adrian natomiast bardzo dobrze wie ?e siedzi w gównie po uszy. S?ysza?am ze jak alkoholik zda sobie spraw z problemu to ju? jest po?owa sukcesu. Tylko ?e on si? podda?, jemu nie zale?y, wegetacja mu odpowiada. Nie próbuje walczy? z na?ogiem bo uwa?a ze nie ma po co.

Tak to chyba widz?. Przynajmniej na razie, bo widz? dwie mo?liwo?ci rozwi?zania tej sytuacji. Jedn? dosy? drastyczn?.

I ju? wiem jak to jest z tymi happy endami. Generalnie ich nie lubi? bo wydaj? mi si? takie ma?o wiarygodne, ?e wszystko si? uk?ada i o rany mo?na si? by?o tego spodziewa?. Z drugiej strony kiedy planuj? sobie co? bez happy endu, bogatego w emocje to jednak mi szkoda tych moich bohaterów, Jednak oni w jakim? stopniu ?yj? mi w?asnym ?yciem i chc? by? po swojemu szcz??liwi. I jak ja im mog? to psu?? Nie mam serca :cry: Chyba przestan? si? czepia? autorów kiedy znowu zobacz? jaki? wy?wiechtany happy end. I te? znajd? wi?cej wyrozumia?o?ci kiedy spieprz? jakie? w?tek i popadn? w absurd. Wy nawet nie wiecie jak to ?atwo si? stacza z tym tekstem w dó?...

wied?ma z bagna napisał/a:
Ciekawa jestem jak za?atwisz spraw?. Wierz? w Ciebie


Te? jestem ciekawa xD dzi?ki za wiar? ;-)


wied?ma z bagna napisał/a:
jakbys zacz??a za bardzo sp?yca?, to Ci powiem


Na to licz? :D

AISA napisał/a:
A je?li chodzi o ten fragment:
"Koniec wieków ?rednich
Gdzie? w Europie "
to mi si? bardzo podoba? i bardzo mnie ciekawi co tam si? dzia?o dalej... Ale tak mi si? zdaje, ?e jakby ten w?tek poci?gn?? to mog?aby powsta? osobna powie?? ...


Musze to jako? zacz?? rozdziela? bo sama si? w tym gubi?, ale jako? tak te? g?upio mi za?o?y? jeszcze dwa tematy... To te? troch? takie bez sensu. A ten fragment to planuj? rozbudowa?, bo tu g?ównie chodzi o pog??bienie postaci Evy i braci Medvene. Chcia?abym ?eby?cie potym przestali j? postrzega? jako czarny charakter, ale to znowu trudne i nie wiem czy mi wyjdzie :(

Kometa - 2011-01-09, 21:31

Króciutka wstaweczka bo cierpi? na koszmarny brak weny. Ci?g dalszy noworocznego bonusa. Jako? mi si? to niepokoj?co przeci?ga...


* * *

Ostatnim co zapami?ta? nim otworzy? oczy, by? krzyk. Z?a emocja kr??y?a mu jeszcze w g?owie przyprawiaj?c o niepokój. Strach, z?o??, frustracja, bezradno??. Wci?gn?? gwa?townie powietrze chwytaj?c si? rzeczywisto??, zrzucaj?c z siebie ponure odczucia.

Te emocje nie s? twoje. Wyrzu? je ze swojej g?owy.

Lambert powoli rozejrza? si? po samochodzie. Stali. S?dz?c po tym co widzia? za oknami na stacji benzynowej. Blanka skulona pod jego ramieniem spa?a jak dziecko, ale Lambert wiedzia?, ?e to w?a?nie echo jej snu odebra?. I cho? nigdy nie s?ysza? jej g?osu, to wiedzia? ?e krzyk z koszmaru nale?a? do niej.
Po?o?y? jej r?k? na plecach, próbuj?c wyczu? s?ab? wibracj? serca. Móg? tylko przegania? jej koszmary, ale nie potrafi? sprawi? ?eby nie wraca?y. ?eby zapomnia?a.
Przednie siedzenia by?y puste, nie by?o te? Roberta obok nich. Obejrza? si? wi?c do ty?u, gdzie Filip ze s?uchawkami na uszach bawi? si? laptopem. By? sam, miejsce Dirka obok niego równie? by?o puste.

- Gdzie reszta? - spyta? ma?ego geeka, ostro?nie szturchaj?c go w nog?, ?eby nag?y ruch nie obudzi? Blanki.

- Poszli do sklepu – odpar? ?ci?gaj?c s?uchawki. - A Dirk na papierosa. Ty i Blanka spali?cie wi?c nie chcieli was budzi?.

- Gdzie jeste?my?

- W Elbl?gu. Amelia pruje jak szatan, to potwór za kierownic?. Zmieni?a Malkolma w Ostródzie i od tamtej pory mam pe?ne gacie.

Lambert tylko u?miechn?? si? nieznacznie. Mo?e przej?? by si? tymi rewelacjami gdyby nie fakt, ?e zima powoli zaczyna?a odpuszcza? i szosy nie by?y oblodzone, nie zalega? te? na nich ?nieg. Wierzy?, ?e pomimo swej lekkomy?lno?ci Amelia ma tyle oleju w g?owie ?eby nie wpakowa? ich do przydro?nego rowu.
Przeniós? wzrok na ma?y sklepik stacji benzynowej. Mina mu od razu zrzed?a, kiedy zobaczy? scenk? jaka si? rozgrywa?a niedaleko niego.


Dirk pali? papierosa przycupn?wszy sobie za ?cian? sklepu. Bawi? si? machinalnie swoj? lask? wystukuj?c ni? na asfalcie jakie? melodie zas?yszane niedawno w radiu. Mimo to us?ysza? kroki ju? wcze?niej, ale udawa? ?e jest inaczej, ciekaw co z tego wyniknie. Dobrze wiedzia? kto ma taki rytm chodzenia.

- Gdzie ci si? wydaje, ?e jeste?? - Rozpozna? od razu ten w?ciek?y warkot.

Malkolm nie czekaj?c na odpowied? wyrwa? mu papierosa z r?ki i zgasi? butem. Mo?e reakcja by?a zbyt gwa?towna, ale co? mu si? robi?o kiedy widzia? tego gnoja w pobli?u rzeczy ?atwopalnych. Gorsze 'co?' robi?o mu si? tylko wtedy, kiedy widzia? go w pobli?u swojej siostry.
To pieprzony piroman, psychol, socjopata. Wysadzi?by to miejsce w powietrze dla zwyk?ego ubawu. W ogóle w mniemaniu Malkolma Dirk na stacji benzynowej by? ziszczeniem jakiego? piekielnego koszmaru. A papieros by? tylko ma?? kropl? przepe?niaj?c? czar?, kiedy zobaczy? go pal?cego tu? po wyra?nym zakazem powieszonym na ?cianie sklepu. Teoretycznie Dirk nie móg? wiedzie?, ?e zakaz tam wisi, to musia? by? niefortunny zbieg okoliczno?ci, ?e wybra? akurat to miejsce, ale Malkolm i tak wiedzia? swoje. W jego opinii on wszystko robi? z premedytacj?.

- Zapomnia?e? wzi?? jaki? leków? - zainteresowa? si? grzecznie Dirk powoli podnosz?c si? z kucek.

Tr?ci? delikatnie Malkolma lask? w lewy but, aby zorientowa? si? dok?adnie jaka odleg?o?? ich dzieli. Od razu stwierdzi? ?e stanowczo za ma?a.

- Niech ci si? nie wydaje, ?e mo?esz sobie robi? co chcesz. - Malkolm kopn?? lask? przy swoim bucie, odrzucaj?c j? na bok. Dirk jednak spodziewa? si? takiej reakcji wi?c nie da? jej sobie wytr?ci? z r?k. - Mia?e? nie wychodzi? z samochodu.

- Wybacz nianiu – odpowiedzia? mu z u?miechem – ju? wracam.

Malkolm zacisn? z?by patrz?c jak Dirk nie?piesznym krokiem kieruje si? do auta. Adrenalina zacz??a powoli opada? i sam musia? stwierdzi?, ?e chyba jednak faktycznie troch? przesadza.
Ledwie zd??y? to pomy?le?, a ognisty pocisk ?mign? mu tu? ko?o ucha kieruj?c si? dalej prosto na zbiorniki z gazem. Malkolm z przekle?stwem na ustach, w ostatniej chwili pos?a? za p?omieniem pocisk z wody. Oba spotka?y si? dos?ownie tu? przed zbiorkiem, niweluj?c wzajemnie i wyparowuj?c w powietrzu.

- Wymskn??o mi si? – powiedzia? Dirk z rozbrajaj?c? min?.

Malkolm ju? bez chwili namys?u pu?ci? znami? na r?ku i pos?a? w stron? Dirka pot??n? fale wiatru. Dirk nawet nie drgn??, cho? dobrze s?ysza? co si? ?wi?ci, jednak nim uderzenie zd??y?o go dosi?gn??, tu? przed nim zmaterializowa?a si? Lambert i postawi? barier?. Pr?d powietrza rozbi? si? o ni? z gwizdem.

- Co wy do diab?a wyprawiacie?! - Lambert by? naprawd? w?ciek?y co u niego by?o rzadko?ci?.

- Roz?adowujemy z?e emocje – odezwa? si? Dirk za jego plecami, zupe?nie jakby nic si? nie sta?o.

Malkolm natomiast ju? nie próbowa? ataków magicznych, za to zbli?a? si? do nich spr??ystym krokiem i gro?n? min?, po czym nale?a?o wnioskowa?, ?e oto przysz?a pora na ataki fizyczne. I kto wie, pewnie i da?by Dirkowi po g?bie gdyby nie dobieg?a do niego Amelia. Zatrzyma?a go ledwie kilka kroków od obiektu swojej napa?ci. T? chwil? wykorzysta? Lambert na ostudzenie emocji. Z?o?? i agresja wisia?y w powietrzu i empata podj?? prób? zapanowania nad nimi.

- Spieprzaj Lambert! - Malkolm otrz?sn?? si? gwa?townie jak pies z wody. – Odwal si? od moich emocji, temu debilowi si? nale?y, widzia?e? co zrobi?? Celowa? w gaz!

- Jak mog?em w cokolwiek celowa? skoro nic nie widz?? - Dirk tylko wzruszy? ramionami.

- Obaj jeste?cie nienormalni, kto? móg? was zobaczy?! - Amelia równie? postanowi?a wtr?ci? do dyskusji swoje trzy grosze. - Rob narobi? w sklepie troch? zamieszania dla odwrócenia uwagi, ale to by?o wyj?tkowo g?upie!

Malkolm mimochodem zerkn? w stron? sklepu gdzie przez du?e okna dostrzeg? jak Rob dyskutuje ze sprzedawc? nad zawalon? pó?k? z napojami, a kilku klientów przygl?da si? temu z zaciekawieniem.
Natomiast Dirk po?o?y? r?k? na ramieniu Lambert i nachyli? si? do jego ucha.

- Kamery? - zapyta? cicho, a empata dopiero teraz u?wiadomi? sobie ?e stacje benzynowe s? zawsze solidnie monitorowane.

Bez s?owa znikn? pozostawiaj?c po sobie bia?y opar. Musia? szybko znale?? pomieszczenie z monitoringiem i pozby? si? nagrania. Cho? zwykle u?ycie magii zak?óca?o dzia?anie elektroniki, to jednak musia? sprawdzi?. Bo "zwykle" nie równa?o si? "zawsze".

- A tego gdzie ponios?o? - Amelia rozejrza?a si? podejrzliwie szukaj?c wzrokiem gdzie z powrotem zmaterializuje si? Lambert, ale bia?ego ch?opaka nigdzie nie by?o.

- Pewnie do ?azienki – podsun?? Dirk niefrasobliwie i dziarsko ?ciskaj?c lask? w d?oni ruszy? w stron? samochodu.

- Nie wierz? ?e on nie widzi – wyszepta? Malkolm do Amelii, wiedzia? ?e Dirk ma doskona?y s?uch. - Spójrz jak sprawnie i pewnie si? porusza. Szko?y móg? si? nauczy? na pami??, ale tutaj? Móg?bym przysi?c, ?e celowa? w moj? g?ow?.

Amelia tylko sceptycznie pokr?ci?a g?ow?. Przecie? widzia?a oczy Dirka. Kl?twa jego matki, odcisn??a na nich wyra?nie swoje pi?tno. Ch?opak nie widzia?. Ca?kowicie, kompletnie. I nieodwracalnie.

Dirk zatrzyma? si? tu? przy aucie, krótki skurcz z?apa? go w prawe przedrami?. Powoli i dyskretnie podwin?? r?kaw kurtki i opuszkami palców dotkn?? wystaj?cych ze skóry ograniczników. Platynowe pr?ty by?y ciep?e, delikatnie wibrowa?y Moc?. Dirk a? za dobrze wiedzia? co to oznacza.

- Ivo – szepn?? cicho i czeka? na fal? bólu, ale nic takiego nie nast?pi?o.

Fala Mocy odesz?a, a ograniczniki zacz??y gwa?townie stygn??. By? ciekaw czy ograniczniki Amelii zachowywa?y si? w ten sam sposób. Chocia? nawet gdyby, to pewnie by tego nie zauwa?y?a dopóki nie zacz??oby bole?. Jej zapewne nikt nigdy nie szuka? w ten sposób.


Kiedy wreszcie zaj?li swoje miejsca w samochodzie brakowa?o tylko Lamberta. Robert wróci? ze sklepu w?ciek?y, bo musia? zap?aci? za zniszczone napoje i rega?, i zapowiedzia? zarówno Malkolmowi jak i Dirkowi ?e ?ci?gnie z nich d?ug. Obaj nie skomentowali tego, za to Filip nie posiada? si? z rado?ci.

- Gdzie on si? podziewa? - zapyta? wreszcie wilko?ak maj?c na my?li Lamberta. - Spadajmy st?d jak najszybciej i tak nas tu zapami?taj?...

Lewie sko?czy? mówi?, a na tylnym siedzeniu mi?dzy nim a Blank? pojawi? si? empata. W prawym r?ku ?ciska? p?ytk? CD.

- Mo?emy jecha? – zarz?dzi? z ulg?.

Blanka unios?a brwi w pytaj?cym ge?cie i wskaza? na p?yt?. Amelia równie? si? ni? zainteresowa?a.

- Co to jest? - zapyta?a od razu.

- To? - Pokaza? im p?yt?. – To s? przysz?e problemy tutejszej ochrony.

To stwierdziwszy prze?ama? p?yt? na pó? i schowa? do kieszeni.




I kilka roboczych dialogów, które z du?? doz? prawdopodobie?stwa zostan? u?yt? w bonusowych wstawkach.

- My?li, ?e jeste? ?wirem.
- A ty co o mnie my?lisz?
- Nie my?l? o tobie. Gówno mnie obchodzisz.


- Prosz?, jak dobry tatu?.
- Ludzie by cie bardziej lubili gdyby? czasem zamkn?? g?b?.


- Nie martw si?, Corbin ma wszystko pod kontrol?.
- Kiedy ostatni raz Corbin twierdzi?, ?e ma co? pod kontrol? urodzi?o mu si? dziecko, a Lo?a zamkn??a go na rok, po czym karnie zes?a?a tutaj.

Czarownica - 2011-01-11, 22:53

Oj Kometko, jaka szkoda, ?e nie masz weny. Akcja rozwija si? ciekawie, od uczu? a? huczy, i jestem ciekawa co b?dzie dalej.
A mo?e by wszystkie te fragmenty jako? uporz?dkowa? i wstawi? ju? w ca?o?ci - ca?o?? lepiej si? czyta.

Przeczyta?am dzisiaj tytu? i znowu nie wiem czy si? cieszy?, czy p?aka?.
cieszy?, to jest tytu?, bo piszesz itp.
a p?aka? - bo chc? wiedzie? co to jest Szmaragdowa tablica. Chyba, ?e ju? gdzie? o niej jest, a ja mam skleroz? i zapomnia?am. Musz? wszystko jeszcze raz przeczyta?.

Kometa - 2011-01-11, 23:04

Có? historia mi si? niebezpiecznie szybko rozbudowuje i "Szmaragdowa Tablica" to tytu? dla pierwszej cz??ci tego co zaplanowa?am. To co czytacie w Noworocznym Bonusie to druga cz??? i ten tytu? ju? raczej do niej nie b?dzie pasowa?. Chocia?...
Tak czy inaczej to co czytacie w Noworocznym Bonusie nie jest pewne, bo jeszcze nie podj??am drobiazgowych decyzji odno?nie zako?czenia pierwszej cz??ci. Mo?e si? zdarzy? tak ?e w oficjalnym tek?cie nie pojawi? si? niektóre postacie z tego prostego powodu ?e ju? nie b?d? ?y?y. Ci?gle si? waham, wszystko przez cholerne przywi?zanie.

No i znowu Szmaragdowa Tablica jest czym? zaczerpni?tym z legend i niesamowitych opowie?ci, nie jest moim autorskim pomys?em. Cho? planuje dla niej w?asn? wersj? historii ;)


A, i chyba mam pomys? jak te wszystkie strz?pki uporz?dkowa?, ?eby si? wam lepiej czyta?o, nawet z moj? kapry?n? wen?, ale to potrzebuj? troch? wolnego czasu. Mo?e w weekend si? zabior? za porz?dki.

wiedźma z bagna - 2011-01-12, 00:21

Ej a ile Adrien ma lat? Bo mnie się jakoś widzi, że sporo starszy jest od Judyty. To może ona się tak samoistnie odkocha wskutek trudności związanych z różnicami międzypokoleniowymi+alkohol+pożycie ???
Alkoholik zazwyczaj dąży do tego, żeby udowodniż, że nie jest alkoholikiem i że ma kontrolę nad ilością i częstotliwością spożywanego alkoholu. Znaczy się -trwa na stanowisku, że pije bo chce i lubi, a jak zechce to przestanie.
Skoro Adrien wie, ale uważa, że nie ma po co rzucać, to nie jest to nawet 10% sukcesu.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group