Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Spoilerownia
Autor Wiadomość
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2820
Skąd: skc
Wysłany: 2013-08-05, 13:30   Spoilerownia

UWAGA SPOILERY, DUŻO NIEOZNACZONYCH SPOILERÓW.

JEŚLI NIE CZYTALIŚCIE „MAGIC RISES”, SIO STĄD! TO DLA WASZEGO DOBRA. PO PRZECZYTANIU BĘDZIE CZAS NA ZAPOZNANIE SIĘ Z TYM TEMATEM.


Nie wiem, czy uda mi się wypisać wszystko, co bym chciała, gdyż części już zapomniałam, ale się postaram.

WOW. Jestem zachwycona, całkowicie. RE-WE-LA-CJA. „Magic Rises” zdecydowanie trzyma poziom.

Początek był super – przeczytałam już go jakiś czas temu (co było też może moim błędem) i pomysł od razu mi się spodobał, tym bardziej pokazanie, że bohaterowie zostali wplatani w tę sytuację przez swoich poddanych – było doskonale widać, że to pułapka, ale wieść się rozniosła i Curran nie mógł się wycofać. To dobrze, bo tym samym autorzy pokazali, że bohaterowie są od czegoś zależni oraz że nie są głupi, a poza tym był to ciekawszy wstęp do powieści niż myślenie „lecim, zdobędziemy lek – to na pewno nie pułapka, uda nam się”. W dodatku bohaterowie odwiedzają stary kontynent, nareszcie dowiadujemy się czegokolwiek o Europejczykach – i jak widać wcale nie wygląda to tak najgorzej.

Hugh mnie zupełnie zaskoczył, nie sądziłam, że autorzy wyskoczą z czymś takim. Wielkie wejście generała Rolanda było całkiem szokujące, jego zachowanie, jego sposób bycia – to wszystko nie było do końca takie, jak bym się spodziewała po kimś o tej pozycji, ale też – to przyzwyczajenie z innych książek, gdzie potężni (z drugiej stron można się zastanowić, czy ta potęga Rolanda nie jest trochę wyolbrzymiana) są przedstawiani inaczej, nie tak normalnie. A to przecież Andrewsowie – oni potrafią tworzyć potężnych bohaterów bez uciekania się sztuczności i przejaskrawienia. Ich postacie są bardziej realistyczne – ci potężni są dość normalni, autorzy nie robią z nich nadludzi w pelerynach, z przerażającym błyskiem oku, uśmiechających się szyderczo itd. Nie potrafię chyba tego dobrze wyrazić – chodzi o to, że mimo iż są potężni, pozostają realni i nie robią szopki. Eh, bredzę. Dobra, nieważne.

Środek przekonywał mnie, że może być to tom nawet lepszy od „Magic Slays” – dosłownie nie można było być stuprocentowo pewnym czegokolwiek. Nic nie było do końca wiadomo, wszystko mogło pójść w dowolnym kierunku. Nawet coś tak pewnego jak związek Kate i Currana – spodziewałam się (i miałam nadzieję), że jednak autorzy nie szykują tu nagłego zwrotu akcji w postaci rozstania bohaterów i przejścia Kate na stronę Hugh – sytuacja wyglądała na praktycznie przesądzoną, można było myśleć, że to koniec, i nawet fakt, że logika krzyczała „to główni bohaterowie – nie mogą się rozstać, ani nie mogą zginąć!”, raczej nie przekonywał całkowicie, bo może autorzy wzięli przykład z G.R.R. Martina i postanowili powkurzać fanów, ekhm, chciałam napisać zaskoczyć fanów. Oj tak, zszokowaliby takim zwrotem. Ponadto cała ta sytuacja niosła w sobie ogromny ładunek emocjonalny. Nie ma co ukrywać, że w jakiś sposób „zżyłam się” z bohaterami – z Kate i Curranem przede wszystkim – i to możliwe rozstanie nie chciało mi dać spokoju, bo przecież „to nie może się tak skończyć”. Kolejne strony czytałam jak najszybciej mogłam – niestety nie aż tak szybko jak bym chciała, bo przecież musiałam rozumieć, co czytam. Odejście od komputera, równoznaczne z przerwaniem poznawania dalszych losów, było dla mnie wielkim problemem. Tak czy inaczej – akcja rewelacyjna – były zabójstwa, ataki, spiski, coś co wyglądało na zdradę i wiele więcej. Akcja gnała, cały czas coś się działo, cały czas ujawniane było coś nowego, akcja nie zatrzymywała się nawet na chwilę, nie nudziłam się nawet przez minutę – cudo!

Potem nastąpiło kilka słabszych stron – mianowicie mam na myśli te wszytki niesamowitości, które miały miejsce, a które troszkę mi tu nie pasowały, chociaż możliwe, że gdy (albo jeśli?) będę miała okazję przeczytać to po polsku, okaże się, że to było mylne wrażenie i mimo wszystko sytuacja pasowała do reszty, a ten moment wcale nie był słabszy.

Potem jednak znów się polepszyło i wzniosło na poziom, który reprezentował środek – akcja, wydawałoby się, że sytuacje bez wyjścia, możliwy ostateczny koniec (chociaż rozum mówi, że będą kolejne tomy, więc nie trzeba się aż tak bardzo martwić) – naprawdę można podziwiać. Były straty, ale to dobrze (to, że tak myślę, chyba źle o mnie świadczy?), ale to tylko dodaje emocji, bardziej działa na czytelnika. A potem cała ta sytuacja z „wszystko na nic” – rewelacja. :-) Spodziewałam się, że Christopher będzie miał jakieże szczególne znaczenie i swego czasu wyczytał coś w owych książkach Hugh, więc też nie byłam aż tak zaskoczona.

Nie do końca podobało mi się zachowanie Currana w stosunku do Kate, gdy chodziło o spisek – no bo co, nie powie jej, że jest w niebezpieczeństwie, i pcha się w tę idiotyczną sytuację z Lorelei, bo Kate nie umie kłamać?! To po prostu… No ale dobra, przyjmijmy tłumaczenia, niech ostatecznie zostanie, chociaż mnie osobiście to nie przekonało. Podobało mi się jednak, że Kate nie zapomniała wszystkiego od razu, by rzucić się mu na szyję i natychmiast wybaczyć – tym autorzy jeszcze bardziej urealnili Kate. W takiej sytuacji wyjaśnienie, w dodatku takie, nie mogłoby spowodować natychmiastowego wybaczenia (przynajmniej tak sądzę) i za to też ogromny plus dla Andrewsów. Tak właściwie książkę można analizować krok po kroku, a autorzy nieustannie dostawaliby takie plusy – właśnie za szczegóły, które może nie są same w sobie tak bardzo istotne, ale w ogólnym odbiorze wiele zmieniają – bo jakby nie było całość składa się ze szczegółów. Andrewsowie o nie dbają – zdają sobie sprawę, że jeśli tu będzie wszystko grać, czytelnik podświadomie najpewniej to zauważy, a książka od razu będzie wydawać się prawdziwsza.

Środek powiedział mi, że to może być książka nawet lepsza od „Magic Slays”, potem był trochę gorszy moment, ale następnie znów było dobrze. Ostatecznie myślę, że faktycznie „Magic Rises” może pobić dotychczasowego lidera. Ale pewna być nie mogę – nie, dopóki nie przeczytam obu tomów jeden po drugim, najlepiej po polsku.

Och, jak ja to chcę mieć na półce po polsku!

Teraz się zastanawiam, co dalej – w końcu seria miała mieć siedem tomów i ta część właśnie byłaby już bezpośrednim powodem konfrontacji, „Magic Breaks”, bo tak najpewniej będzie się nazywać siódmy tom, już powinien być ostatecznym rozwiązaniem. Nie wiem, co autorzy mogą zrobić, by w tym momencie odwlec wkroczenie na scenę Rolanda. On musi pojawić się już w następnej części, najdalej w ósmej. W dodatku Hugh wspomniał coś bardzo ciekawego – że może Roland chętnie miałby kogoś takiego jak ona w swoich szeregach, że może nie chciałby jej zabić. Nie mogę się doczekać, jak to dalej się potoczy, już wiem, że będzie mi się podobać, to Andrewsowie, a „Magic Rises” tylko potwierdza ich talent i wyczucie. :-D

Na koniec powtórzę raz jeszcze – REWELACJA. :-D
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1463
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2013-08-05, 14:16   

Zgadzam się z Sophie całkowicie. :)

Muszę powiedzieć, że po MR mam teraz takiego kaca książkowego jak nigdy. Zapewne przez fakt, że tak długo na tę książkę czekałam. Od początku do końca trzyma w napięciu, przypomina wszystkie te rzeczy, które sprawiają, że to dla mnie najlepszy cykl książek forever.


Osobą, która zdobyła w MR moje największe uznanie jest... Kate. Autorzy przedstawili ją wspaniale. Fakt - wcześniej dziewczyna nie była jakąś pospolitą i byle jak wykreowaną protagonistką, ale teraz... Andersowie pokazali, że Kate się boi. Pokazali jej strach, niepewność, przerażenie. Dali znać czytelnikom, iż - chociaż jest to dziewczyna zaradna, zabawna i energiczna - Kate boi się przyszłości. Boi się schrzanić coś z Julie. Z Curranem. A jednocześnie nie chce też, aby cokolwiek złego coś im się stało.

Curran był strasznie, strasznie wkurzający. :evil: Przez większość książki walczyłam z ogromną chęcią szturchnięcia nim. W głowie nie mieściło mi się ani jego zachowanie, ani późniejsze wytłumaczenia. Borze liściasty, chyba przeżywałam to bardziej od nich dwojga. :-P

Od lektury piątego tomu byłam prawie pewna, że zabijanie bohaterów w wykonaniu autorów jeszcze się nie skończyło, ale... Serio? Bea? Nie wiem co bez z niej zrobię - kobieta zaliczała się do kręgu moich ulubionych postaci. :<

Cały tom był tak pełen niespodzianek! Mahoń i ten jego monolog. Fakt, że niedźwiedź wspierał Kate i wreszcie powiedział jej, że należy do Gromady.
Derek i jego problemy z wyobcowaniem.
Hugh i ten jego dziwny charakter, dziwne podejście do Kate, dziwna opinia, że Roland będzie chciał się z nią pogodzić (czy tam ją sobie wziąć). Podsumowując, biorąc pod uwagę jego udział w poprzednich tomach nie miałam pojęcia, że Hugh będzie tak dziwnym i interesującym charakterkiem. :mrgreen:

Zakończenie interesujące aczkolwiek muszę powiedzieć, że w tym tomie było dla mnie za łzawo. Momentami za dramatycznie. Być może to przez to, że MR moim zdaniem jest najbardziej hmmm.... emocjonalnym?, uczuciowym? tomem z całej serii.

Aż czuć, że zbliża się wielki finał... :twisted:

I właśnie - co z tym siódmym tomem? Na razie wiadomo tyle, że na pewno właśnie tutaj zostanie rozwiązana sprawa Kate - Roland, a następne trzy części to zakończenie całej historii. Uzupełnienie serii. Jak to będzie wyglądało?

Ach! Zapomniałabym!
Bardzo się cieszę z rozwoju wypadków w kwestii Currana i Kate. Pierścionek, zaręczyny, ślub... Przynajmniej już wiemy, jak to wygląda u nich z małżeństwem. :)
_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2820
Skąd: skc
Wysłany: 2013-08-05, 18:24   

Blair napisał/a:
Curran był strasznie, strasznie wkurzający. :evil: Przez większość książki walczyłam z ogromną chęcią szturchnięcia nim. W głowie nie mieściło mi się ani jego zachowanie, ani późniejsze wytłumaczenia. Borze liściasty, chyba przeżywałam to bardziej od nich dwojga. :-P
Ja też! Gdybym go miała przed sobą w tamtym momencie, to bym mu strzeliła. Zdenerwował mnie i teraz będzie musiał pokutować - nie dostanie żadnych kocich przysmaków. :mrgreen:
Cytat:
Bardzo się cieszę z rozwoju wypadków w kwestii Currana i Kate. Pierścionek, zaręczyny, ślub... Przynajmniej już wiemy, jak to wygląda u nich z małżeństwem. :)
Dobrze że przypomniałam, o tym też miałam napisać - ja również się cieszę, że dowiedzieliśmy się, jak to z tym jest. I jak można zauważyć dziewczyny miały rację, z tego co pamiętam. Curran i Kate po prostu żyli na kocią łapę, co w społeczności zmiennokształtnych znaczy to samo, co w społeczności ludzi. Ślub jest tak samo ważny w obu grupach społecznych, a powodem takiego opóźnienia był fakt, że Kate na wspomnienie o dzieciach i ślubie wyglądała jakoby jak jeleń w światłach reflektorów samochodowych. Ja jej się absolutnie nie dziwię - z ojcem czyhającym na jej życie (tak myśli Kate), lepiej nie skazywać swojego potomstwa na cierpienia. Poza tym, co zostało pokazane w książce, Kate nie jest "domową" kobietą - potrzebuje walki, krwi, adrenaliny, zabijania - Hugh ciekawie to wszystko opisał.
Blair napisał/a:
Mahoń i ten jego monolog. Fakt, że niedźwiedź wspierał Kate i wreszcie powiedział jej, że należy do Gromady.
To było dziwne i też nie do końca rozumiem te zmianę - co takiego się wydarzyło, że zmienił zdanie? Jakoś trudno mi uwierzyć, że nagle doznał olśnienia - za tym musi kryć się więcej. Podobało mi się jednak to grupowe wstawiennictwo, solidarność z Kate. Ale też to, że to nie było wcale tak do końca - wystarczy tu przytoczyć strach Doolittle'a po leczeniu.

Tak poza tym - w Radzie Gromady jest szpieg - jestem strasznie ciekawa, kto to jest? Jak autorzy to rozwiążą - ktoś, kto rzadko pojawia się w książce (albo wcale), czy może ktoś zaufany? I jaki jest powód tej zdrady?

Blair napisał/a:
I właśnie - co z tym siódmym tomem? Na razie wiadomo tyle, że na pewno właśnie tutaj zostanie rozwiązana sprawa Kate - Roland, a następne trzy części to zakończenie całej historii.
To w końcu tak? A nie, że dopiero w dziesiątym dojdzie do ostatecznej konfrontacji/zjednania?

Poza tym: hej! Kate stworzyła coś w rodzaju krwawej zbroi - chyba nie wiemy wszystkiego o jej mocy, czy może od ostatnich tomów aż tak bardzo się rozwinęła?
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1463
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2013-08-05, 20:56   

Sophie napisał/a:
Poza tym: hej! Kate stworzyła coś w rodzaju krwawej zbroi - chyba nie wiemy wszystkiego o jej mocy, czy może od ostatnich tomów aż tak bardzo się rozwinęła?
O właśnie! To było niesamowite! Sama mam taką koncepcję, że ta umiejętność jest w niej, a przyszła nieświadomie. W jednym z tomów była taka akcja, że Kate przejmowała nowe słowo, a Saiman zauważył na jej ciele słowa mocy, czego ona sama nie pamiętała. Nie wiem już gdzie to było, ale mogłoby potwierdzać, że Kate ma coś w sobie, tyle że musi bardzo się postarać, aby po to sięgnąć.

A umiejętności Hugh? O rany, popisywał się strasznie. Fakt, że posiada on zaledwie część mocy Rolanda, a jest przez to silniejszy od Erry...

Sophie napisał/a:
wystarczy tu przytoczyć strach Doolittle'a po leczeniu.
Reakcja doktorka była bardzo prawdziwa i też... krzywdząca. Prawda jest taka, że jest to zaufany przyjaciel Kate, a i tak wystraszył się konsekwencji jej umiejętności.

Sophie napisał/a:
Tak poza tym - w Radzie Gromady jest szpieg - jestem strasznie ciekawa, kto to jest? Jak autorzy to rozwiążą - ktoś, kto rzadko pojawia się w książce (albo wcale), czy może ktoś zaufany? I jaki jest powód tej zdrady?
Osobiście stawiałabym na szakale. Nie poznaliśmy ich tak dobrze jak innych, autorzy mają przy nich duże pole do popisu i co najważniejsze - ich zdrada nie zaboli czytelników tak bardzo, jak hien, kotów czy wilków... 8-)

Sophie napisał/a:
Blair napisał/a:
I właśnie - co z tym siódmym tomem? Na razie wiadomo tyle, że na pewno właśnie tutaj zostanie rozwiązana sprawa Kate - Roland, a następne trzy części to zakończenie całej historii.
To w końcu tak? A nie, że dopiero w dziesiątym dojdzie do ostatecznej konfrontacji/zjednania?


Z tego co pamiętam, to na blogu pisali, że fani nie byli zadowoleni z tego, że autorzy nie zakończyli definitywnie wszystkich spraw w przypadku serii "Na krawędzi" tylko pozostawiali puste luki, więc w przypadku Kate będą jeszcze trzy tomy, przy których wszystkie wątki zostaną wyjaśnione. Aczkolwiek spotkanie rodzinne Kate z Rolandem ma być przedstawione w 7. tomie. :)

Sophie: Yay!
_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2820
Skąd: skc
Wysłany: 2013-08-07, 17:51   

Andrewsowie odpowiedzieli na kilkanaście często wspominanych spraw odnośnie nowej Kate - takich jak dlaczego Curran to zrobił, dlaczego Kate tak zareagowała, dlaczego Dollitle tak zareagował (kto w ogóle potrzebowałby odpowiedzi na takie pytania?) itd. http://www.ilona-andrews....-recap-and-fans

Tak poza tym - będzie POV Currana z Magic Rises - nie mogę się go doczekać. :mrgreen:

Cytat:
A umiejętności Hugh? O rany, popisywał się strasznie. Fakt, że posiada on zaledwie część mocy Rolanda, a jest przez to silniejszy od Erry...
Ciekawe było to, że stwierdził, że dobrze się stało, że Erra była zbędna - czy to też twierdzenie Rolanda? Jeśli tak, to można się z tego dowiedzieć czegoś o samym Rolandzie.
Blair napisał/a:
Osobiście stawiałabym na szakale. Nie poznaliśmy ich tak dobrze jak innych, autorzy mają przy nich duże pole do popisu i co najważniejsze - ich zdrada nie zaboli czytelników tak bardzo, jak hien, kotów czy wilków... 8-)
Ale jakie by to było zaskoczenie, gdyby szpiegiem okazał się np. Jim albo Mahon - dobrze jednak, że to niemożliwe. Patrząc na to, co o nich wiemy, od razu można stwierdzić, że nie pasuje to do ich charakterów. Też sądzę, że to ktoś mniej nam znany - dzięki temu ładnie mogą rozwinąć historię zdrady i jej powody.

EDIT:
Znalazłam ciekawą stronę - http://kate.ilona-andrews.com/timeline/ (trzeba rozwinąć, klikając na niższe "Time line").
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
WereWolf 
Moderator
...rodem z piekła...


Wiek: 33
Dołączyła: 25 Paź 2009
Posty: 1715
Skąd: sprzed monitora
Wysłany: 2013-08-07, 20:43   

Ha! Skończyłam! Wreszcie.

Nie będę powtarzać ochów i achów, które są powyżej, gdyż w pełni się z nimi zgadzam. :mrgreen:

Było interesująco i zaskakująco - zwłaszcza pojawienie się Hugh w takiej roli i z takim planem (choć autorzy już wcześniej zapowiadali jego objawienie). Rzeczywiście, okazał się zupełnie inny, niż można by spodziewać się po kimś takim i z taką pozycją, jak on. ciekawe tylko na ile jego sposób ukazania siebie był prawdziwy, a na ile była to gra na potrzebę sytuacji. Ciekawe, czy uda mu się wrócić do zdrowia, po tym co zrobił mu Curran? Roland naprawi go swoją mocą? No, ale tak czy inaczej będzie się musiał wyspowiadać, cóż mu się przytrafiło, a oszukać Budowniczego Wież raczej nie będzie tak łatwo.

Kate tak w ogóle, to ma przerąbane. Rozumiem taka koncepcja na postać, ale trochę tego wszystkiego dużo, jak dla jednej osoby. Biedna dziewczyna nie ma szansy na choćby chwile prawdziwego spokoju.

Sophie napisał/a:
Ich postacie są bardziej realistyczne – ci potężni są dość normalni, autorzy nie robią z nich nadludzi w pelerynach, z przerażającym błyskiem oku, uśmiechających się szyderczo itd. Nie potrafię chyba tego dobrze wyrazić – chodzi o to, że mimo iż są potężni, pozostają realni i nie robią szopki.

Blair napisał/a:
. Autorzy przedstawili ją wspaniale. Fakt - wcześniej dziewczyna nie była jakąś pospolitą i byle jak wykreowaną protagonistką, ale teraz... Andersowie pokazali, że Kate się boi.


Nie tylko boi, ale właśnie realności, o której pisze Sophie, nadaje jej to, iż autorzy pokazali, że Kate nie jest nieomylna i również popełnia błędy. Dała się nabrać na grę Hibli.Zaślepiona złością dała się podpuścić Hugh i stanęła z nim do walki, w której Hugh był od początku wygrany, bo nawet, jeśliby Kate okazała się lepsza, to jego "ochroniarze" i tak zabiliby ją i resztę Gromady, która była na miejscu. No i w końcu zaczęła być naprawdę zazdrosna o Currana, to coś o co sama siebie pewnie nawet siebie nie podejrzewała, iż będzie miało miejsce.

Curran był wkurzający, tak. Ale chciał dobrze. Wiem, że dobrymi chęciami piekło wybrukowane, ale przecież sama Kate przyznała, iż dla niego zrobiłaby to samo. A on uratował ją tam nie raz. Bo nie tylko chronił przed "zleceniem na jej głowę", ale też ocalił podczas pojedynku i parę innych razy.

Andrewsowie serwują czytelnikom dobrze wyważone połączenie akcji, dobrego humoru i niemęczącego wątku romansowego. Choć, co do tego ostatniego, to muszę przyznać, że scena pod gwiazdami, po odnalezieniu u Pasterza, to całe "-I love you. Don't leave me, -I love you, too. Don't leave me." było z lekka za słitasne i nie pasowało mi do Kate i Currana.

Mam na Andrewsów focha za Ciocię B. Naprawdę będzie mi jej brakowało. Uśmiercić ją w taki sposób, to było nie fair. Już mniej by mi było żal Dereka, albo Dolittla. No, ale wtedy nie byłoby tego dramatyzmu.

Blair napisał/a:
Bardzo się cieszę z rozwoju wypadków w kwestii Currana i Kate. Pierścionek, zaręczyny, ślub...

Jakoś tak czuję, że ślubu to przed ostatnim tomem racze nie zobaczymy.

Sophie napisał/a:
Blair napisał/a:
Mahoń i ten jego monolog. Fakt, że niedźwiedź wspierał Kate i wreszcie powiedział jej, że należy do Gromady.
To było dziwne i też nie do końca rozumiem te zmianę - co takiego się wydarzyło, że zmienił zdanie? Jakoś trudno mi uwierzyć, że nagle doznał olśnienia - za tym musi kryć się więcej?


Hmmm... Pewnie za bardzo knuję, ale... Pamiętacie, jak Saiman dostał się do zamku? Więc może to wcale nie był Mahon. Tylko jaki interes miałby Saiman w takim gadaniu, bo o dobre serce go nie posądzam.

A tak w ogóle, to przez jakiś czas myślałam, iż Christopher okaże się być Rolandem pod przykrywką, który chce poznać córkę, gdyż Hugh już mu o niej wyśpiewał.

I niech mi ktoś wyjaśni, bo może źle zrozumiałam. Czy lamassu może się stać każdy zmiennokształtny, który zacznie pożywiać się ludzkim mięsem? W takim razie czemu nie stają się nimi loupy? A "zwykłym" zmiennokształtnym podczas walki też pewnie zdarza się coś tam połknąć. Bo w projekcji Atsany'ego wilki najpierw dostały coś do picia (?), dopiero później pożarły mężczyznę. Poza tym, gdy Kate pyta jak rozpoznać lamassu, Atsany mówi by dać im ludzkiego mięsa. A później znowu gada, ze nie wszystkie lamassu były złe, tyle te pożywiające się ludźmi. Więc jak stworzyć "dobrego" lamassu?

Tak w ogóle, to wydawało mi się, iż upłynęło już więcej czasu od pierwszego tomu. A tu wychodzi, iż Kate jest starsza tylko o rok. Jakowoś tak dziwnie.

Sophie napisał/a:
Blair napisał/a:
Osobiście stawiałabym na szakale. Nie poznaliśmy ich tak dobrze jak innych, autorzy mają przy nich duże pole do popisu i co najważniejsze - ich zdrada nie zaboli czytelników tak bardzo, jak hien, kotów czy wilków... 8-)
Ale jakie by to było zaskoczenie, gdyby szpiegiem okazał się np. Jim albo Mahon - dobrze jednak, że to niemożliwe. Patrząc na to, co o nich wiemy, od razu można stwierdzić, że nie pasuje to do ich charakterów. Też sądzę, że to ktoś mniej nam znany - dzięki temu ładnie mogą rozwinąć historię zdrady i jej powody.


A ja bym właśnie stawiała na kogoś bliższego, bo tego się nikt nie spodziewa. Bo niby ich dobrze znamy, ich charaktery, to jak postępują. Większym zaskoczeniem i "podenerwowaniem" fanów byłoby właśnie postawić na tym miejscu któregoś z zaufanych.

Sophie napisał/a:
Teraz się zastanawiam, co dalej – w końcu seria miała mieć siedem tomów i ta część właśnie byłaby już bezpośrednim powodem konfrontacji, „Magic Breaks”, bo tak najpewniej będzie się nazywać siódmy tom, już powinien być ostatecznym rozwiązaniem.

Tak sobie myślę, że ten tom będzie nawiązywał do tego, co powiedział Astamur - iż na świecie są tacy Pradawni jak on i Roland, a teraz zaczynają się budzić. Może Roland będzie zbierał popleczników szykując armię silnych magicznie, która będzie miała podbić świat.

Zastanawia mnie jeszcze jedno. Może czegoś nie pamiętam dobrze. Ale skąd pewność, że Kalina naprawdę nie żyje? Znaleziono jej zwłoki? Z tego co pamiętam, to było tylko o tym, iż została w tyle. ale może wcale Roland jej nie uśmiercił, tylko trzyma gdzieś w lochach której ze swoich wież.
_________________
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2820
Skąd: skc
Wysłany: 2013-08-07, 21:30   

WereWolf napisał/a:
I niech mi ktoś wyjaśni, bo może źle zrozumiałam. Czy lamassu może się stać każdy zmiennokształtny, który zacznie pożywiać się ludzkim mięsem?
Nie, tylko ci natchnięci przez tego kogoś kto ich tam natychał, a teraz nie pamiętam, kto to był. W każdym razie była to tylko jedna gromada, której ktoś dał możliwość bronienia w ten sposób miasta. Nie pamiętam dokładnie, jak to szło, ale na pewno tylko wybrani mogli się nimi stać. Lamassu, w przeciwieństwie do zwykłych zmiennokształtnych, którzy mają dwie pełne formy - człowieka i zwierzęcia, posiadają trzy - człowieka, zwierzęcia i byka/lwa ze skrzydłakami pokrytymi łuską. Tę trzecią formę mają wrodzoną, zwykły zmiennokształtny jej nie osiągnie.
WereWolf napisał/a:
Więc jak stworzyć "dobrego" lamassu?
"Dobry" lamassu to taki, który nie jest w formie tego skrzydlatego czegoś (a jeśli chodzi o test z mięsem, to przecież chodzi o to, że jeśli zje to mięso i się przemieni, to znaczy, że jest lamassu, bo tak normalnie to zwykły zmiennokształtny).
WereWolf napisał/a:
Tak w ogóle, to wydawało mi się, iż upłynęło już więcej czasu od pierwszego tomu. A tu wychodzi, iż Kate jest starsza tylko o rok. Jakowoś tak dziwnie.
Na stronie autorów (link wyżej) jest oś czasu, z której wynika, że poprzednie tomy działy się w 2040 roku.
Cytat:
Tak sobie myślę, że ten tom będzie nawiązywał do tego, co powiedział Astamur - iż na świecie są tacy Pradawni jak on i Roland, a teraz zaczynają się budzić. Może Roland będzie zbierał popleczników szykując armię silnych magicznie, która będzie miała podbić świat.
Pewne jest, że Roland pojawi się osobiście w Magic Breaks i myślę, że Blair może mieć rację (chyba, że Kate będzie walczyć z Rolandem na raty).
WereWolf napisał/a:
Ale skąd pewność, że Kalina naprawdę nie żyje? Znaleziono jej zwłoki? Z tego co pamiętam, to było tylko o tym, iż została w tyle. ale może wcale Roland jej nie uśmiercił, tylko trzyma gdzieś w lochach której ze swoich wież.
Nikt nie twierdzi, że tak jest. Voron powiedział tak Kate, a ona nie podważa jego słów - skoro powiedział, że kalina zginęła, to nie żyje. Ale może faktycznie okaże się, że jednak gdzieś tam jeszcze dycha w którejś z wież.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Loleczka 
Weteran
dziecko losu


Wiek: 27
Dołączyła: 19 Sty 2010
Posty: 1180
Skąd: z bajki
Wysłany: 2013-11-03, 09:50   

WereWolf napisał/a:
No i w końcu zaczęła być naprawdę zazdrosna o Currana, to coś o co sama siebie pewnie nawet siebie nie podejrzewała, iż będzie miało miejsce.


Szczerze mówiąc ja też jej o to nie podejrzewałam, ale takie uczucia przedstawiły ją jeszcze bardziej ludzką.

Sophie napisał/a:
Nikt nie twierdzi, że tak jest. Voron powiedział tak Kate, a ona nie podważa jego słów - skoro powiedział, że kalina zginęła, to nie żyje. Ale może faktycznie okaże się, że jednak gdzieś tam jeszcze dycha w którejś z wież.


Żartujecie? Gdyby był nawet najmniejszy cień szansy, że Kalina przeżyła spotkanie z Rolandem, to Voron nie zajmowałby się Kate przez tak długi czas. Ukryłby ją gdzieś gdzie jest bezpiecznie i udałby się na poszukiwania. On ją wielbił.
_________________
Jestem sobą. A kim innym powinnam być? Przecież nie zmienię się w ciebie.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2820
Skąd: skc
Wysłany: 2013-11-03, 11:09   

Loleczka napisał/a:
Żartujecie? Gdyby był nawet najmniejszy cień szansy, że Kalina przeżyła spotkanie z Rolandem, to Voron nie zajmowałby się Kate przez tak długi czas. Ukryłby ją gdzieś gdzie jest bezpiecznie i udałby się na poszukiwania. On ją wielbił.
Ale Voron przecież nie widział starcia Kaliny z Rolandem - ona została z tyłu, gdy Voron jak najszybciej uciekał z Kate. Voron mógł być pewny, że już po niej, ale to nie oznacza, że naprawdę musiało tak być. A skoro Voron był pewny, to tę pewność przelał na Kate, która nie podważała jego słów. Zatem wcale nie jest powiedziane, że ta dwójka się nie myli - być może Kalina mimo wszystko jeszcze dycha.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Loleczka 
Weteran
dziecko losu


Wiek: 27
Dołączyła: 19 Sty 2010
Posty: 1180
Skąd: z bajki
Wysłany: 2013-11-03, 11:50   

Sophie napisał/a:
Ale Voron przecież nie widział starcia Kaliny z Rolandem - ona została z tyłu, gdy Voron jak najszybciej uciekał z Kate. Voron mógł być pewny, że już po niej, ale to nie oznacza, że naprawdę musiało tak być. A skoro Voron był pewny, to tę pewność przelał na Kate, która nie podważała jego słów. Zatem wcale nie jest powiedziane, że ta dwójka się nie myli - być może Kalina mimo wszystko jeszcze dycha.


Z tego co zrozumiałam, w niektórych kręgach wiadomości o Rolandzie, Kalinie i Voronie były tajemnicą poliszynela. Jakieś plotki by pewnie wtedy poszły. Już nie mówiąc o tym, że nie sądzę, aby Hugh powstrzymał się przed ukłuciem Kate kawałkiem takiej wiedzy. Wydaje mi się, że on chciał ją po swojej stronie. A wiedza, że jej matka żyje mogłaby mu pomóc ją przekabacić.
_________________
Jestem sobą. A kim innym powinnam być? Przecież nie zmienię się w ciebie.
 
     
WereWolf 
Moderator
...rodem z piekła...


Wiek: 33
Dołączyła: 25 Paź 2009
Posty: 1715
Skąd: sprzed monitora
Wysłany: 2013-11-03, 11:59   

Ok, z wywiadu z Andrewsami wiemy, że
Spoiler:

Kalina jest martwa na 100%.


Hugh chciał Kate po swojej stronie rzeczywiście, lecz rzeknięcie jej, iż jej matka żyje, spowodowałoby raczej, że ta chciałaby jeszcze szybciej "spotkać się" z Rolandem, a co wiemy, Kate raczej jeszcze nie jest gotowa na starcie z nim. A co za tym idzie, Hugh szybko mógłby stracić swoją nową ulubienicę. Poza tym, nie sądzę, by nawet on znał wszystkie sekrety Rolanda. Jakby nie było, ktoś taki, jak "budowniczy wież" nie mógłby sobie za bardzo pozwolić na taką plamę na honorze, jaką byłoby pozwolić oficjalnie dalej żyć komuś, kto zdradził go w ten sposób.
_________________
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2014-05-15, 17:13   

Kiedy myślę, że autorzy nie są w stanie wymyślić już nic lepszego Andrewsowie mnie zaskakują i powstaje Magia Rises. To chyba najlepsza część z serii. WSZYSTKO, ale to wszystko mi się podobało. Szkoda mi trochę Cioci B, ale to zmieni status Andrei. Może być ciekawie. Do tej pory Hugh wydawał mi się wyrafinowanym strategiem i bezbłędnym generałem. Ta część odsłoniła jego słabości i pokazała jego ludzką twarz.Desandra może, jeśli zechce namieszać wśród wilków. Ciekawe też, kto jest w Radzie zdrajcą. No i za mało było Saimana. A można było jakąś scenkę Lorelei conta Saiman jako Curan odegrać. :mrgreen: Ta obsesja Christopera na temat latania, to nie jest jego obsesja, to coś co umiał, ale już tego nie potrafi. To duża zagadka. Ta część przyniosła więcej pytań niż odpowiedzi. Podsyciła ciekawość. Rozbudziła apetyt.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2014-10-09, 10:02   

Sophie napisał/a:
Poza tym: hej! Kate stworzyła coś w rodzaju krwawej zbroi - chyba nie wiemy wszystkiego o jej mocy, czy może od ostatnich tomów aż tak bardzo się rozwinęła?

Nie tyle rozwinęła, co dała się ponieść przyciąganiu do krwi wampirów. Kiedy jej krew połączyła się z krwią zabitych wampirów, zaczęła ją oplatać właśnie jak zbroja - nie idealna, ale mimo wszystko.

Wiem, że Kate nienawidzi tej części swojej mocy, ale niestety powyższe potwierdza, że będzie musiała się z nią zaprzyjaźnić. W innym wypadku nie ma co marzyć o starciu z Rolandem.

Sophie napisał/a:
Nie, tylko ci natchnięci przez tego kogoś kto ich tam natychał, a teraz nie pamiętam, kto to był. W każdym razie była to tylko jedna gromada, której ktoś dał możliwość bronienia w ten sposób miasta. Nie pamiętam dokładnie, jak to szło, ale na pewno tylko wybrani mogli się nimi stać. Lamassu, w przeciwieństwie do zwykłych zmiennokształtnych, którzy mają dwie pełne formy - człowieka i zwierzęcia, posiadają trzy - człowieka, zwierzęcia i byka/lwa ze skrzydłakami pokrytymi łuską. Tę trzecią formę mają wrodzoną, zwykły zmiennokształtny jej nie osiągnie.

Był to żyjący bardzo dawno temu potężny ród, którego magowie poprzez magię zmienili w celach obronnych wybranych zmiennokształtnych właśnie w lamassu. I tak jak Soph pisze, lamassu, który nie pożywi się ludzkim mięsem, jest zwykłym zmiennokształtnym, dla którego nie jest dostępna skrzydlata forma.

Andrewsowie jak zwykle nie zawodzą. Podobało mi się niemal wszystko - świetnie poprowadzona narracja, sugestywne sceny walki, żadne tam na odwal, nagromadzenie emocji oraz fabuła na wysokim poziomie, ale... Ale jednak Magic Slays to w mojej opinii niedościgniony majstersztyk. Byłam nim tak zachwycona, że na razie żaden z tomów nie był w stanie go wyprzedzić.

W wielu miejscach będę się po Was powtarzać, ale muszę to z siebie wyrzucić. :-)

Żeby zorganizować takie zgromadzenie i powziąć tyle zachodu dla sprowadzenia Kate do Europy - nieźle, Hugh. Ta postać mnie rzeczywiście zaskoczyła. Oprócz tego, co pisałyście, czyli o jego - w miarę - normalnym, typowo ludzkim zachowaniu, okazał się też lekko szurniętym, ale piekielnie inteligentnym psycholem. Uparty, świetny szermierz i dowódca, ale również osoba, którą prowadzą namiętności. Myślę, że na jego pozycji cecha ta okaże się jego słabością. Autorzy nie mogli go lepiej stworzyć. Myślę też, że się nieźle przejedzie na swoim stereotypowym myśleniu o zmiennokształtnych. Pomimo tego jak dobrze ich zna, bo nie można mu odmówić, że w wielu kwestiach trafił idealnie ze swoją opinią, to nadal popełnia błąd nie doceniając ich. W każdym razie muszę przyznać, że w jakiś dziwnie perwersyjny sposób polubiłam go jako postać literacką i cieszę się, że nie zginął zaraz w tym samym tomie, w którym się pojawił.

Kate było mi w tym tomie bardziej szkoda niż kiedykolwiek. I to jest ta jedyna rzecz, która mi nie podeszła. Curran się nie popisał. Doskonale rozumiem motyw stojący za jego planem, który swoją drogą był bardzo dobrze przemyślany, ale wyłączenie Kate było zwyczajnie głupie. Że niby nie potrafi kłamać? Osoba, która musiała sobie jakoś radzić z tą cechą przez 26 ciężkich lat i patrzcie, jednak przeżyła? I to w taki sposób, że niewiele ludzi jest w stanie ją rozszyfrować? Pieprzyć takie tłumaczenie. Cała ta szopka odbiła się nie tylko na uczuciach Kate, ale na powodzeniu misji. Bo pomyślmy logicznie - gdyby tylko Kate wiedziała co się szykuje, czy napprawdę nie odczuwałaby tych wszystkich emocji, na które liczył Curran? Właśnie, wiedząc o wszystkim to by się nawet nie musiała już wtedy powstrzymywać. Czy tak trudno o zazdrość, kiedy jakaś dziewucha ociera się o twojego faceta, a ten cię jawnie olewa? Albo o mordercze skłonności w stronę rzeczonej gówniary? Zamiast skupić się w pełni na śledztwie, co jakiś czas dochodził do niej ból zdrady Currana i zaśmiecał logiczne myśli. Z każdej strony docierały do niej teksty o jej braku kompletnej wiedzy na temat zmiennokształtnych oraz brak szacunku w związku z intrygą Lorelai. Potem jeszcze ten strach w oczach Doolitlle'a i co mamy? Ano mamy taką Katę, która zaczyna mieć poczucie totalnego wyobcowania w nieznanym jej środowisku, poczucie, że żeby nie wiadomo, ile krwi wylała w obronie Gromady, i tak nie stanie się tak do końca jej częścią. Hugh prawie że nie musiał się wysilać, żeby do niej dotrzeć i wiedział dokłanie, w jakie struny uderzać. Jak bardzo musiała ją ta maskarada zranić, skoro popadła w tak zimny nastrój, w którym nie miała baczenia na nic, nawet życie własne i innych, prócz poddania się żądzy mordu.

Curran powiedział jej, że myślał, że znając go będzie wiedziała lepiej. I wiedziała. Do samego końca czuła, że to wszystko jest planem, który na pewno jej się nie spodoba, ale to, co ją zdewastowało, było kłamstwem ze strony Currana, ewidentnie wykorzystującym jej pełną wiarę w jego działania. Tu leży pies pogrzebany. Kate nie jest kwiatuszkiem. To wyszkolony zabójca i inteligentna osoba, a tu nagle zostaje bez własnej zgody włączona w intrygę chroniącą jej życie i to ze strony mężczyzny, któremu ufała najbardziej na świecie. I wiecie co jeszcze? Curran niewystarczająco się przed nią płaszczył i powinien dostać kamiuchem przez łeb. Dopiero wtedy zasługiwał na wybaczenie.

Cholernie szkoda B. Szkoda tak wielowymiarowej postaci, szkoda jej usposobienia i intryganckiej natury. Muszę przyznać, że bardzo mnie poruszyło jej uśmiercenie. Otwiera to wiele fabularnych możliwości, ale to już nie będzie to samo.

Podobała mi się postawa tej nabardziej lojalnej świty Kate, a także tych zmiennokształtnych Gromady, którzy zwyczajnie trzymali jej stronę wobec niehonorowego zachowania Currana z Lorelei. Nie sądziłam, że Barabas do tego stopnia uważa Kate za swoją Alfę, żeby chcieć zaatakować Currana. Pełna akceptacja Dereka też była wzruszająca, kurde, lubię tego chłopaka.

I, och, Desandra, najnowszy, cudownie wkurzający nabytek Gromady. :-) Już się szczerzę na myśl, ile kłopotów i dogryzek czekają Jennifer ze strony nowego członka klanu wilków. :mrgreen:
Desandra została przedstawiona jako rozhisteryzowany półgłówek, bez kręgosłupa etycznego, a tu takie zaskoczenie. Uwielbiam, gdy autorzy wodzą nas za nos każąc wierzyć w takie pozory, a tu takiej zaskoczenie. Polubiłam całą jej wkurzającą postać razem ze słabościami, ukrytą inteligencją oraz niemal doskonałą zdolnością oceny innych ludzi. Niemal, bo na Hugh się nie poznała. Ale to przystojny facet, a wiadomo, jak tacy na nią działają. :-P

Wszystkie Wasze teorie o przebudzeniach Pradawnych, Rolandzie przebranym za Christophera czy też szpiegu Gromady świadczą tylko o jednym - ta seria pomimo 7 części posiada ogromny potencjał i szerokie pole do dyskusji.

Chyba o czymś nie wspomniałam, ale już nie pamiętam. O ile piątkę można uznać za tom traktujący o walce z magią, o tym, jak zwyczajni ludzi reagują na własny strach przed magicznymi istotami, tak Magic Rises jest dla mnie tomem o wyobcowaniu, o radzeniu sobie w nieznanym miejscu, pośród istot odczuwających wobec ciebie jedynie wyższość i odrazę. To część o chęci ucieczki od problemów, powrotu do natury i odizolowaniu się od reszty świata, bo on jest przecież źródłem twojego cierpienia. Najpierw daje Ci dom, rodzinę, pozwala czuć się bezpieczną, by później zabrać ci to wszystko bez uprzedzenia, w momencie, w którym myślałaś, że gdzieś przynależysz. Po co się męczyć? Po co się starać? Czy nie lepiej byłoby ci samej? Tak odebrałam tę część oraz uczucia Kate, szczególnie kiedy znajdowała się w górach. I chociaż MS to dla mnie nadal numer 1, to szóstka udowadnia, że autorzy chcą, potrafią i niech nigdy nie przestają.
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
  
 
     
Kometa 
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Doppel X


Wiek: 32
Dołączyła: 10 Wrz 2009
Posty: 2620
Skąd: z Kosmosu
Wysłany: 2014-10-10, 02:22   

Oksa napisał/a:
Żeby zorganizować takie zgromadzenie i powziąć tyle zachodu dla sprowadzenia Kate do Europy - nieźle, Hugh. Ta postać mnie rzeczywiście zaskoczyła. Oprócz tego, co pisałyście, czyli o jego - w miarę - normalnym, typowo ludzkim zachowaniu, okazał się też lekko szurniętym, ale piekielnie inteligentnym psycholem. Uparty, świetny szermierz i dowódca, ale również osoba, którą prowadzą namiętności. Myślę, że na jego pozycji cecha ta okaże się jego słabością. Autorzy nie mogli go lepiej stworzyć. Myślę też, że się nieźle przejedzie na swoim stereotypowym myśleniu o zmiennokształtnych. Pomimo tego jak dobrze ich zna, bo nie można mu odmówić, że w wielu kwestiach trafił idealnie ze swoją opinią, to nadal popełnia błąd nie doceniając ich. W każdym razie muszę przyznać, że w jakiś dziwnie perwersyjny sposób polubiłam go jako postać literacką i cieszę się, że nie zginął zaraz w tym samym tomie, w którym się pojawił.


Oh si. Podpisuje się pod tym. Poza tym, mówcie sobie co chcecie, ale bardzo mi się podoba jego popieprzona relacja z Kate. No sami pomyślcie, to wręcz boleśnie logiczne ze jest nią zainteresowany na kilku różnych płaszczyznach. Raz - ta kobieta jest mu wstanie dorównać. Jest ślina, jest bystra i jest wściekła. Dwa - wychowała ich ta sama osoba. Z jednej strony jest uraza, bo Voron zostawił go dla Kate, z drugiej pełne zrozumienie, myślenie na zasadzie: znam to, znam JĄ, wiem czego doświadczyła, wiem jak on ją kształtował. Ona powinna wiedzieć, powinna zrozumieć. Zatem ma przed sobą kobietę równą sobie, która przynajmniej teoretycznie powinna go rozumieć. Och Boże, nie jestem tym typem czytelnika który bawiłby się w pairingi, ale tu jestem tak bardzo na tak! Rany, ta historia mogłaby skręcić w naprawdę ciekawym kierunku! I ship Hugh x Kate, and I will go down with this ship!

Oksa napisał/a:
Kate było mi w tym tomie bardziej szkoda niż kiedykolwiek. I to jest ta jedyna rzecz, która mi nie podeszła. Curran się nie popisał. Doskonale rozumiem motyw stojący za jego planem, który swoją drogą był bardzo dobrze przemyślany, ale wyłączenie Kate było zwyczajnie głupie.


Przepraszam, jaki był ten plan? Przecież chłop jest do zabicia, zdurniał do reszty. Nigdy za nim nie przepadałam, ale przysięgam, że czytające te książkę a potem jego tłumaczenie modliłam się: "rzuć go, rzuć go dziewczyno! I to z bardzo wysoka!" Na jej miejscu bym go zabiła. Przysięgam.

Oksa napisał/a:
Cholernie szkoda B. Szkoda tak wielowymiarowej postaci, szkoda jej usposobienia i intryganckiej natury. Muszę przyznać, że bardzo mnie poruszyło jej uśmiercenie. Otwiera to wiele fabularnych możliwości, ale to już nie będzie to samo.


Si, B. była świetna, ale rozumiem że to musiało się stać. Raz że nie mogła wiecznie trzymać Kate za rączkę. A wiemy, że charakter nie pozwoliłby jej odstąpić od niej, babiszon lubił kontrolować sytuację. Dwa, że Raphael, a wraz z nim Andrea tez nie mogli jej wiecznie siedzieć pod spódnicą. Andrea nie chciała tam siedzieć, ale dobrze wiemy, że nie miała zbytnich szans na wyjście, jeśli B. by jej na to nie pozwoliła. Zaś Raphaelowi było tam dobrze, aż za dobrze. Aby rozwinąć te postaci B. musiała zostać odsunięta, a to ten typ postaci, który nie ma w charakter wpisane siedzenia cicho w kącie. Więc musiała zginąć. Smutne to i szkoda mi jej, ale to było potrzebne.

Oksa napisał/a:
I, och, Dresanda, najnowszy, cudownie wkurzający nabytek Gromady. Już się szczerzę na myśl, ile kłopotów i dogryzek czekają Jennifer ze strony nowego członka klanu wilków.
Dresanda została przedstawiona jako rozhisteryzowany półgłówek, bez kręgosłupa etycznego, a tu takie zaskoczenie. Uwielbiam, gdy autorzy wodzą nas za nos każąc wierzyć w takie pozory, a tu takiej zaskoczenie. Polubiłam całą jej wkurzającą postać razem ze słabościami, ukrytą inteligencją oraz niemal doskonałą zdolnością oceny innych ludzi. Niemal, bo na Hugh się nie poznała. Ale to przystojny facet, a wiadomo, jak tacy na nią działają.


Desandra jest cool 8-) Nawet na początku miała w sobie coś takiego... wiecie lubię takie postacie, "w życiu mi nie wychodzi, nie jestem zbyt bystry, ale i tak zajebistością rozwalam system" :D
_________________
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego
 
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2014-10-10, 08:34   

Kometa napisał/a:
Och Boże, nie jestem tym typem czytelnika który bawiłby się w pairingi, ale tu jestem tak bardzo na tak! Rany, ta historia mogłaby skręcić w naprawdę ciekawym kierunku! I ship Hugh x Kate, and I will go down with this ship!

Osobiście nie idę tak daleko, ponieważ patrząc na potrzeby Kate oraz na to, jakim człowiekiem pragnie być, to psychol, który podkręciłby do maksimum jej krwawe zachciewajki, nie jest dobrym materiałem na partnera. :-P Tylko z punktu widzenia Hugh wygląda to pewnie jak przeznaczenie, którego nie da się uniknąć. Nie widzę jak, poza bezpośrednim rozkazem Rolanda, miałby on zrezygnować z Kate. Za dużo go z nią łączy. Nawet taki wariat po tylu latach może odczuwać samotność i potrzebować nawiązania intymności z kimś mu równym.

Ale tak poza tym, to podobała mi się każda scena z ich udziałem. Oby więcej!

Kometa napisał/a:
Przepraszam, jaki był ten plan? Przecież chłop jest do zabicia, zdurniał do reszty. Nigdy za nim nie przepadałam, ale przysięgam, że czytające te książkę a potem jego tłumaczenie modliłam się: "rzuć go, rzuć go dziewczyno! I to z bardzo wysoka!" Na jej miejscu bym go zabiła. Przysięgam.

Plan był taki, że odciągał Lorelei od zamku, a Saiman w tym czasie szwendał się w jej postaci i poszukiwał kontraktu. Wysłannicy Gromady mogli natomiast zająć się w tym czasie bezpieczeństwem Desandry, a reszta zmiennokształtnych popełniała błąd, lekceważąc możliwości Kate i biorąc ją za zwykłego człowieka, który dodatkowo ma pójść na odstawkę. Zmniejszało to również pilność dokonania zamachu na jej życie. Uważam, że plan był sensowny. Natomiast wyłączenie Kate było naciągane i głupie.

Trzeba jednak pamiętać, że - co przyznają obydwoje - ta dwójka jest siebie warta. Dla uratowania życia partnera są skłonni poświęcić życie, związek oraz ich dobre relacje. Tłumaczenie Currana mnie tym razem nie przekonuje, ale Kate dla jego bezpieczeństwa, w trochę innych okolicznościach też nie wahałaby się wyłączyć jego udziału. Tylko że Kate, jest Kate, wali prosto z mostu. Prowadzenie takiej ukrytej gry nie leży w jej charakterze i w tym przypadku jestem pewna, że Curran poznałby jej zamiary.
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org