Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Bayou Moon
Autor Wiadomość
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2011-09-21, 05:54   



Fragment:
Spoiler:

Her scent drifted down to him, her real scent mixing with the fragrance of soap. She smelled clean and soft . . . like a woman.
The wild in him lost its head, clawing at his insides.
Want. Want the woman.
“Lord Bill?” she asked.
His thoughts tumbled in a feverish cascade. Want . . . So beautiful . . . Standing so close and so beautiful. Want the woman.
“Earth to William?”
She was looking at him with those beautiful dark eyes. All he had to do was reach for her and he could touch her.
No. Wrong.
She hadn’t given him permission. If he touched, he would take her. Taking women without permission was wrong.
William pulled himself back, regaining control. The wild buckled and snarled and screamed, but he reeled it in, forcing it deeper and deeper. Remember the whip? Right, everybody remembered the whip. Everybody remembered being punished for kissing a girl without permission. The scars on his back itched, reminding him. Humans had rules. He had to follow the rules.
He was a changeling. And a changeling could never be sure if the woman wanted him unless he paid for her or she said so. This woman didn’t want him. She wasn’t taking her clothes off, she wasn’t trying to close the distance between them, and his instincts told him he couldn’t buy her.
She was off-limits.



Opinie osób które już to przeczytały są takie iż dwójka jest lepsza od jedynki.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2012-03-05, 19:33   

A takie mało pocieszające słowa odnośnie Ilonki: "Na wieści o Andrews trzeba poczekać :)" i "W kwestii jakiegokolwiek tytułu Ilony Andrews na razie wieści brak."

Średnio to wygląda.
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2013-10-26, 21:00   

Przeczytałam Bayou Moon i muszę stwierdzić, że zgadzam się z ogółem. Dwójka jest o wiele lepsza od jedynki. Ponadto, nie mam się do czego przyczepić. Rubież wypadła wspaniale. Moczary, bagna i stwory, te pradawne i te zmutowane, i magia ta z Dziwoziemi i ta bagienna, pierwotna. Fabuła osadzona w takim miejscu musi być ciekawa. Za każdym zakrętem rzeki, za każdym drzewem lądu coś się czai. Przeważnie mutanty. Przypominają trochę wytwory eugeniuków Hoddera. :mrgreen: Wspaniała atmosfera na rozegranie wojny w wojnie, bo przecież jedna waśń rodzinna to za mało żeby zrobić rozpierduchę dla zmiennego. Główna para również została świetnie wykreowana. Will pojawił się już w Na Krawędzi, ale nie znalazł tam swojej połówki, więc... musiał to nadrobić w tej części. I jak to w tego typu książkach bywa, przecież to nie tajemnica, znalazł, ale sposób w jaki to zrobił, a właściwie tło wydarzeń, było zarębiste. Pozostali bohaterowi równie wspaniali. Można by było o każdym z nich napisać oddzielną książkę. Powiem jedno. Trzeba zarezerwować sobie czas, żeby przeczytać Bayou Moon jednym ciągiem. Odrywanie się na dłużej nie jest wskazane.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
  
 
     
Kometa 
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Doppel X


Wiek: 32
Dołączyła: 10 Wrz 2009
Posty: 2621
Skąd: z Kosmosu
Wysłany: 2013-10-27, 00:12   

W 2014 Fabryka ma wydać po polsku Bayou Moon. Z jednej strony bardzo się ciesze z drugiej jest mi smutno bo to oznacza, że nie wyjdzie nic więcej ani Briggs ani Andrews w tym roku. Polityka wydawania Fabryki naszych ulubionych autorek to jedna książka rocznie którejś z nich. A że obu mają zaczęte dwie serie, to się trochę zejdzie >.>
_________________
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego
 
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2013-12-08, 14:15   

Wolałabym Kate, ale że to Bayou to jeszcze ujdzie. Również muszę tu podążyć za większością, bo druga część wypada rzeczywiście lepiej niż jedynka. Właśnie ze względu na bohaterów oraz fabułę. Spider spisuje się świetnie jako Ten Zły. Nie jest wariatem, opętanym żądzą zemsty, władzy czy kobiety. To jest tak dogłębnie pragmatyczny i inteligentny facet, że aż przeraża. Ponadto taki przeciwnik jest o wiele niebezpieczniejszy, ponieważ - poza nielicznymi wyjątkami - nie tak łatwo wyprowadzić go z równowagi i liczyć na to, że emocje przejmą nad nim kontrolę.

W Krawędzi naprawdę polubiłam Rose i jej rodzinę, Declana może troszkę mniej, ale też nie było źle. W Bayou główni bohaterowie podpasowali mi jeszcze bardziej. Szczególnie William i jego proste oraz bezpośrednie podejście do większości spraw i problemów. Jeśli uprawiał jakieś gry, to tylko wtedy, kiedy starał się zachowywać bardziej ludzko. U Cerise podobał mi się jej stalowy charakter, ale także jej delikatniejsza strona. Ta, która pokazywała, że owszem, dziewczyna jest zabójcą, nie waha się przed ostatecznym ciosem i robi, co do niej należy, ale zdaje sobie sprawę, że w Bagnie nie ma normalnego życia. Brak tu szkoły, do której można by posłać dzieciaki, a już najmłodsze z nich mają nieraz na koncie pierwszą śmierć. Marzyła o innym losie nie tylko dla siebie, ale i dla swoich przyszłych dzieci. Te myśli czyniły ją w moich oczach kimś więcej niż samą głową rodu, którą stała się tak nieoczekiwania. Była też kobietą, która podobnie jak Rose, oprócz ogromu obowiązków posiadała własne marzenia.

Fajne było to, że końcowa walka została mocno rozciągnięta. Nie rach ciach, jedna bitwa i po wszystkim, każdy poszedł szczęśliwy w swoją stronę, tylko trochę więcej kombinowania i zawiązywania kolejnych umów. Te kilka stron z Declanem przypomniały mi, że koleś nie składał się tylko z samych mięśni i arystokratycznej arogancji, ale miał niezły temperamencik. Widać, że dobrze się z Williamem uzupełniają.

Zakończenie nie jest tak przesłodzone jak w jedynce, rozczarowuje tylko jedna rzecz, która nie pasuje do charakteru postaci.
Spoiler:

Przez dumę, upór i generalnie gówniarskie zachowanie William i Cerise mogliby się już nigdy nie zejść, nawet jeśli byli oddaleni od siebie o jeden dzień drogi. Cerise mogłabym jeszcze trochę zrozumieć, wcale jej nie tłumaczę, ale gdzieś tam w głębi serca może i liczyła, że facet zachowa się jak facet i to on po nią po tym wszystkim wróci. William mnie rozczarował, bo wszystkie jego poprzednie myśli świadczyły o tym, że zrobiłby wszystko, aby zatrzymać Cerise, a kiedy przyszło co do czego, to nawet nie próbował się z nią spotkać i uzyskać od niej pewną odpowiedź, tylko czekał jak zagubione zwierzątko na swoim balkonie.



I tyle. Nie wiem, jak będzie z kolejnymi częściami, czuję, że Kaldar i Richard mogą nie podołać w starciu z Williamem i Cerise, ale przeczytamy, zobaczymy. :-)
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1465
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2014-05-23, 18:33   

Oksa napisał/a:
Spoiler:

Przez dumę, upór i generalnie gówniarskie zachowanie William i Cerise mogliby się już nigdy nie zejść, nawet jeśli byli oddaleni od siebie o jeden dzień drogi. Cerise mogłabym jeszcze trochę zrozumieć, wcale jej nie tłumaczę, ale gdzieś tam w głębi serca może i liczyła, że facet zachowa się jak facet i to on po nią po tym wszystkim wróci. William mnie rozczarował, bo wszystkie jego poprzednie myśli świadczyły o tym, że zrobiłby wszystko, aby zatrzymać Cerise, a kiedy przyszło co do czego, to nawet nie próbował się z nią spotkać i uzyskać od niej pewną odpowiedź, tylko czekał jak zagubione zwierzątko na swoim balkonie.



Spoiler:

Nie do końca się z Tobą zgodzę. To znaczy - za pierwszym razem, kiedy przeczytałam książkę w sierpniu, miałam identyczne odczucia. Jednak teraz, gdy zrobiłam to ponownie, zachowanie Williama, chociaż wciąż mnie denerwowało, przemawiało do mnie. Przy nim trzeba zawsze pamiętać, że to zmieniec, którego Akademia bardzo doświadczyła. Jeśli mowa o uczuciach czy ludzkich zachowaniach, ten człowiek jest po prostu uszkodzony. Być może nie wiedział jak się zachować. Może nie chciał zbyt naciskać na Cerise.



Poza tym powtórzę po wszystkich po kolei - powieść naprawdę mi się podobała. Bardzo. Po "Na krawędzi" nie byłam do końca przekonana do tej serii. Raz, że to nie Kate, dwa - to wciąż nie Kate. :mrgreen: :-P
Ale dałam radę, przemogłam się i wcale nie żałuję. Ilona to moja ulubiona pisarka, a "On the Edge" to jedna z moich ulubionych serii i przypuszczam, że będę do niej wracać tak często, jak do Kate.

O dziwo - kiedy przeczyta się drugi tom, potem trzeci, a jeszcze później powróci do pierwszego, to ten pierwszy wcale nie wydaje się taki gorszy, choć troszkę odstaje, bo brakuje powiązania do następnych. Tak jakby w pierwszym Ilona zapraszała wszystkich na imprezę, ale dopiero w drugim ją rozkręciła.
_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2828
Skąd: skc
Wysłany: 2014-12-22, 20:36   


Nie wiem, jak to się stało, ale nie przeczytałam wcześniej „Bayou Moon” w oryginale i z historią zapoznałam się dopiero teraz, przy okazji wydania książki po polsku. Naprawdę nie mam pojęcia, co mnie powstrzymało – książka musiała jakoś umknąć mojemu radarowi, a gdy na nowo się pojawiła, wiedziałam już o wydaniu po polsku, więc postanowiłam poczekać.

Uwielbiam ten duet pisarski – nie przypominam sobie, by kiedykolwiek mnie zawiódł. Nie inaczej jest w przypadku „Księżyca nad Rubieżą” – było, krótko mówiąc, super.

Strasznie podoba mi się świat Rubieży – z jednej strony bardzo inspirowany naszą rzeczywistością, z drugiej mimo wszystko tak odmienny, dużo bardziej niebezpieczny oraz po prostu zaskakujący, pełny niespodzianek, a także zabawny ze względu na komentarze bohatera odnośnie fauny i flory (zielony kot, a czemu nie?).

W tej książce mamy inny sposób prezentacji świata, niż to miało miejsce w przypadku „Na krawędzi”. Wprowadzony jest również nieco inny, ciemniejszy klimat – jest niebezpieczniej i bardziej śmiercionośnie, a dodatkowo brak tu tych słodziaków z jedynki, a i Cerise jest wojowniczką w nieco bardziej dosłownym znaczeniu niż Rose. Także William jest odmienną postacią od Declana – chociażby dlatego, że jest tak uroczo nieobeznany, szczery i bezpośredni, a z drugiej strony żadna z niego ciepła klucha. Choć miejscami autorzy ciutkę przesadzili, ale co tam. ;-)

„Księżyc nad Rubieżą” wciągnął mnie niesamowicie, zwłaszcza na początku, kiedy to prawie zarwałam nockę („a, przeczytam sobie z kilka rozdziałów przed snem” – taa, jasne :-P ). Autorzy bardzo ciekawie to wszystko ułożyli, aczkolwiek mam wrażenie pewnego zaburzenia proporcji między dążeniem do wyznaczonego Williamowi celu a dodatkowymi atrakcjami – pod pewnymi względami można oczywiście uznać, że droga naszego wilczka powinna się pokrywać z konfliktem rodzinnym, ale w gruncie rzeczy, czy na pewno? Brakowało mi tu zdania „Moje zadanie może poczekać, najpierw pomogę im” – wszystko było opisywane tak, jakby spór Marów był jednym z etapów misji Williama. Ważniejsze jednak jest to, w jaki sposób zostało potraktowane zakończenie – było zbyt krótkie (i wcale nie chodzi mi jedynie o to, że przez ten fakt zmniejszyła się ilość przyjemności czytelniczych). Na ostatnich kilkunastu stronach działo się naprawdę sporo, ale czytelnik otrzymał tylko skrawki – krótkie opisy efektów z pominięciem działań, które doprowadziły do owych. Przemknęło mi przez głowę, że autorzy wykorzystali prawie cały limit słów na wydarzenia wcześniejsze, więc resztę założonych punktów programu musieli upchnąć na pozostałych do wykorzystania stronach, których jednakże było zbyt mało. To taki jeden mankament, który też w jakiś sposób można jednak wytłumaczyć lub zignorować .

Widzę tam wyżej, że wszyscy są zgodni co do tego, że dwójka jest lepsza od jedynki, ale według mnie trudno ocenić. „Na krawędzi” miało uroczych braci, których nadal miło wspominam (pamiętacie tę scenę z batonikiem?), a „Księżyc…” ma uroczego Williama oraz nie tak urocze moczary. W obu książkach mamy silne bohaterki, które muszą sobie radzić z trudami życia i w żadnym razie nie są niezniszczalnymi heroinami. Moim zdaniem trudno porównywać te dwie powieści, ponieważ są różne i każda z nich ma silne strony, których nie można ignorować.

Całość „Księżyca…” mi się podobała – akcja była ciekawa, wciągająca, bohaterowie interesujący, silni, ale też niepozbawieni wad, mający na swoim koncie wzloty, jak i upadki. Bagnista część Rubieży również mnie zaciekawiła – nie tylko ze względu na faunę i florę, ale też sposób, w jaki w tamtych stronach działa społeczność. Rodzinka Marów, która do normalnych raczej nie należy, również była rewelacyjnym elementem i spokojnie mogłaby być tematem własnej książki. Krotko mówiąc: trzeba przeczytać. :-)
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
wiedźma z bagna 
Redaktor
...zakała rodu...


Dołączyła: 13 Sie 2010
Posty: 1293
Skąd: z błotnistych bagien
Wysłany: 2014-12-26, 18:22   

Zgadzam się z Soph.
Szczerze mówiąc, tym co mnie zaskoczyło, była właśnie odmienność obu tomów. Podświadomie oczekiwałam zbliżonego klimatu, a jest całkiem odmiennie. I tu wielki ukłon w stronę autorów. Często jest tak, że po kilku książkach danego twórcy, czytelnik już wie, czego może się spodziewać. Są inne postacie, inna sceneria - ale pozostaje charakterystyczny schemat.
Oczywiście świetni autorzy są w stanie uniknąć tej pułapki. Ale sądzę, że trzeba niesłychanie twórczego umysłu i niesamowitej elastyczności, aby mogło się udać.
Księżyc nad Rubieżą jak dla mnie potwierdza klasę pisarzy.
Momentami miałam co prawda wrażenie, że cel działania Williego jakoś się rozmywa, a raczej jego uwaga intensyfikuje się na czymś innym niż zadanie do wykonania. W sumie mało zaskakujące, ale nawet ożywcze - ze względu na dialogi bohaterów.
Dialogi to mocna strona tego duetu pisarskiego. Uwielbiam ich za to.
Podoba mi się również prowadzenie wątków pobocznych. Tyle ciekawych niuansów, które potrafią pogłębić zaangażowanie odbiorcy.
Na tym tle końcówka wydaje się rzeczywiście ekspresowa i jakby minimalistyczna.
trochę tego nie rozumiem, ale i tak bardzo mi się podobało ;-)
_________________
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org