Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
SPOILEROWNIA
Autor Wiadomość
Kometa 
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Doppel X


Wiek: 32
Dołączyła: 10 Wrz 2009
Posty: 2620
Skąd: z Kosmosu
Wysłany: 2012-12-16, 09:33   SPOILEROWNIA

Jako że cyfry poszły już w świat, zakładam temat do spoilerowania. W końcu będę mogła z kimś przedyskutować sprawę xD

Tu nie musimy oznaczać spoilerów, walimy jak leci, bez krępacji, wszystkie szczegóły i szczególiki fabularne. Enjoy!

Czarownica: a ja nie mam cyfry i co to będzie, przecież się nie powstrzymam i będę tu zaglądać i 9 stycznia już wszystko będę wiedzieć :-( :-P
_________________
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego
 
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1463
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2012-12-23, 13:42   

Książka przeczytana już tydzień temu, ale jakoś nie mogłam się zebrać do tego komentarza, więc może być nieco chaotycznie. :-P

Czarownica napisał/a:
Czarownica: a ja nie mam cyfry i co to będzie, przecież się nie powstrzymam i będę tu zaglądać i 9 stycznia już wszystko będę wiedzieć :-P :-P
No to z miejsca uprzedzam, że lepiej nie, bo mam zamiar zaspoilerować całą książkę! 8-)

"Bogowie" o wiele szybciej mi podeszli niż "Złodziej". Może dlatego, że po pierwszym tomie i opowiadaniu w jakiś sposób wiedziałam już, czego oczekiwać. Być może dlatego, że pomiędzy premierą jednego, a drugiego tomu jest całorocznie budowana przepaść, którą próbowałam sobie jakoś zakopywać poprzez wracanie do "Złodzieja".

Książka ogólnie jest bardzo dobra, lepsza od debiutu. Nie wiele można jej zarzucić, więc zacznę od tego co mnie denerwowało. :-P Podobnie jak przy "Złodzieju", tak i przy "Bogach" bardzo denerwowała mnie relacja diabełek-wiedźma-anioł. Nie powiem, że po "Złodzieju" nie spodziewałam się kontynuacji ich "związku". Ale momentami te wszystkie sytuacje poważnie mnie męczyły. Prawdopodobnie dlatego, że jestem osobą, która lubi wszystko stawiać na jedną kartę i nie boi się wyzwań. Tak więc te wszystkie ich umizgi, słodzenie, bawienie się w kotka i myszkę wywołało u mnie kilka westchnień. Dlatego też nie spodziewałam się, że po kilku rozdziałach tego pobłażania sobie, Dora w końcu spojrzy prawdzie w oczy i wybierze diabełka. Rozumiem, że Aneta potrzebowała parę spraw zakończyć i jestem świadoma, że ten wybór nie jestem całkowitym zamknięciem tej kwestii. Do finału, kiedy utworzył się triumwirat, takie oczyszczenie ich relacji wydawało mi się strasznie naciągane. Później też, ale już mniej. Po prostu nie mogę uwierzyć, że najpierw Joshua nie mógł przeżyć tego, iż miał ograniczenia, a w drugiej chwili dał im wolną rękę.

Z dystansem przyjęłam te wszystkie niuanse, w których Dora nie jest tylko super wiedźmą, ale ma też geny wilków i coś podłapała od wampirów. Tak najbardziej, to jestem ciekawa dokąd to wszystko prowadzi. "Bogowie" to dopiero druga część, a robi się coraz bardziej interesująco. ^^

Ten cały triumwirat na końcu wprowadził trochę chaosu w książce. Na początku myślałam, że Jezebel będzie "głównym przeciwnikiem" w tej odsłonie. To, że nim nie była, nie jest złe, ale po prostu zabrakło mi takiej równowagi. Dora miała dwóch przeciwników, przy czym tytuł wyraźnie wskazywał, że tamtejszym Mission Impossible będzie pokonanie boga, co też w początkowych rozdziałach było podkreślane, a wyszło na to, że poszła, pokonała, nie sprawiając, że za bardzo skoczyła mi adrenalinka, a później wróciła, żeby zmierzyć się z przeciwnikiem, który o wiele bardziej dał jej popalić, a wcześniej nawet nie był brany pod uwagę.

Tak rozmyślając nad tym lekko naciąganym oczyszczeniem relacji w trójcy i przeniesienie miana "Najważniejszego wydarzenia w książce" na furtkę do następnej części, która w ogóle to powinna być dodatkiem, stwierdzam iż.... "Bogowie" są po prostu łącznikiem pomiędzy "Złodziejem", a "Zwycięzcą". No nie ma bata. Sądzę, że po prostu Aneta musiała pozamykać wiele spraw ze "Złodzieja", doprowadzić bohaterów do porządku i dlatego właśnie wcześniej było mówione, że "Bogowie" i "Zwycięzca" powinni być wydani w krótkim odstępie czasu, bo równie dobrze, mogą być jedną powieścią podzieloną na dwa.

Spodobał mi się Roman. Co prawda, do Mirona mu daleko, ale chłopak sobie radzi. 8-)

Wcześniej (dużo wcześnej xD) napisałam, że kontynuacja jest lepsza od debiutu. Dlaczego? Ano dlatego, że posiada właściwie wszystkie te dobre cechy, co poprzednia, a jeszcze zaskakuje nowymi. Z naciskiem na "zaskakuje". Nie mogłam wyjść z podziwu, ile razy nie dałam rady przewidzieć kolejnych wydarzeń. Czytając książkę, odczuwałam lekkie napięcie. Zwroty akcji napadały w całkowicie niespodziewanych chwilach, przyspieszając akcję lub ją uatrakcyjniając.

W "Złodzieju" bardzo trudno było mi przyzwyczaić się do Dory, a co dopiero - utożsamiać się z nią. Główna bohaterka dość często mnie irytowała, przy czym, została obdarzona odmiennymi cechami charakteru co ja i dość mozolnie szło mi "oswajanie się" z nią. Co innego z "Bogami". Być może dlatego, że wcześniej przeczytałam wszystkie dostępne opowiadania, ale naprawdę przy "Bogach" czułam, że toleruję i szanuję jej wybory. Wiem, że to brzmi dość dziwnie - w końcu to tylko postać z książki, ale chodzi o to, że, kiedy już autor stworzy dobrych, pełnowymiarowych, różnorodnych bohaterów, to czytelnik zaczyna w jakimś stopniu się do nich przywiązywać, zastanawiać się, czy sam postąpiłby tak, a nie inaczej.

Dora była dynamiczną postacią. Ewoluowała od czasu "Złodzieja". Zaczęła się przywiązywać do innych, tworzyć własną rodzinę, dom. Nie powiem, że jej zachowanie od czasu do czasu mnie nie drażniło - podobnie jak długie przemówienia ( :-P ), ale jeśli przy "Złodzieju" czułam, że coś z niej będzie, to teraz to wiem. :mrgreen:

O.o Teraz wygląda to tak, że napisałam, że książka dobra, a później na nią napsioczyłam. :-P Ale to tylko dlatego, że mogłam sobie pospoilerować. ^v^
Czyli to wina Komety! O! :mrgreen: :mrgreen:

Czarownica: niech już będzie ten 9 styczeń :-(
_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2819
Skąd: skc
Wysłany: 2013-01-05, 14:39   

Łoooooo… Właśnie skończyłam „Bogów…”.

Jado, wychodzę z założenia, że wolisz czytać prawdę i poznawać prawdziwą opinię, a nie same pochwały i zachwyty, z których część mija się jednak z prawdziwymi odczuciami, a więc nie zamierzam się kryć z własnym zdaniem. Jeśli nie chcesz czytać moich narzekań, to przeskocz od razu do ostatniego akapitu .

Miałam nadzieję na naprawdę świetną książkę, a to za sprawą Komety, która się tym nieustannie zachwycała, zachwalała i emanowała wręcz entuzjazmem, jednak właśnie za sprawą takich rekomendacji czuję się zawiedzona, ponieważ oczekiwałam naprawdę dużo. „Bogowie muszą być szaleni” to zdecydowanie jest dobra książka, ale raczej nie sprostała wymaganiom i nadziejom. I wcale nie mam tu jakichś szczególnych zarzutów pod adresem akcji, przedstawionej historii, świata, a pod adresem bohaterów i ich relacji, nawet mimo że zostali świetnie zbudowani pod względem technicznym. Po przekręceniu ostatniej strony „Bogów..” Dora była (uwaga wymieniam) wiedźmą, namiestnikiem Starszyzny, po części wilczycą, po części wampirzycą, nieumarłą, matką wampirów, Mistrzynią, alfą stada wilków, ulubienicą Lucyfera, Gabriela i może nawet Boga (choć przy tym ostatnim „ulubienica” może nie być odpowiednim słowem, ale nie ma co ukrywać, że bohaterka posiada specjalne względy), opiekunką Witkacego, być może lada chwila członkiem Starszyzny, rozjemcą w kruchym porozumieniu z Trójprzymierza, podopieczną Anioła Stróża, detektywem (w dodatku obleganym), członkinią niespotykanego triumwiratu, a dodatkowo niemal gwiazdą świata magicznego. Coś pominęłam? To jest cholernie dużo funkcji, dziedzictw i mocy. I niemal wszystko to spotkało ją, lub pojawiło się, w tym jednym tomie. W którymś momencie zaczęłam się zastanawiać, kiedy dostanie moc supermana, stanie się kobietą pająkiem i okaże się, że jednym z jej przodków był Hulk, a innym Isztar, albo jeszcze lepiej – Kakus, czy może nawet Kubek z Filiżanką. Rozumiem, że potrzeba akcji, emocji, skomplikowania bohaterce życia, ale, kurde, bez przesady – gdyby to zostało rozplanowane na parę części, w porządku, może być, ale skumulowanie tego na ledwo czterystu stronach jest przesadą, tym bardziej, że w tle hasali bogowie, kłopoty, a i wojna powisiała sobie w powietrzu przez czas jakiś. Zamieszanie z bogami zostało stłumione, umniejszone, przygaszone przez ten nadmiar nadciągających nowości w życiu Dory, a także przez problemy uczuciowe. Myśląc „Bogowie muszą być szaleni”, pierwsze co widzę to uczuciowy trójkąt (Dochodzimy tym samym do tego, że książka ta miejscami bardziej przypominała mi PR niż urban fantasy, chociaż wiem, że do tego gatunku się nie zalicza. Zaburzenie proporcji.) oraz nabuzowana mocą i przodkami Dora, konflikt z bogami natomiast wlecze się gdzieś z tyłu, czai się jak nieśmiałe dziecko, które nie chce wychylać się przed osoby robiące wiele hałasu. Jest gdzieś w tle, ale, wbrew tytułowi, nie gra głównej roli.

Od razu przy bohaterach wspomnę jeszcze o tym, że poziom słodkich słówek, szczególnie na początku, był o wiele za wysoki – „diabełka” i „ptaszynę” jeszcze zniosłam, ale „kochanie”, „Kocie”, a nade wszystko „Leoś” mnie pokonały. Bardzo się cieszę, że po tej kumulacji w pierwszych rozdziałach poziom słodyczy opadł, bo bym nie zdzierżyła. Nie jestem fanką romansów, a zwłaszcza trójkątów, które to wprawiają mnie w furię. W tym przypadku dodatkowo bardziej, ponieważ zapałałam do Joshui sympatią, natomiast Dora i Miron już mnie zaczęli irytować. Przynajmniej parę razy pomyślałam „niech oni się wreszcie prześpią, może wreszcie to im pomoże się ogarnąć”, jednak powinnam wiedzieć, że trzeba uważać czego się sobie życzy. Od początku było wiadomo, kto będzie tym jednym jedynym, ale nie zmienia to faktu, że szkoda mi Joshui i bardzo bym chciała, aby można było wybrnąć z tej sytuacji inaczej. Tak, aby aniołek nie musiał odnajdywać w sobie pokładów zrozumienia i odpuszczać swoje potrzeby. Ba! Wynika z tego wszystkiego, że jeśli Joshua się stamtąd nie wyniesie, przez wiele lat (w końcu ciągły kontakt nie sprzyja zapomnieniu) będzie musiał sobie w ciszy cierpieć, patrząc na to jak kobieta, którą kocha, jest w związku z jego przyjacielem. Będzie miał tę parkę na wyciągnięcie ręki. Liczę, że przynajmniej ściany mają dźwiękoszczelne i nie będzie musiał ich słuchać po nocach. Uch, dobra, tyle, bo inaczej zaraz zacznę go traktować jak realną osobę. A tym samym oznacza to, że postacie nie są drewniane, mają dusze, indywidualne postawy, są praktycznie namacalni i wzbudzają sympatię. Gdyby były pustymi skorupkami, które tylko mówią i robią, ale nic poza tym, miałabym głęboko w poważaniu, co też się z nimi dzieje. A tak nie jest. A to się chwali. Bohaterowie zostali zbudowani naprawdę dobrze, sprawnie i plastycznie.

„Bogowie…” powinni przejść porządną korektę logiczną, ponieważ kwiatków uzbierałam sporo. Nie wszystkie zapamiętałam, ponadto część zostawiam osobie, która mi je uświadomiła. Ode mnie takie oto znaleziska:
Str. 244. Najpierw jest zdanie „Po kolana zapadłam się w błocie”, a dosłownie parę linijek niżej „popchnęło mnie na kolana w błoto”. No i pytanie: jak można upaść na kolana w błoto, kiedy owe kolana w owym błocie już są? Czyżby miała drugą parę kolan, no nie wiem, na łokciach? Wtedy wszystko gra.
W czasie ratowania Joshui Dora nie może się zdecydować, czy woda jest lodowata czy ciepła.
Dora ma również kłopoty z pamięcią. Ona, Joshua i Miron leżą sobie na łóżku u Juliany i następuje wtedy mniej więcej takie zdanie: „Pierwszy raz od dawna leżymy w trójkę nie dlatego, że żadne z nas nie potrzebuje ratunku”. A czyż noc czy dwie wcześniej nie leżeli razem, aby się doładować tudzież wzmocnić znaki na sobie nawzajem? Żadne z nich wtedy nie umierało, ani nie potrzebowało ratunku.
Na stronie 284 występuje zdanie: „muszę wracać do Thornu rozwiązać tę całą awanturę z bogami”, które to wskazuje, że owa sytuacja, cały ten problem z bogami jest jak bułka z masłem. Pięć minut i wszyscy wrogowie padną. Niemal jak „musze iść do sklepu, żeby kupić bułki”. Zresztą zdanie to tylko potwierdza wcześniejsze moje obserwacje. Dora poskromić potrafiła wszystkich: Konklawe? Sfora? Problematyczny wampir? Co to dla niej. Zachowywała się tak, jakby co najmniej posiadała potęgę pozwalającą ich wszystkich zmieść ruchem ręki lub miała już na karku stulecia. Czy może raczej to inni się tak zachowywali, z szacunkiem należnym komuś przynajmniej z setkami lat doświadczeń lub ogromną mocą. Rozumiem, że anzus dorzucił swoje trzy grosze, ale też nie przesadzajmy. Starszyzna zdawała mi się momentami jak dzieci czekające jedynie jak Pani Dora powie im, co mają robić, a także co ona sama ma zamiar. Nie zrozumcie mnie źle, postacie będące członkami Starszyzny i nie tylko były ciekawymi kreacjami, jednakże robienie z nich bezradnych sierotek w tych kilku momentach pokazuje jedynie, że wystarczy być pyskatą wiedźmą, która to ma na swoim koncie kilka osiągnięć, by móc kierować poczynaniami Starszyzny.

A i jest coś jeszcze. To nie jest wada, ale takie, hm, spostrzeżenie. Ilekroć, szczególnie na początku, czytałam „Dora”, widziałam Anetę. Jado, Twoja bohaterka jest tak do Ciebie podobna, że niestety miałam problemy w oddzieleniu Was od siebie. Nie pomaga też to, że Dora ma również inne imię, Jada, które jednoznacznie kojarzy się z Tobą.

Mimo wszystko książka mi się podobała. Z początku miałam problem z wczuciem się w akcję, jednak wraz z upływem stron udawało mi się to coraz bardziej, a ostatnie sto – sto pięćdziesiąt stron wciągnęłam niemal ciągiem. Było interesująco, szczególnie we fragmentach z Romanem (którego to jestem fanką, o!). Nawet mimo to co pisałam wyżej, chętnie czytałam rozdziały, w których trójca była razem, ponieważ jakby nie było, byłam ciekawa, jak ich relacje zostaną rozwiązane. Powtórzę też raz jeszcze – bohaterowie są świetnie wykreowani, plastyczni i, mimo wszystko, realistyczni! Myślę, że to tyle ode mnie, chociaż jestem pewna, że o czymś zapomniałam, jednak nie wiem o czym. Tak czy inaczej polecam. Serio. Osobom mniej ode mnie czepliwym „Bogowie muszą być szaleni” spodobają się najpewniej bez najmniejszych zastrzeżeń, za to z żądzą kolejnego tomu.
<barykaduje się w domu, oczekując na szturm osób niezadowolonych z powyższego>
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Kometa 
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Doppel X


Wiek: 32
Dołączyła: 10 Wrz 2009
Posty: 2620
Skąd: z Kosmosu
Wysłany: 2013-01-05, 15:31   

Jeśli chodzi o moje niezadowolenie Zofio, to tylko jedna taka rzecz wpadła mi w oko:

Sophie napisał/a:
Było interesująco, szczególnie we fragmentach z Romanem (którego to jestem fanką, o!)


Spadaj, byłam pierwsza!

Co do szeregu twych uwag - ja się z nimi w sporej części mogę zgodzić.

Do słodkich słówek już się zdążyłam przyzwyczaić plus to, że wiem w jakim kontekście i z jaką intonacją sama Aneta ich używa. Domyślam się, że na tej samej zasadzie wkłada te słowa w usta swoich bohaterów. Patrząc na to z tej strony, przestaje mnie to drażnić, bo rozumiem zależność i moc tych słów. Ale tak, przyznaję że też był moment że miałam z nimi problem.

Co do trójkąta, nigdy nie byłam, nie jestem, i nie będę jego fanką. Lubię Dorę, całkiem lubię Joshuę, ale Mirona nie trawię na każdej możliwej płaszczyźnie. Ja wiem co będzie dalej i wiem jak ta relacja się ustabilizuje, co pozwala mi poniekąd spać spokojnie, ale najspokojniejsza bym była gdybyż Mirona spotkał jakiś nieszczęśliwy wypadek. Co ciekawe widząc jak funkcjonują i działają we trójkę, widząc jak działa Dora z Joshuą, a jak działa Dora z Mironem stwierdzam, że to jest naprawdę do bani. Zwykle w każdej z trzech kombinacji obaj panowie robią to co Dora chce. Jeśli któryś się stawia to tylko Miron a robi to w najidiotyczniejszy z możliwych sposobów. Ciska się i wścieka jak nie przymierzając pięciolatek. Joshua się nie stawia w ogóle, choć ogólnie jeśli coś uważa za złe rozwiązania - rozmawia o tym. Próbuje tłumaczyć. Nie zachowuje się jak znerwicowany bachor z AD/HD.

Co do super mocy Dory - jest z tym później naprawdę sporo zabawy, więc absolutnie nie mam tego za złe Anecie. Też myślałam, czy nie przesadziła z tym mieszanym dziedzictwem, ale to generuje tak duże pole do działań i komplikacji Dorowego życia, że dla mnie bomba!


Sophie napisał/a:
Liczę, że przynajmniej ściany mają dźwiękoszczelne i nie będzie musiał ich słuchać po nocach.


A to się uśmiałam, tym bardziej że będzie miał coś znacznie gorszego xD
_________________
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego
 
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2013-01-05, 15:52   

Ja jeszcze czekam na wydanie (9 -tego pędzę do księgarni), ale te super moce mnie zachęcają - wreszcie laska - supermen, nie będzie musiała przegrywać, będzie mogła kopać tyłki ... ho, ho

Blair: Miałaś tu nie zaglądać! :-P

Sophie: Właśnie! Tak żem pospoilerowała, że Ty nie będziesz miała już niespodzianki! Niedobra Dorotka, niedobra! ;-)
 
     
Jada 
Autor
Wiedźma


Wiek: 38
Dołączyła: 15 Kwi 2012
Posty: 124
Wysłany: 2013-01-05, 16:11   

Sophie, ja szturmować twojego mieszkania nie będę, więc śpij spokojnie :)
Dzięki za uwagi. Jesteś czepliwa, ale taki twój urok i już przywykłam, więcej, jakieś perwersyjne upodobanie w tym znajduję. Na większość uwag nawet nie będę odpowiadać. Uznajmy to za recenzję wstępną, a autorowi z recenzentami kłócić się nie wypada. Jeśli już, to kilka wyjaśnień, ale całkiem luźnych i bez napinania się.
Co do podobieństwa mnie i Dory, nie wiem, pewnie spore. I, co już kiedyś mówiłam, ciekawi mnie, czy przy Nikicie też będą takie skojarzenia, bo jak dla mnie jest od Dory bardzo różna. Imię Jada, o święty paradoksie, nie jest od mojego nazwiska. Po hebrajsku oznacza roztropność, rozsądek. Wybrane przez Jemiołę miało być dla Dory jakby wskazówką i ochroną. Gdzieś tam o tym piszę, ale nie pamiętam w którym tomie. Moja wina, że na forum (czyli już po napisaniu książek i publikacji Złodzieja) właśnie takim skrótem się podpisałam, bo jakoś mi bardziej pasowało od imienia Aneta czy pełnego nazwiska, które niesie jakąś oficjalność, której chciałam uniknąć w naszych relacjach.
Co do radzenia sobie ze wszystkim i wszystkimi, nieco przesadzone - łatwo jednak nie jest, ale skoro już jest w coś wrzucona, prędzej zakasze rękawy i zacznie działać, niż siądzie w kącie i będzie narzekać, że za dużo i ona składa veto, niech ktoś inny się tym zajmie, zwłaszcza kiedy zagrożeni są ci, na których jej zależy. Taki typ, że gdyby okazało się, że jedynym sposobem uratowania przyjaciół jest zatańczenie tanga argentyńskiego z Gabrielem na księżycu, zaczęłaby szukać lotów na satelitę, ćwiczyć kroki tanga i kombinowała, jak zmusić Gabe'a do współpracy. I pewnie by jej się udało, jeśli nie logiką, to uporem, albo lobbowaniem. Co do mocy wszelakich, jak zauważyła Kometa, więcej z tym kłopotów niż korzyści, to zwykle punkt wyjścia do kolejnych komplikacji, bo nic nie przychodzi bez ceny, jaką trzeba zapłacić. Inna rzecz, że większość z nich nie wypłynęłaby nawet (jak bycie po części wilkiem), gdyby, jak sugeruje to w kółko Juliana i Katarzyna, trzymała się swojej rasy i nie zadawała z byle kim :D Tomów jest aż 6, w każdym jakoś te sprawy ustawiają akcję. Np cały tom 4 krąży wokół tego, co jest konsekwencją bycia wilkiem, alfą czy wampirzą matką. Co do reakcji otoczenia - mam wrażenie, że widać, że ktoś taki, zmuszający ich do mediacji czy zwykłej rozmowy, był bardzo potrzebny, czy to Dora czy byłby to ktoś inny, efekt byłby podobny. Jeśli wiesz, że grozi ci zagłada i pojawia się ktoś, kto ma choćby cień nadziei na ratunek (a nie jest to szarlatan, który zbudował Arkę Noego 2 dla nadnaturalnych), to spróbujesz. Przynajmniej tak działa moja logika.
Co do słodkości wszelakich. Well, chyba faktycznie mam zwyczaj (i dzielę go z Dorą) nie tyle do słodzenia, co do nadawania pieszczotliwych określeń. Coś mi mówi, że Kometa tego doświadczyła i stąd wyrozumiałość :) Kometo, czy ja już ci nadałam jakiś przydomek i tego nawet nie zarejestrowałam?
Cieszy mnie Sophie, że mimo tak wielu zastrzeżeń znajdujesz książkę zdatną do czytania i nie beznadziejną na wskroś. Może kolejne tomy podejdą ci łatwiej, a może dasz sobie spokój z Jadowską i tym co pisze. Nie mam żalu, nie można dogodzić każdemu. Tak czy inaczej, dziękuję za uwagi :)
_________________
 
     
WereWolf 
Moderator
...rodem z piekła...


Wiek: 33
Dołączyła: 25 Paź 2009
Posty: 1715
Skąd: sprzed monitora
Wysłany: 2013-01-05, 19:25   

Ufff, skończyłam. I napiszę, że początkowo było ciężko liczba "słodkości" w postaci kotków, ptaszyn i innych jakże słitaśnych określeń przekroczyła próg mej wytrzymałości. Należę do osób, które nie lubią zdrobnień imion oraz wszelkich pieszczotliwych określeń. Można by nawet rzec, iż jak ktoś słyszy taką formę z mych ust pod swym adresem to powinien zacząć robić rachunek sumienia (o ile je posiada), a już na pewno się bać. Oczywiście są wyjątki, ale tylko po to by potwierdzać tę regułę. To, w połączeniu z dorowo-aniołowo-diabli trójkącikiem, doprowadzał mnie do szału. Chwilami miałam myśli "no niech oni się już ze sobą prześpią, bo wytrzymać nie idzie". Na szczęście później się uspokoiło, bądź już przestałam zwracać uwagę. Ale wstęp był naprawdę trudną przeprawą.
"Przeraża" mnie też nadmiar skilli Dory.
Sophie napisał/a:
Dora była (uwaga wymieniam) wiedźmą, namiestnikiem Starszyzny, po części wilczycą, po części wampirzycą, nieumarłą, matką wampirów, Mistrzynią, alfą stada wilków, ulubienicą Lucyfera, Gabriela i może nawet Boga (choć przy tym ostatnim „ulubienica” może nie być odpowiednim słowem, ale nie ma co ukrywać, że bohaterka posiada specjalne względy), opiekunką Witkacego, być może lada chwila członkiem Starszyzny, rozjemcą w kruchym porozumieniu z Trójprzymierza, podopieczną Anioła Stróża, detektywem (w dodatku obleganym), członkinią niespotykanego triumwiratu, a dodatkowo niemal gwiazdą świata magicznego.

Jak do 6 tomu to się tak będzie rozwijać, to nam biedna wiedźma eksploduje z nadmiaru mocy. Jak to mówią, co za dużo to niezdrowo. A już na pewno mało realnie. Mimo że całemu Thornowi daleko do realności, to jednak są pewne granice.
Sophie napisał/a:
„Bogowie…” powinni przejść porządną korektę logiczną, ponieważ kwiatków uzbierałam sporo.

Oj tak, tak. Mogę powymieniać, prócz tych, które napisała już Sophie?
Ja albo jestem ślepa, albo mojej cyfrze czegoś brakuje, ale proszę, powiedzcie mi, w którym momencie Dora widzi Lokiego przechadzającego się po polu bitwy i zachwycającego powstałą masakrą? Bo we śnie, pierwszym z Badb tego nie ma, a ona później wspomina taką scenę. Coś przeoczyłam, wyparłam z pamięci?
Gdzieś na początku książki, po wywaleniu Gwidona gdy Dora nawiedza kuchnię, pojawia się zdanie "Wstawiłam czajnik." W domyśle ma być, iż za pewne na gaz czy co tam, lecz w mej głowie pojawił się obraz wiedźmy wstawiającej go do lodówki :-P
co tam jeszcze...hmmm... A! już wiem! Miron wycina z Dory urok, ale żeby opatrzyć ranę, bo przeca krew się leje, to już nikt nie myśli, ba! nawet nie wspomni. Tylko od razu figle migle. No rozumiem, byli napaleni, ale zakrwawianie partnera trochę psuje nastrój.
Pod koniec, gdy Miron umiera, Dora stwierdza, że modliła się do Pana po raz pierwszy od 17 lat. Hmmm... czy nie robiła tego przypadkiem parę miesięcy temu w piwnicy maga? I z tej okazji dostała anioła stróża?
To by było na tyle, z tego co pamiętam, choć kojarzy mi się, iż było coś więcej. Oczywiście literówki zwalam na cyfrę.

W którymś momencie, pada, iż Sara i Arie mieli dziecko. Pierwsze co pomyślałam - "to pewnie Dora, albo jakaś jej prababka/pradziadek. Będzie ciekawie". Proszę, powiedzcie, że się mylę. Ładnie proszę.

Mimo tych swoich wpadek i słodkości "Bogowie" są przyjemną lekturą, akcja, historia, bohaterowie - im samym nie można wiele zarzucić. Spodobała mi się Eleonora. I Olaf, wreszcie jakiś wilk nie robi tam za istotę, której mózg ma rozmiar odwrotnie proporcjonalny do rozmiaru ciała. Uśmiechnęłam się, gdy w środę w tv zobaczyłam Underworld, a akurat tego dnia czytałam fragment o przygotowaniach do balu. Dzięki Anecie zwróciłam uwagę na to, iż Selena nosi tam gorsecik z koszulką, wcześniej sadziłam, że to taki lateksowy kombinezonik jest ;-)
Czekam na dalsze części. Mam tylko nadzieję, że Dorze nie przybędzie zbyt wiele nowych mocy, choć zakończenie "Bogów..." wskazuje, że pewnie tak. I mam nadzieję, że jej kolejne tarapaty nie rozwiążą się tak szybko, zostawiając po sobie więcej śladów. No i może mała wizyta tym razem w niebie?
_________________
 
     
Kometa 
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Doppel X


Wiek: 32
Dołączyła: 10 Wrz 2009
Posty: 2620
Skąd: z Kosmosu
Wysłany: 2013-01-05, 20:08   

Cytat:
Jak do 6 tomu to się tak będzie rozwijać, to nam biedna wiedźma eksploduje z nadmiaru mocy. Jak to mówią, co za dużo to niezdrowo. A już na pewno mało realnie. Mimo że całemu Thornowi daleko do realności, to jednak są pewne granice.


Do 6 tomu będzie tylko obrywać rykoszetem tego co się za każdym z tych powiązań kryje. Rozumiecie - nałapała tego w pizdu już na wstępie, a potem to już się tylko z tym bujać trzeba xD Generalnie każda kolejna komplikacja będzie wychodzić z tych powiązań.

Cytat:
co tam jeszcze...hmmm... A! już wiem! Miron wycina z Dory urok, ale żeby opatrzyć ranę, bo przeca krew się leje, to już nikt nie myśli, ba! nawet nie wspomni. Tylko od razu figle migle. No rozumiem, byli napaleni, ale zakrwawianie partnera trochę psuje nastrój.


Cholera go wie, może tak lubi xD

WereWolf napisał/a:
Hmmm... czy nie robiła tego przypadkiem parę miesięcy temu w piwnicy maga? I z tej okazji dostała anioła stróża?


Eeeee... odmawiała modlitwę do anioła stróża właśnie. Nie do Boga bezpośrednio.

WereWolf: Modlenie się to modlenie się. Przeca to od Pana dostała Anioł Stróża, więc słyszał.

Cytat:
W którymś momencie, pada, iż Sara i Arie mieli dziecko. Pierwsze co pomyślałam - "to pewnie Dora, albo jakaś jej prababka/pradziadek. Będzie ciekawie". Proszę, powiedzcie, że się mylę. Ładnie proszę.


Ha-ha! :D A ja wiem, a ja wiem xD Ale nie bój się, to nie Dora :P

WereWolf napisał/a:
I Olaf, wreszcie jakiś wilk nie robi tam za istotę, której mózg ma rozmiar odwrotnie proporcjonalny do rozmiaru ciała.


E tam, Olaf. W 4 tomie poznasz więcej wilków. Ja osobiście najbardziej lubię Varga, który tam zadebiutuje.

WereWolf napisał/a:
No i może mała wizyta tym razem w niebie?


Czy to bedzie się liczyło jako spoiler jeśli napiszę: Bingo! ? ;-)
_________________
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego
 
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2819
Skąd: skc
Wysłany: 2013-01-05, 20:44   

Wiem, co miałam jeszcze dopisać, a o czym zapomniałam w poście tam wyżej. O okładce! Z początku nieszczególnie mi się podobała - była zupełnie inna od tej ze "Złodzieja dusz" (która bardzo mi się podobała, tym bardziej, że był to rysunek), a nade wszystko przypominała okładki serii o Stephanie Plum. W pierwszej chwili pomyślałam "O, nowa Śliwka", a dopiero po chwili zauważyłam nazwisko oraz tytuł, zatem zastanawiam się, czy to ma być jakiś chwyt na nieogarniętych ludzi lubiący Śliwkę? W zamieszaniu kupią "Bogów...", więc potem jeszcze kupią tom pierwszy, bo jak to tak zaczynać od drugiego? Takie dodatkowe podbicie sprzedaży? Dobra, ale ja nie o tym. Chciałam napisać, że już niemal się oswoiłam z nowym wyglądem serii (zostały mi jeszcze do zaakceptowania te białe krawędzie, ale spokojnie przyzwyczaję się), Dora ładnie się prezentuje (wie ktoś może, gdzie można znaleźć takie zacne okrycie wierzchnie? :mrgreen: ), Thorn w tle także - słowem okładka oddająca treść. Poza jednym szczegółem - co tam robi odznaka policyjna, hm?
Kometa napisał/a:
Sophie napisał/a:
Było interesująco, szczególnie we fragmentach z Romanem (którego to jestem fanką, o!)

Spadaj, byłam pierwsza!
Nie ma szans, nigdzie nie spadam.
Jada napisał/a:
Może kolejne tomy podejdą ci łatwiej, a może dasz sobie spokój z Jadowską i tym co pisze.
Wybieram bramkę numer jeden. Ciekawa jestem dalszych losów Dory, Mirona i, szczególnie, Joshui. Szkoda tylko, że na zapoznanie się nimi znów pewnie będzie trzeba czekać cały rok.
Kometa napisał/a:
Sophie napisał/a:
Liczę, że przynajmniej ściany mają dźwiękoszczelne i nie będzie musiał ich słuchać po nocach.

A to się uśmiałam, tym bardziej że będzie miał coś znacznie gorszego xD
O.O Nie chcę wiedzieć, nic nie chcę wiedzieć! Poczekam na "Zwycięzcę...", cobym miała niespodziankę. <szalona wyobraźnia pracuje, wymyślając najróżniejsze tortury, jakie mogą zafundować Joshui współlokatorzy>
Kometa napisał/a:
WereWolf napisał/a:
No i może mała wizyta tym razem w niebie?

Czy to bedzie się liczyło jako spoiler jeśli napiszę: Bingo! ? ;-)
Będzie, ale jako niegroźny.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
WereWolf 
Moderator
...rodem z piekła...


Wiek: 33
Dołączyła: 25 Paź 2009
Posty: 1715
Skąd: sprzed monitora
Wysłany: 2013-01-05, 20:51   

Cytat:
Poza jednym szczegółem - co tam robi odznaka policyjna, hm?

Zważywszy na coś w stylu Anch w tle, to bardziej jest odznaka Namiestniczki niż policyjna. Chyba że to jakiś sztylecik. Ale to i tak dodatkowy element niż w policyjnej. Chyba :-P


Sophie: Hm, muszę znaleźć większą wersję okładki.


Sophie napisał/a:
Kometa napisał/a:
Sophie napisał/a:
Liczę, że przynajmniej ściany mają dźwiękoszczelne i nie będzie musiał ich słuchać po nocach.

A to się uśmiałam, tym bardziej że będzie miał coś znacznie gorszego xD
O.O Nie chcę wiedzieć, nic nie chcę wiedzieć! Poczekam na "Zwycięzcę...", cobym miała niespodziankę. <szalona wyobraźnia pracuje, wymyślając najróżniejsze tortury, jakie mogą zafundować Joshui współlokatorzy>


Ale, że co? Joshua i Braga (bądź inna demonica/czarcica) zapałają do siebie miłością? :-P
_________________
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2013-01-06, 19:58   

Sophie napisał/a:
A i jest coś jeszcze. To nie jest wada, ale takie, hm, spostrzeżenie. Ilekroć, szczególnie na początku, czytałam „Dora”, widziałam Anetę. Jado, Twoja bohaterka jest tak do Ciebie podobna, że niestety miałam problemy w oddzieleniu Was od siebie. Nie pomaga też to, że Dora ma również inne imię, Jada, które jednoznacznie kojarzy się z Tobą.


Nigdy nie pomyliłabym Dory z Anetą ala Jadą. To dwie różne osoby. Może z wyjątkiem tego, że Aneta ala Jada w głębi serca chciała by być Dorą. Czasem taką a czasem inną. Może sama Jada się do tego nie przyznawać, :mrgreen: ale coś w tym jest. Co innego chcieć być taką jak ukochana bohaterka, a co innego nią być.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Jada 
Autor
Wiedźma


Wiek: 38
Dołączyła: 15 Kwi 2012
Posty: 124
Wysłany: 2013-01-06, 21:38   

Hlu, możesz wierzyć lub nie, ale życie bez bogów, pierzastych i wampirów jest przyjemne w swym spokojnym i nieśpiesznym trybie. Z jednym mężem też mniej kłopotów mam niż z 2 facetami. Nie zamieniłabym się. Lubię swoje życie jakim jest.
_________________
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2013-01-08, 15:25   

Jada napisał/a:
ale życie bez bogów, pierzastych i wampirów jest przyjemne w swym spokojnym i nieśpiesznym trybie. Z jednym mężem też mniej kłopotów mam niż z 2 facetami. Nie zamieniłabym się. Lubię swoje życie jakim jest.


Chodziło mi bardziej o cechy charakteru Dory niż jej życie osobiste. A w realu również nie brak bogów i tych złych. Pisząc posta miałam raczej na myśli tą wypowiedź:

Jada napisał/a:
Co do radzenia sobie ze wszystkim i wszystkimi, nieco przesadzone - łatwo jednak nie jest, ale skoro już jest w coś wrzucona, prędzej zakasze rękawy i zacznie działać, niż siądzie w kącie i będzie narzekać, że za dużo i ona składa veto, niech ktoś inny się tym zajmie, zwłaszcza kiedy zagrożeni są ci, na których jej zależy. Taki typ, że gdyby okazało się, że jedynym sposobem uratowania przyjaciół jest zatańczenie tanga argentyńskiego z Gabrielem na księżycu, zaczęłaby szukać lotów na satelitę, ćwiczyć kroki tanga i kombinowała, jak zmusić Gabe'a do współpracy. I pewnie by jej się udało, jeśli nie logiką, to uporem, albo lobbowaniem.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
destrakszyn 
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Ostra jak komar


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sie 2010
Posty: 974
Skąd: skc
Wysłany: 2013-01-11, 22:51   

Podczas czytania doświadczałam uczuć podobnych do tych, które opisywała Sophie, jednak u mnie dominował przede wszystkim niedosyt. Bogowie mają raczej przeciętną długość, ale po przerzuceniu ostatniej strony miałam wrażenie, jakby ktoś nagle wyrwał mi książkę z rąk, nie pozwalając doczytać - co kontrastuje nieprzyjemnie ze Złodziejem, który spełnił w zasadzie niemal wszystkie wymagania, które mu stawiałam. Teraz... teraz kroczyłam przez kolejne strony, nakręcałam się na rozstrzygnięcie wątku głównego, oczekiwałam epickiej potyczki albo chociaż ucieczki przed rozwścieczonym bogiem. I tego nie dostałam. Punkt kulminacyjny? Cóż, zbliżyłam się do niego i przezeń przeszłam, w istocie niemal go nie zauważając. Dopiero kiedy Dora wyniosła się z piekła, zorientowałam się, że wątek, który uznałam za wiodący (sugerując się tytułem i rozmiarami masakry, jaka się szykowała, gdyby Loki wygrał), się zakończył. Cichutko spakował manatki i ustąpił miejsca innemu pracownikowi, nieśmiało machając na pożegnanie, zamiast z wielką pompą kopnąć szefa (to jest Czytelnika) w dupsko. W ramach zemsty i zachowania twarzy, i coby bossowi w pamięć zapaść na zawsze i nieodwołalnie.

Przyczyna takich wrażeń leży zapewne w fakcie, iż ów główny wątek wydawał mi się mocno zaniedbany już od samego początku. Dobrze, kiedy powieść jest wielowątkowa, wiele spraw i różnych stron, z których protagonista dostaje w zad, ale tym razem... tym razem nie czułam tego zagrożenia, nie czułam strachu, kiedy była mowa o makabrze, jaka ma się dokonać. Owszem, bałam się wraz z Dorą o Joshuę, o Mirona (chociaż nie darzę go szczególną sympatią), o nią samą, ale nie cały czas, jedynie podczas owych fragmentów, kiedy zagrożenie było bezpośrednie i widoczne gołym okiem.

To jak z horrorami - jeden to typowy shocker, bazujący na zaskakiwaniu, nagłych dźwiękach i światłach, typowych zagrywkach pokazywania tego, co najbardziej jednostkę przeraża... i to jest w gruncie rzeczy czysta zabawa. Zaś drugi film cicho buduje napięcie już od samego początku, nie posługuje się tanimi sztuczkami, a subtelnie sugeruje, przedstawia perspektywy... pozwala wyobraźni pracować, widz sam się nakręca, nawet nie zauważając, że to robi. Po obu seansach będziemy mieć miękkie nogi, ale który zapamiętamy, który polecimy znajomym i dla którego zażądamy Oscara? Na pewno nie dla shockera.

Mamy tutaj paradoks, wiecie? Wyżej mówiłam o niedosycie, o zbyt słabej eksploracji wątków, a teraz jestem zmuszona pokręcić nosem na mnogość zdarzeń. Czy raczej na mnogość mocy, jakie się nagle Dorze dostały. W zasadzie nie miałabym nic przeciwko temu, ale to wszystko musiałoby być bardziej rozłożone w czasie, na większej ilości stron (czy nawet powieści), tak, aby na słowa:
Sophie napisał/a:
Dora była (uwaga wymieniam) wiedźmą, namiestnikiem Starszyzny, po części wilczycą, po części wampirzycą, nieumarłą, matką wampirów, Mistrzynią, alfą stada wilków, ulubienicą Lucyfera, Gabriela i może nawet Boga (choć przy tym ostatnim „ulubienica” może nie być odpowiednim słowem, ale nie ma co ukrywać, że bohaterka posiada specjalne względy), opiekunką Witkacego, być może lada chwila członkiem Starszyzny, rozjemcą w kruchym porozumieniu z Trójprzymierza, podopieczną Anioła Stróża, detektywem (w dodatku obleganym), członkinią niespotykanego triumwiratu, a dodatkowo niemal gwiazdą świata magicznego.
zareagować ogromnym, przyjemnym zaskoczeniem (Boże, jaka ta Dora się zajebista zrobiła! Teraz będzie wszystkim kopać tyłki!), a nie pełnym rezygnacji przytaknięciem (Boże, jaka ta Dora się zajebista zrobiła... Teraz będzie wszystkim kopać tyłki...). Może w następnych tomach nie okaże się to tak świetne, jakim jest teraz, ale pamiętajmy, że wypowiadam się na temat konkretnej powieści. I wobec tego stwierdzam, że po prostu za dużo tego.

Ponadto widzę, że nie tylko mnie irytowały ciągłe zwroty czułościowe pomiędzy główną trójcą. Akurat "ptaszyna" mi podeszła, ale przy okazji innych czułostek z irytacją i zmieszaniem zastanawiałam się jedynie, czy to ja i moi znajomi mamy toksyczne relacje, że się w ramach okazania sympatii używamy złośliwych ksywek i obelg. A potem, hm, potem zaczęłam te słówka ignorować. Udawałam przed samą sobą, że ich nie ma, co nie znaczy, że znikały.

Wyżaliłam się, teraz czas na plusy. :-)

Najgłówniejszy, najważniejszy i największy...

WITKAC!!!

Nadal mi go mało, ale to zawsze coś! Mam dwa żądania: primo, Katia niech zabiera łapska od mojego lubego :evil: (co prawda ów luby jeszcze nie wie, że nim jest, ale mój głos liczy się za dwa, a on sam nie ma nic do powiedzenia w tej sprawie, zatem sprawa przesądzona), secundo, chcę opowiadania o Witkacym! Proszę...? :c Aha, i jeszcze trzecia kwestia, wszelkie Witkacowe fanki proszę uprzejmie o odłożenie broni i spokojne oddalenie się z rękami na widoku, inaczej zrobię się bardzo nieuprzejma. Ten. Pan. Jest. Zajęty.

Leon też wiele zyskał w moich oczach, polubiłam go bardzo, ale stwierdziłam, że co za dużo to niezdrowo, obydwu bym nie wybroniła. :-) Mam nadzieję, że jego też będzie więcej w przyszłych tomach, jaj. :D Na na na na na... Witkac!

Ekhem. Kontynuując.

Mimo irytacji, jaką niekiedy wzbudzali we mnie bohaterowie, zżyłam się z nimi o wiele mocniej niż w przypadku Złodzieja. Trudno mi powiedzieć, co było tego zasługą - po prostu tak się stało i już. Zgadzam się z powyższymi opiniami – postacie zostały wykreowane nad wyraz dobrze, ja myślę, że powinnaś za to medal dostać, Aneto, a co! Bo, kurde, Dorze naprawdę parę razy udało się mnie zdenerwować, ale nawet na chwilę nie przestałam ją lubić i o ile racjonalna, poważna i doświadczona część czytelniczej osobowości warczała „niepokojąco przypomina Mary Sue”, to gdzieś tam w głębi serduszka z podziwem szeptałam "Boże, jaka ta Dora się zajebista zrobiła! Teraz będzie wszystkim kopać tyłki!" i chciałam brać udział w tym kopaniu tyłków! Jednak nie tylko koło Dory świat się kręci; ci, których lubiłam od początku – moja sympatia się pogłębiła (Joshua jest taaaki uroczy... żeby nie wspomnieć o moim faworycie :D ), zaś postaci, na temat których nie potrafiłam się jednoznacznie wyrazić, wzbudzili w mojej głowie jeszcze większy zamęt (o dziwo mam na myśli Bruna :-P ). Opisy również świetne, ja nie mam większego problemu z fragmentami, które wymieniła Sophie – wiem, że ciężko jest zawsze wszystkie takie błędy wyłapać lub w ogóle uniknąć, zwłaszcza, gdy pisze się w pewnym odstępie czasowym. Wybaczam. :-)

Zaś co do fabuły jeszcze – wyżej narzekałam na brak odpowiedniego punktu kulminacyjnego i nieodpowiednie potraktowanie wątków, ale przyznam, że nie przeszkadzało mi to w niecierpliwym wypatrywaniu, co dalej, zarówno w przypadku boskiego zakładu, jak i starcia z Jezebel. :-)

Podsumowując raczej niezgrabnie wyrażone odczucia po zakończonej lekturze – było kilka rzeczy, przez które się krzywiłam, ale w ostatecznym rozrachunku mogę porównać powieść do cytryny. Krzywię się, ale nie mogę przestać ich jeść. Uwielbiam cytrusy. :-)
_________________


Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.
 
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2013-01-13, 12:44   

No, wreszcie książkę przeczytałam i stwierdzam, że pozostał mi niedosyt - pewne tajemnice się wyjaśniły, a pewne rozpoczęły. Dobrze, że jest tu wyjaśnienie Komety i Jady, że następny tom powinien wyjść szybko po pierwszym, bo są mocno powiązane - to mi wiele wyjaśnia.
Jeśli chodzi o nadmiar mocy - to mi wcale, a wcale nie przeszkadza, tym bardziej, że Dora mimo wszystko wszechmogącą nie jest, a i moc momentami odbija jej się czkawką (jak choćby w przypadku babuni). Poza tym, nieraz czyta się o męskich supermenach, obdarzonych nie wiadomo jaka mocą - kobiety tez tak powinny mieć :-)
Jeśli chodzi o zdrobnienia - to mam odmienna od Was reakcje i mi się one podobają (może z wyjątkiem Leona, ale właściwie i on może być). Po prostu, Dora już taka jest, to współczesna dziewczyna, a u współczesnych ludzi często takie zdrobnienia funkcjonują. Szczególnie przypadło mi do gustu "ptaszyno", bo wg mnie (choć oczywiście mogę się mylić) to zdrobnienie jednocześnie pieszczotliwe i ironiczne - w końcu Joshua ma skrzydła, a jako taki z ptakiem się może kojarzyć.
Natomiast nie pasuje mi tytuł, bo moim zdaniem odnosi się tylko do jednego wątku, a do drugiego, równie, a może nawet ważniejszego - nie.
Ale książka mi się podoba, i właśnie zaczynam czytać ją po raz drugi, żeby sprawdzić, czy przy pierwszym czytaniu czegoś nie przeoczyłam. Bo mogłam tak zrobić, kiedy rzuciłam się na książkę jak wygłodniały pies na mięso.
Oby następny tom szybko wyszedł.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org