Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Ostanio obejrzane - Polecamy /odradzamy filmy
Autor Wiadomość
Lilu
[Usunięty]

Wysłany: 2013-01-13, 13:39   


Tytuł: Róża
Reżyser: Wojciech Smarzowski

Opis dystrybutora:
Lato 1945 roku, tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej. Tadeusz, polski żołnierz, któremu wojna zabrała wszystko i niczego nie oszczędziła, dociera na Mazury, na ziemie, które przed wojną należały do Niemiec, a po wojnie zostały przyznane Polsce. Odnajduje wdowę po niemieckim żołnierzu, którego śmierci był świadkiem. Mieszkająca sama w dużym gospodarstwie Róża przyjmuje Tadeusza chłodno, pozwala przenocować. Tadeusz odwdzięcza się za gościnę pomocą w obejściu. Róża, choć się do tego nie przyznaje, potrzebuje czegoś więcej - przede wszystkim ochrony przed szabrownikami, którzy nachodzą jej gospodarstwo. Stopniowo Tadeusz poznaje przyczyny jej samotności... Na tle krajobrazu wyniszczonego przez wojnę, gdzie nadzieja stała się narzędziem propagandy, między dwojgiem ludzi z odległych światów rodzi się miłość... niemożliwa?

Moja opinia: Warto zobaczyć, żeby wiedzieć co się teraz robi w kinie polskim. Smarzowski, jak to Smarzowski, podaje nam historię ciężką i przygnębiającą, są złe czasy i złe uczynki, które trudno przezwyciężyć, twardy realizm, jest też dobra muzyka i praca kamery, nawet polscy aktorzy, za którymi nie przepadam, stają na wysokości zadania. Z pewnością nie jest to film radosny - więc nie polecam oglądania w smutny, depresyjny wieczór - ale przy innej okazji jak najbardziej.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 23
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2608
Skąd: skc
Wysłany: 2013-03-28, 21:45   


Dziewczyna w czerwonej pelerynie (Red Riding Hood)
Czas trwania: 1 godz. 40 min.
Produkcja: Kanada, USA
Premiera: 7 marca 2011 (świat)
Reżyseria: Catherine Hardwicke
Scenariusz: David Johnson
Obsada: Amanda Seyfried, Gary Oldman, Billy Burke, Shiloh Fernandez, Max Irons

Komentarz:
Cóż to za strasznie niedorzeczny film. Tak idiotyczny, że czasem aż śmieszny. Czasem, bo przeważnie jedynie irytujący. Bezsensowny do bólu, schematyczny (jedynie jedna rzecz zdołała mnie zaskoczyć), niewyróżniający się spośród innych produkcji. Najgorsze są jednak błędy i idiotyzmy wciskane przez scenarzystów. Ludziom mieszkającym w wiosce nie wydaje się dziwne, iż wilk nie pożera ludzi, zwierzęce ofiary owszem, ale ludzi? Ich tylko zabija w sposób mało widowiskowy i mało krwawy. Ale to przecież nadal według nich wilk. :roll: Dziwna jest też sprawa podłoża w wiosce – niby wygląda jak śnieg, ale ludzie hasają w krótkich rękawkach, nie marzną, w dodatku drzewka jakieś takie jesienne. Z drugiej strony zachowuje się on jak piach – tylko dlaczego na uczęszczanych drogach ma on postać luźnych frakcji, zamiast dobrze ubitej ziemi? Nagłe pojawienia się bohaterów, w dodatku mające miejsce w najbardziej odpowiadających akcji momentach, przemilczę. Scenografia nie powalała, charakteryzacja była lepsza, ale nadal przeciętna.
Ogólnie bezsensowne, że aż strach. Trudno jednak spodziewać się więcej po pani, która wyreżyserowała również Zmierzch.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1698
Skąd: z nicości
Wysłany: 2013-04-23, 06:14   

Niepamięć



Tytuł oryginału: Oblivion
Gatunek: akcja, fantastycznonaukowy, przygodowy
Reżyseria: Joseph Kosinski
Premiera światowa: 10 kwiecień 2013
Premiera w Polsce: 19 kwiecień 2013

Opis:

Rok 2077. Ludzkość opuściła planetę, ze względu na napromieniowanie. Jack, który stacjonuje na ewakuowanej Ziemi, znajduje w rozbitym statku kosmicznym tajemniczą kobietę.

Moja opinia:

Nie śledzę nowości filmowych, ale zupełnie przez przypadek Niepamięć wpadła mi w oko. Krótki opis fabuły mówi bardzo mało, ale zwiastun, który można znaleźć w sieci lub na stronach kin zaciekawił mnie na tyle, że postanowiłam pójść na niego do kina. Zbyt wiele więcej niż w opisie nie mogę zdradzić, bo film jest tak skonstruowany, że od razu wyszedłby z tego spoiler. Bez zdradzania mogę dodać, bo to nie tajemnica, że napromieniowanie planety wynikało z użycia atomówki w walce z obcymi. Przez cały film przewija się, jak mantra, jedno zdanie: Wygraliśmy wojnę, ale zniszczyliśmy planetę. Prawie cała ocalona ludzkość przebywa na księżycu Saturna Tytanie, a jej resztki na stacji kosmicznej Tet nad ziemią. Jack z Viki zajmują się pilnowaniem, aby ogromne stacje hydrologiczne mogły spokojnie czerpać wodę z ziemi dla potrzeb stacji kosmicznej Tet. Hydrologicznych stacji bronią drony przed Padlinożercami (obcymi), którzy walczą z dronami. Celem obcych jest zniszczenie stacji hydrologicznych. Jack zajmuje się reperacją dronów. Viki jest jego łącznościowcem. Na potrzeby ich misji została im wymazana pamięć. Jacka jednak nękają wspomnienia z czasów sprzed inwazji. Pewnego dnia wydarza się coś co zmienia postrzeganie świata przez Jacka.

Film ma chyba tyle samo zalet co wad. Do wad należy należy czerpanie z klasyki, z tego co już było.
Spoiler:

Stacja kosmiczna Tet przypomina monolit z odysei kosmicznej. Klony Jacka i Viki w Tet przypominają hodowlę ludzi w Matriksie, a otoczka zanosi WALL.EM.

Przez to film traci na oryginalności. Jeszcze tłucze mi się po głowie pewna niespójność, która nasuwa się od razu na początku. Jak można korzystać z wody, która jest napromieniowana (stacje hydro potrafią ją oczyścić)? Strefa napromieniowania od razu zajeżdżała ściemą, ale prawda mnie zaskoczyła i to jest duży plus. Trudno mnie zaskoczyć. Z kolei Viki? Było od razu widać, że coś jest z nią nie tak. Była inna od Jaka. Bała się planety, wszystkiego co żywe (rośliny, powietrza na zewnątrz bazy). Nie przejawiała żadnej ciekawości i tylko misja (tego nie wolno i tego też nie wolno). Na początku myślałam, że jest jakaś formą obcego, a
Spoiler:

była tylko chorą z zazdrości kobietą, która starała się tłumić swoje własne wspomnienia, bo pewnie takowe miała, jak Jack.



Podobał mi się księżyc. Widok ziemi po apo, dno oceanu, wierzchołki słynnych budowli. Lot Jacka maszyną przez kanion (nadaje się super do gier i to już było w Top Gan, ale dalej jest spektakularne),
Spoiler:

rozpad tkanki ludzkiej po pocisku drona

Układ chronologiczny filmu też był fajnie zrobiony, szczególnie kocówka, która mówiąc szczerze również mnie zaskoczyła i nie do końca była dla mnie zrozumiana. Musiałabym obejrzeć film jeszcze raz.
Spoiler:

Zaskoczyło mnie, że Morgan Freeman znalazł się w kapsule zamiast Jule. Naprawdę uwierzyłam, że Jack i Julie zginą razem dla dobra ludzkości. To też duży plus, choć kwestia mędrca, że to bilet w jedną stronę, powinna mi coś zasugerować. Nie zrozumiałam jednak, którym z kolei (trzecim) jest Jack na ostatnim kadrze filmu. Był w mundurze tego drugiego.



Myślę, że o tym filmie szybko się zapomni. Reżyser jakoś zbyt mało wyraziście zaakcentował bohaterów na tle fajnej fabuły. Nie mogli się wybić, aby oczarować widza. Byli tłem dla tła.

Moja ocena: 6,5
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 31
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2013-06-12, 21:31   

Ode mnie dwie propozycje na odprężenie (czyt. poniekąd trochę na odmóżdżenie :-P )



Tytuł: Hansel i Gretel: Łowcy czarownic (2013)
Reżyseria i scenariusz: Tommy Wirkola
Czas trwania: 1h 28 min.


Oto zupełnie nowe spojrzenie na klasyczną baśń. Hansel (Jeremy Renner) i Gretel (Gemma Arterton) dorośli. Poradzili sobie z traumą z dzieciństwa i stali się znakomicie wyszkolonymi, zawodowymi łowcami czarownic do wynajęcia. Pewnego dnia jednak trafiają na godnego siebie rywala, wroga tak złego i przebiegłego, że pokonanie go wymagać będzie od nich wykorzystania wszystkich umiejętności, broni i całej odwagi, by ujść z życiem.

Komentarz: Idealny film na poprawę humoru oraz odstresowanie. Pełen błędów merytorycznych, z trochę kiczowatymi efektami specjalnymi i dość przewidywalny, ale niech to, oglądając go bawiłam się super :-D W sumie ma to, co trzeba, jeśli ma się ochotę na tanią i nieskomplikowaną rozrywkę - makabryczny humor, który miesza się z nawiązaniami do współczesności, szybką akcję i wiedźmy takie, jak należy, czyli powykręcane, obrzydliwe i obsceniczne. Prawda, że brzmi ciekawie? :mrgreen: Trudno mi coś więcej o tym filmie napisać, wiadomo, że Ameryki tam nie odkryli. Fabularnie na pewno widziałam lepsze blockbustery, ale daje radę. Można polecić.



Tytuł: Pitch Perfect (2012)
Reżyseria: Jason Moore
Scenariusz: Kay Cannon
Czas trwania: 1h 52 min.


Beca (Anna Kendrick), studentka pierwszego roku na Uniwersytecie Barton wstępuje do "The Bellas". Jest to dziewczęcą, szkolna grupa wokalna. Beca wnosi potrzebna dawkę energii do repertuaru zespołu i razem z koleżankami, bierze udział w konkursie kampusu rywalizując z męskim zespołem.

Komentarz: Nudziło mi się koszmarnie i miałam ochotę obejrzeć coś związanego z muzyką. Fabuła, jak to zwykle w takich produkcjach bywa, jest przewidywalna aż do bólu, a jednak ogląda się go z przyjemnością. Jest całkiem zabawnie, a niektóre aranżacje piosenek oglądam na youtubie po kilka razy. Sympatyczny film, także również polecam na odprężenie.
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1698
Skąd: z nicości
Wysłany: 2013-09-29, 08:42   

Oksa napisał/a:


Tytuł: Prometeusz, 124 min
Premiera 20 lipca 2012
Gatunek: akcji, dramat, sci-fi, thriller
Reżyseria: Ridley Scott
Scenariusz: Damon Lindelof, Jon Spaihts

Moja opinia: Film stanowi dla mnie jednocześnie rozczarowanie oraz ciekawy wstęp do dyskusji nad padającymi w nim - nie wprost - odpowiedziami. Zacznę od zarzutów.

Bohaterowie. Masakra. Papierowi. W ogóle do siebie nie przywiązują, co więcej, część z nich nazywa się doktorami i specjalistami, a zachowaniem wyznacza nowe kursy debilizmu. Niezły, bo podchodzący zdroworozsądkowo i heroiczny był kapitan Janek, ale nic poza tym. Na początku nieco irytująca, lecz później o wiele ciekawsza dr Elizabeth Shaw oraz wspaniały android David. Niewinna minka, dążenie do celu. Wspaniale zagrane przez Fassbendera. Reszta - kompletnie mnie nie obchodzili, Theron była wręcz żałosna. To nie były postacie drugoplanowe, tylko kukiełki. Po kiego grzyba na planetę poleciał towarzysz Shaw, dr Halloway, skoro nic pożytecznego tam nie zrobił? Podczas eksploracji okazał tylko swoją głupotę zdejmując hełm w totalnie obcym środowisku (przecież komputer powiedział, że można oddychać, no co?), a po powrocie upił się. I podziękujemy.

Sporo aspektów fabularnych było przewidywalnych, inne natomiast rozwiązania były strasznie sztuczne, aby tylko akcja poszła w efektywniejszym i bardziej emocjonującym kierunku.

Szczegóły w spoilerowni :-P
Spoiler:

Zaczynając od początku.
1. Co takiego przeciwko archeologom miał geolog, ten najbardziej krzykliwy, Fifield? Nie rozumiem tego zacietrzewienia. Przyleciał, dostał kasę, jest na statku badawczym - no to zajmują się odkrywaniem, a rzuca się jak nieopierzony kogucik. Baardzo irytująca postać.

2. Wspomniane zdjęcie hełmu, bo można oddychać. Serio? Obca planeta, ale koleś był tak zakochany w swojej wizji Inżynierów, że hulaj dusza, piekła nie ma, na bank nie ma co się obawiać i zachowywać wszelkie względy bezpieczeństwa.

3. Geolog i biolog nie potrafiący znaleźć drogi powrotnej. Nie wiem, co tu nawet napisać. Dwa gamonie? Kapitan, którego dwaj członkowie załogi zostali na lądzie, a on idzie sobie spokojnie pobzykać nie zostawiając po sobie żadnego zastępstwa. Jakbym wróciła na statek, to bym walnęła w ryj.

4. Coś wychodzi z wody, jest obcą istotą, która ewidentnie przejawia ruchy obronne, a biolog (!) przemawiając do niej jak do jakiejś pieprzonej kochanki pozwala się dotknąć. Dostał na co zasłużył, nagroda Darwina idzie do pana.

5. Dr Halloway został zainfekowany. Statek badawczy przyszłości nie przewiduje natomiast możliwości objęcia go staranną kwarantanną, tylko "ta przeklęta karierowiczka" Vickers musiała aż go spalić żywcem w obronie reszty załogi.

6. To, że Weyland żyje, a cała wyprawa dotyczy próby ratowania jego życia było przewidywalne aż do bólu. To, że Vickers jest jego córką w pewnym momencie także.

7. Scena poświęcenia załogi i kapitana - sztuczne strasznie. Głupie żarciki, zero emocji, przyszło poszło. Strach, złość, rezygnacja, ale jednak głębokie postanowienie, że nie pozwolą zniszczyć Ziemi - nic, tylko jakieś kiepskie teksty i radość, jakby mieli po wszystkim pójść razem na piwo.

8. Upadający statek, coś jak drzewo, a panienki uciekają dokładnie po linii jego spadku. A wystarczyło jak Shaw tylko troszkę w bok się poobracać w ostatniej chwili. No patrzcie, jakie proste. Vickers już niestety na to nie wpadła i pozostała na swoim kursie do samego końca.

9. Końcowa scena, w której Inżynier idzie po Shaw - zero napięcia. Gdyby to jakoś zwolnić, rozciągnąć nieco w czasie, dać muzyczkę, przestraszyć nieco widza. No nie, nic dosłownie. Wlazł, ta napuściła na niego obrzydliwy owoc swojej miłości i zwiała. No gdzież tu chwila oczekiwania, strach i napięcie?



A teraz ciekawsze kwestie filozoficzne. Strasznie tego dużo, dlatego odwołam się do tekstu, który w bardzo dużej mierze pokrywa się z moim spojrzeniem na ten film odnośnie poszukiwanych Stworzycieli. http://zawrotglowy.wordpr...ridleya-scotta/

Spoiler:

Odnośnie zainfekowania Hallowaya dodałabym, że David nie tylko miał podać próbkę innemu człowiekowi, żeby sprawdzić co się stanie, ale jego wybór absolutnie nie był przypadkowy. To Halloway najczęściej z lekceważeniem przypominał mu, że nie jest istotą ludzką i w jakiś sposób myślę, że David wybrał go jako swoją mysz doświadczalną, pomimo tego, że przecież jest robotem, a uczucie złości powinno mu być obce, prawda?



Ogólnie: film trwał ponad 2 godziny, a ja mam wrażenie, jakby minęła godzina. Niestety nie w pozytywnym znaczeniu. Otóż odniosłam wrażenie, że jest niepełny, nie wywołał we mnie pożądanego napięcia, a bohaterowie w większości byli miałcy i anonimowi. Efekty, muzyka, to wszystko było piękne, ale zabrakło mu tego czegoś + moje osobiste zarzuty w spoilerowni. Ze względu na postać Davida, problem stworzenia i unicestwienia, zestawienie wiary z suchą logiką jestem w stanie nieco podnieść mu ocenę. Film zaprasza do dyskusji, dlatego, że odpowiedzi nie są podane wprost, istnieje wiele możliwości interpretacji, dzięki czemu zachęca do poszukiwań. Zachęca do podzielenia się własną wizją. Ale wykonanie, ta sztuczność, no nie poszło dobrze, tak, jak by mogło.


Całkowicie zgodzą się z opinią Oksy. Do zarzutów mogę dodać jeszcze jeden.
Spoiler:

Doktor Shaw jest robocopem. Nie ważne jak dobra byłaby technologia. Ale ona zaraz po zaszyciu brzucha biega skacze, uprawia sporty ekstremalne. To się kupy nie trzyma



Jednego nie mogłam do końca zrozumieć
Spoiler:

Czemu tylko dr Halloway zaraził się po zdjęciu hełmu. Czemu nie reszta?

_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Kometa 
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Red Blooded Woman


Wiek: 30
Dołączyła: 10 Wrz 2009
Posty: 2612
Skąd: z Kosmosu
Wysłany: 2013-09-29, 12:35   

hlukaszuk napisał/a:
Jednego nie mogłam do końca zrozumieć
Spoiler:
Spoiler:


Czemu tylko dr Halloway zaraził się po zdjęciu hełmu. Czemu nie reszta?



Spoiler:

On się nie zaraził poprzez zdjęcie hełmu. Zaraził go David, dorzucając mu jakieś świństwo do napoju, który mu podał. Dziwię się, że to przeoczyłaś, bo David tak bezczelnie umoczył mu palucha w szklance, że ja na jego miejscu już bym tego na pewno nie wypiła...

_________________


“…and put a kitchen chair in the boot, which presumably he brought along to have a bit of a sit down because murder can actually be, you know, quite exhausting.”

I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego
 
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1698
Skąd: z nicości
Wysłany: 2013-09-29, 19:22   

Kometa napisał/a:
Spoiler:

On się nie zaraził poprzez zdjęcie hełmu. Zaraził go David, dorzucając mu jakieś świństwo do napoju, który mu podał. Dziwię się, że to przeoczyłaś, bo David tak bezczelnie umoczył mu palucha w szklance, że ja na jego miejscu już bym tego na pewno nie wypiła...



Nie mam pojęcia jak mogłam tego nie wyłapać. Będą to powtarzać. Przyjrzę się. Tylko jaki motyw przyświecał sprawcy? Zwykły eksperyment?

Skyfall (2012)



czas: 2 godziny i 23 minuty

gatunek: Sensacyjny

produkcja: USA, Wielka Brytania

premiera: 26 października 2012 (Polska) 23 października 2012 (świat)

reżyseria: Sam Mendes

scenariusz: Neal Purvis, Robert Wade, John Logan

Opis:

Lojalność agenta 007 wobec M zostanie wystawiona na próbę, kiedy z siedziby MI6 zniknie ważny dysk z danymi. James Bond będzie musiał wytropić i złapać tajemniczego przestępcę.

Moja opinia:

Kto nie zna słynnego Jamsa Bonda? Chyba nikt. Odtwórca głównej roli jakoś nie podszedł mi od początku. Może dlatego, że dla mnie nie jest przystojny, a powinien być. Może mam dziwny gust. Po prostu mi nie podpasował do wizerunku wykreowanego przez poprzedników. Casino Royale mi się podobało. Quantum of Solace nie miałam przyjemności obejrzeć (pewnie w tym czasie nie było promocji na Canal+), a Skyfall nie podszedł mi całkowicie. Jedyne co mi się podobało to piosenka, jak zresztą zawsze. Co mi nie podeszło. Wszystko. Biedny, skrzywdzony, którego wszyscy wykorzystują chłopczyk. Łzawa historyjka, tania sensacja. Momentami nawet nudny. Mało nie usnęłam. W pewnym momencie nawet naszło mnie skojarzenie z Kewin sam w domu.
Czy polecam.
Dla fanów serii na pewno. Te niewydarzone wersje trzeba znać, ale dla reszty nie koniecznie. Na pewno nie warty ceny biletu ani płytki do domowej biblioteczki. jeśli macie inną alternatywę do wyboru na sobotni wieczór wybierzcie co innego. Nawet na dziewczynach Bonda nie można było zawiesić oka, co jest niedopuszczalne.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 31
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2013-10-28, 11:26   

hlukaszuk napisał/a:
Nie mam pojęcia jak mogłam tego nie wyłapać. Będą to powtarzać. Przyjrzę się. Tylko jaki motyw przyświecał sprawcy? Zwykły eksperyment?

Odsyłam do mojego spoilerka :-D
Spoiler:

Odnośnie zainfekowania Hallowaya dodałabym, że David nie tylko miał podać próbkę innemu człowiekowi, żeby sprawdzić co się stanie, ale jego wybór absolutnie nie był przypadkowy. To Halloway najczęściej z lekceważeniem przypominał mu, że nie jest istotą ludzką i w jakiś sposób myślę, że David wybrał go jako swoją mysz doświadczalną, pomimo tego, że przecież jest robotem, a uczucie złości powinno mu być obce, prawda?



Co do Bonda, to mi aktor cudownie wręcz podpasował. Lubię to, że jest przystojny w nieoczywisty sposób, męski. :-) Zgadzam się, że Casino Royale jest najlepszą część. Zarówno fabularnie na najwyższym poziomie, cały czas akcja oraz cudowna Eva Green jako dziewczyna Bonda. Nie jako dama do uwieszenia na ramieniu, ale ktoś o wiele więcej. Dwójka również bardzo mi się podobała. Trzecia część jest najgorsza fabularnie. Nie ma tam niemal żadnego większego zaskoczenia, jakiejś skomplikowanej zagwozdki. Taka trochę sztampowa historia. Za to Bond jako starzejący się agent przedstawiony świetnie. Podobało mi się, ale było za spokojnie.

EDIT



GRAWITACJA, 2013


Gatunek: Dramat, Sci-fi (nie wiem, gdzie to science fiction niby jest)
Produkcja: USA, Wielka Brytania
Premiera: 11.10.2013 (Polska), 28.08.2013 (świat)
Reżyseria: Alfonso Cuaron
Scenariusz: Jonas Charon, Alfonso Charon

Opis: Dwoje astronautów (Sandra Bullock, George Clooney) szuka sposobu przetrwania, kiedy ich stacja zostaje prawie całkowicie zniszczona przez szczątki satelity.

Moja opinia: Powyższy opis bardzo dobrze oddaje nawet nie zarys, ale całą fabułę tego filmu. Nie uświadczysz w nim skomplikowanej sieci intryg, błyskotliwych dialogów czy też wybitnych kreacji postaci. Nie o to w tym filmie chodzi. W zasadzie można powiedzieć, że jest on bardzo prosty w swej konstrukcji. W kosmosie przydarza się katastrofa, członkowie ekspedycji próbują przeżyć. I to będziecie oglądać przez półtorej godziny – próbę przetrwania w niesamowitym i przerażającym miejscu, jakim jest kosmos.

Opinie o tym filmie są bardzo skrajne, od piań zachwyconych widzów po nazywanie go przereklamowanym - jeśli chodzi o efekty specjalne – dnem, w którym nic się nie dzieje, szitem, który nie ma głębi i w ogóle jest bez sensu (WTF?). Nikt nie sprecyzował, o jaką głębię miałoby chodzić. Jasne, jest prosty, ma wszystkie te cechy, które widz poszukujący inteligentnego scenariusza, a o których wspomniałam wyżej, będzie uważał za wady. Czy można ukazać walkę o utrzymanie siebie przy życiu bez jakichkolwiek innych aspektów (typu wpływ polityki międzynarodowej, wzajemne, skomplikowane interakcje bohaterów, zgłębienie psychiki postaci, spiski, konszachty, zamachy – rozumiecie, całą tę otoczkę) jako głęboką? W mojej opinii jak najbardziej.

O bohaterach nie dowiadujemy się jakoś szalenie dużo, ale aktorom i tak udało spełnić się w swoich rolach doskonale. Clooney
Spoiler:

pomimo bardzo krótkiego czasu filmowego

świetnie zagrał doświadczonego astronautę, Matta Kowalskiego, który z godnym podziwu spokojem i pogodą ducha zachowuje zdolność do trzeźwego osądu sytuacji, bez względu na warunki. Nie ukrywam, że bliżej mi było jednak do postaci granej przez Sandrę Bullock, dr Ryan Stone. Może dlatego, że pomimo przebytego treningu, w sytuacji kryzysowej dawał o sobie znać jej brak intuicji – wrodzonej czy nabytej przez doświadczenie – do zachowania się w kosmosie. Poradziła sobie świetnie, ale z tej dwójki, jako laikowi, wiadomo, że łatwiej było mi się utożsamić ze Stone. Bullock jest bardzo naturalną aktorką. Poprzez kilka niedługich dialogów i monologów oraz, głównie, poprzez grę ciałem i mimiką twarzy doskonale pokazała całą gamę emocji osoby walczącej w tak trudnych warunkach – od paniki po rozpacz aż do niezłomnej determinacji.

Trzeba powiedzieć otwarcie, że Grawitacja mocno bazuje właśnie na emocjach. Jedna z pierwszych scen po deszczu odłamków, Ryan zostaje odłączona od stacji i zaczyna dryfować w kosmosie – pierwsze kilkanaście minut filmu, a ja już zostałam wessana w akcję, wciągnęłam się w ten film, a uczucie napięcia opuściło mnie dopiero po ukazaniu się napisów końcowych. Wyobraźcie sobie taką sytuację – dryfujesz sama w kosmosie, bez wsparcia silnikowego, aby pokierować swoim kursem, tracisz z oczu innych uczestników misji, wpadasz w panikę, a przyspieszony oddech zabiera ci cenne zapasy tlenu. Zgroza. Ja potrafię zobrazować to sobie bardzo dobrze, ponieważ kiedy myślę o wyprawie w kosmos i niebezpieczeństwach z tym związanych, jest to pierwsza rzecz, którą widzę w głowie.

Przejdźmy do tematu efektów specjalnych, bo nie da się o tym filmie mówić bez podjęcia tej kwestii. Widywałam komentarze, typu, co takiego niezwykłego jest w tym, co pokazali w Grawitacji? Lepsze rzeczy osiągają specjaliści w tych czasach. No właśnie, cóż może być w tym niezwykłego. Tylko Ziemia pokazana z perspektywy osoby przebywającej w kosmosie, tylko wspaniała gra światła i odcieni, kiedy Słońce pokazuje się po jednej stronie planety, tylko doskonale dopracowane szczegóły, które cieszą oko. Dodajmy do tego ścieżkę dźwiękową, którą bardzo często w filmie odgrywa… cisza. I sprawdza się znakomicie. W innych, bardziej dramatycznych momentach za podkład służą świetnie współgrające z obrazem utwory, niektóre takie hollywoodzkie, dość efekciarskie, ale całość daje naprawdę chwytający za serce efekt.

Jako, że jestem laikiem do kwadratu, to nie denerwowały mnie różne występujące tu nieścisłości, typu nieunoszące się włosy czy spowalnianie obrotu wokół własnej osi podczas dryfowania. Nie wiem, nie znam się, przeczytałam kilka opinii znawców z ciekawością i sporo osób przyznało, że starano się w filmie zachować pewną realistyczność, ale nie udało się uniknąć potknięć.

Rozumiem różnorodność opinii o Grawitacji. Ja wyszłam z seansu w stanie uniesienia, a mój mąż był po prostu zadowolony z filmu. Myślę, że podeszłam do całości bardzo emocjonalnie, chłonęłam każde piękne ujęcie oraz kibicowałam bohaterom w ich walce. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak silnie dopingowałam postaci filmowej. Zakończenie, ponownie, w stylu hollywoodzkim, ale spokojnie można je przełknąć.
Spoiler:

Mogliby już sobie darować to, że Ryan wstaje i człapie w dal, rozumiemy, kobieta walczy teraz do samego końca, ale serio, niechby już leżała szczęśliwa na tym piasku i by wystarczyło.



Polecam jak cholera.
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 23
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2608
Skąd: skc
Wysłany: 2014-04-19, 20:17   


Tytuł: Niezgodna
Tytuł oryginału: Divergent
Produkcja: USA
Premiera: 4 kwietnia 2014 (Polska); 18 marca 2014 (świat)
Reżyseria: Neil Burge
Czas trwania: 139 min
Obsada: Shailene Woodley jako Beatrice "Tris" Prior
Theo James jako Cztery
Ashley Judd jako Natalie Prior
Jai Courtney jako Eric
Kate Winslet jako Jeanine Matthews
Ansel Elgort jako Caleb Prior

Komentarz:
Książkę czytałam jakiś czas temu, więc stwierdziłam: a co, film też obejrzę - no i w sumie nie żałuję. W zasadzie do obejrzenia przekonało mnie to, że aktorka, która gra główną rolę, będzie można też zobaczyć w „Gwiazd naszych wina” w roli Hazel - warto było więc sprawdzić, z czym mamy do czynienia. W mojej (dość niewprawnej) opinii dobra z niej aktorka, a GNW nie powinno zostać przez nią położone. :-) Obawiam się jednak o Ansela Elgorta, który to tutaj grał brata głównej bohaterki, Tris, a w GNW zagra drugą główna postać – ale może się wyrobi i nie będzie taki deczko drewniany, jak to miało miejsce tu. Nie umiem oceniać filmów – wiem jedynie, czy mi się podoba czy nie, więc może nie sugerujcie się szczególnie tym, co piszę. Natomiast jest coś, co idzie mi nieźle – ocena tego, jak fabuła przedstawiona w filmie ma się do książki. W tym przypadku powiem tak: jest naprawdę dobrze, biorąc pod uwagę to, od czego scenarzyści wyszli (patrz: powieść), ponieważ wyeliminowali chociaż część koszmarków wersji papierowej. Część niestety została, ale też przecież musieli na czymś bazować, a nie da się usunąć podstawowej cechy świata stworzonego przez autorkę, skoro ma to być dość wierna adaptacja. Ale nawet te pozostałe dziwactwa logiczne jakoś mi tu nie przeszkadzały, raczej w zasadzie umknęły mej uwadze. I dobrze.

Nie jest to może nadzwyczajnie rewelacyjny film, ale nie jest zły – chociażby w porównaniu do „Niesamowitego Spidermana 2”, który zraził mnie na reklamach samym zwiastunem (może nie powinnam oceniać całego filmu na podstawie urywków, ale te fragmenty wystarczyły, by pokazać mi jak wiele kretynizmów tam przeszmuglowano – takie iście amerykańskie kino sensacyjne dla idiotów). W każdym razie nie żałuję obejrzenia „Niezgodnej”. A swoją drogą, podobała mi się muzyka.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
attra 
Wielbiciel Ciemności


Dołączyła: 27 Mar 2013
Posty: 98
Wysłany: 2015-01-08, 11:48   

Ja ten film zobaczyłam podczas świąt. Nie czytałam książki, ale film mnie do tego zachęcił. Choć przyznam, że zacznę od tomu drugiego.
Co prawda ma się teraz ukazać film - kontynuacja Niezgodnej, więc nie wiem czy to dobry pomysł, bo zacznę porównywać film do książki.

Mimo kilku dziwnych pomysłów w filmie, to oglądało mi się go całkiem dobrze. Akcja poprowadzona była sprawnie i to co mnie niezmiernie wkurza w filmach młodzieżowych, czyli romans - tutaj było całkiem zgrabnie wplecione w główny wątek filmu.

Przez ponad rok miałam separację z TV i filmami ogólnie, za to teraz nadrabiam.
I muszę przyznać, że Niezgodna jest całkiem dobrym filmem.
_________________
książki to mój jedyny nałóg

Moje czytanie
http://miszmasz79.blogspot.com/
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org